środa, 29 grudnia 2010

Podsumowanie 2010 cz.2: niewypały

A co mi tam, się wyżyję. Jak rap jest dobry, to widać to od razu, a jak chujowy, to też widać. Dla słabych nie ma litości. Zatem jeśli macie wątpliwości, czy warto sprawdzać jakąś płytkę, bądź jesteście do tyłu z nowościami, sprawdźcie ten ranking - może w jakimś stopniu pomogę wam zaoszczędzić trochę waszego cennego czasu. Lecim.

10. NON Koneksja - Persona NON Grata


Może nie powinienem wymieniać tej pozycji, gdyż to jakby nie patrzeć teraz moje ziomki. Tzn są z miasta, w którym ostatnio jestem zmuszony pomieszkiwać. Mogę mieć przypał. He, chyba sam nie wierzę w to co napisałem, no nieważne. W każdym razie nie mam nic do Lukasyna, ale NON to najczystszy przykład tego, czego nie lubię w naszej rodzimej raperskiej muzyce. A ściślej - w naszej rodzimej ulicznej raperskiej muzyce. Po prostu, nic ciekawego tu nie znalazłem.

9. Instynkt - Kto ma, ten przetrwa


To samo, co pozycja wyżej - nuda i ulicznictwo. Z tym że tej akurat produkcji dotyczy trochę inna historia. Internetowy szum związany z jej wydaniem był wręcz niesamowity. Myślę sobie: kurwa, co to takiego jest, żeby tak się jarać, ze to W KOŃCU wychodzi? No Waco, DJ Mario, myślę sobie: rzeczywiście. Ale co to za Czarny, jeżeli nie ten od HiFi (i Monopola)? No w chuj sie rozczarowałem, bo Waco to jednak żywa legenda, niejeden jego podkład zapisał się znacznie na kartach historii tego gatunku w naszym kraju. Ale że postanowił nagle wziąć majka i rapować? Chyba nie muszę mówić, że mu to średnio wychodzi. No a już totalna beka z tym, że ta płytka od dwóch lat śmigała po necie.

8. Cycki i Krew - Uliczny rock'n'roll


Przy pierwszym przesłuchaniu wydało mi się to całkiem fajne - jest beka, są riffy, no spoko. Ale może się nie wsłuchałem, bo byłem na czymś konkretnym skupiony, a to sobie leciało jako tło. Przy kolejnych odsłuchach już nie było to takie fajne. No naprawdę nie wiem, czy pan Krzysiu Kozak posłużył się trochę kurtuazją, czy po prostu jest tak zacofany jak jego koledzy, że mysli, że to rzeczywiście podbije rynek. Z takim czymś RRX na bank nie odbuduje swej potęgi, sorry.

7. Aifam - Ponad tym


A co się będę rozpisywał - po prostu chujowe to, mimo że w całości tego nie słuchałem, a wręcz w zdawkowych ilościach, puszczanych gdzieś tam przez znajomych. Do solo Palucha się przekonałem, ale to akurat jest mega syf i w ogóle nie warto sobie tym głowy zaprzątać, ziom.

6. DDK RPK - Słowo dla ludzi cz. 1


Kurwa, to jeszcze będą jakieś kolejne części? Pozycje 10 i 9 to rodzaj ulicznej "nudy", natomiast twórczość Dudka, czy też Bonusa nazwałbym... uliczną "makabrą". Jest to makabryczny rap, i to bynajmniej nie w znaczeniu takim jak to np. dotyczyłoby Słonia. Wystarczy obejrzeć jakikolwiek klip spod stajni Razem Ponad Kilo. Agresja, nienawiść, no po prostu wszystko najgorsze, co może jeszcze się gnieździć w tej pięknej przecież muzyce. Poza tym nienawidzę też jednego - płyta jest solowa, a typ nazaprasza kolegów, tak że nie wiadomo, kto jest jej tak naprawdę gospodarzem. Wielkie "W".

5. Krzyhu - Ósemka


Powoli saga "Zdradzony przez ojca" staje się takim odpowiednikiem sagi "Młode wilki" autorstwa pewnych "raperów" z Piły (już sama miejscowość wskazuje ich krwisty hardkorowy styl). Jeżeli wpadłeś tu całkiem przypadkowo, albo też jakimś cudem nie znasz definicji określenia "wack mc", to w zasadzie możesz sprawdzić tego typa - od razu będziesz wiedział o co chodzi. Krzyhu, może i emocje w tym są, ale nie jest to poziom na legala, naprawdę.

4. PTP - Wybuchowa Receptura


Polski crunk, i to jeszcze gorszy niż na "Ulice tego słuchają". Coś jeszcze?

3. Karramba - 11


Ej naprawdę, żeby tyle czasu w tym siedzieć (w zasadzie chyba nawet dłużej niż Liroy) i do tej pory nie skumać, jak się powinno robić hip-hop? To samo, co dotyczy członków NAS - tyle lat mija, a Karramba robi tak samo tragiczną muzykę, jak robił na początku. Dla mnie to niepojęte. Jakiś podział na Black Album i White Album, kiedy nie ma pomiędzy nimi właściwie ŻADNEJ różnicy. No i jeszcze jedno - dojrzały człowiek, ma rodzinę, dziecko, a pieprzy takie głupoty, że głowa mała. Nadal dziwki i koks, nadal zabawa w gangstera i białego murzyna, nadal tak samo wulgarne, beznadziejne, kaleczące wrażliwość ludzką teksty. I jeszcze jakieś akcenty stylu disco, co ostatnio modne. Zero skilla, bajzel i pustostan we łbie. Broń Boże tego nie słuchać.

2. Grupa Operacyjna - Materiał wybuchowy


Pewnie się nawet zdziwicie, dlaczego to uwzględniłem. No cóż, ja tam jestem tolerancyjny, jeżeli Mieszko tam rapuje, a nie śpiewa, gdaka, czy cokolwiek, to wpisywać to by wypadało w kategorię 'hip-hop', niestety.. Banał, miernota, żałość. A zresztą, sami wiecie.

1. Bosski Roman - Krak 3


Firmy można sobie czasem posłuchać dla beki, ale najnowsze "dzieło" Romka to już przegięcie. Tu już nawet nie ma się z czego śmiać, moi drodzy. Mega wieśniackie techno, które nawet zresztą nie nadaje się na burackie imprezy w klubach. Brak słów. Mimo że nadal czuję swego rodzaju sympatię do Bosskiego, to nie poleciłbym tego nawet największemu wrogowi.

wtorek, 28 grudnia 2010

Podsumowanie 2010 cz.1: wyróżnienia

Tytułem wstępu: biorąc pod uwagę inne rap-blogi wychodzi na to, że jestem odmieńcem i jako jeden z nielicznych uważam rok 2010 za naprawdę dobry w polskim rapie. Dlatego też podsumowanka zaczynam od rankingu tych, którzy do TOP10 się nie załapali, ale... zasłużyli w moim odczuciu jak najbardziej na propsy. Niniejszym postaram się tymże rankingiem to jakoś merytorycznie udowodnić, zatem jeśliś zainteresowany: sprawdzaj.

10. Paluch - Bezgranicznie oddany


Długo nie mogłem się do poznaniaka przekonać, a jego rap wręcz hejtowałem. Jak któryś z kumpli puszczał przy mnie kawałki z "Pewniaka", to błagałem, by mnie nie torturował, bo uszy mi jeszcze miłe. W przypadku tej płyty szło opornie, ale w końcu weszło - DJ Story wysmażył naprawdę dobre podkłady. A "Nowy Trueschool", z początku jak dla mnie tandetny, okazał się bombą koncertową. Tak tak, "Bezgranicznie oddany" znalazł się tu troszkę jako pozycja honorowa, mając w pamięci niezły koncert, na którym miałem przyjemność się znaleźć.

9. Vienio - Etos 2010


Zawartość merytoryczna (czytaj: mega pozytywny przekaz), przemyślany koncept płyty i tematy kawałków oraz masa świetnych występów gościnnych to atuty "Etosu". No zgadzam się, nie jest to jakiś fajerwerk, ale co kurwa z tego? Wszystkim co biadolą na flow, technikę, brak cudownych metafor, kontekstów filozoficznych i Bóg wie czego jeszcze polecam ostatni kawałek z płyty: "oducz się dziś ciągle narzekać". Płyta jest solidna i trochę szacunku, buraki. Skandal, pamiętasz kto Cię wychował?

8. Kaczor - Przyjaźń, duma, godność


Na pewno dobra płyta, ale osobiście spodziewałem się czegoś więcej. I to zarówno po Kaczce, jak i jego bitmejkerach. Ale może spodziewałem sie za dużo. Dominik czasami zapoda banał o zasadach życia ulicznika, a czasami udowodni, że niebezpodstawnie może nazywać siebie graczem z numerem pierwszym (genialne "Szukając siebie"). A tak w ogóle, fajnie że wyszło to w Szpadyzor Records. Kochajmy się, a nie zabijajmy.

7. Jarecki & BRK - Mucha nie siada


Coś nowego na tej scenie. Oryginalny, dziki styl reprezentantów Opola na pewno zasługuje na choćby odrobinę uwagi. Mnie osobiście bardzo przypadł do gustu. A płytka - ciekawa, luźna mieszanka styli, idealna na relaks bądź grubą imprezkę w najbliższym gronie. No i BRK, który jak dotychczas wspomagał Jarka tylko jako bitmejker, jak najbardziej sprawdza się także jako raper (o ile można tak napisać, bo w przypadku tych dwóch panów jest to akurat spore ograniczenie).

6. Siwers/Tomiko - Ogień


Jeśli chodzi o tzw. warszawską scenę ulicznego rapu, to bez wątpienia Siwers osiągnął w tamtejszym środowisku najwyższe stadium szacunku. Pamiętacie na pewno "Klasyk", płytkę Bez Cenzury. Nikt nie powie, że to słabe gówno. A to w dużej mierze zasługa bitów Siwego (poza oczywiście rewelacyjnymi zwrotkami Erosa - kiedy kurwa ta solówka?), który na najnowszym projekcie wraz z Tomiko również potwierdza swoją klasę. Rap jak rap, uliczny, ale trzeba podkreślić, że jest to najlepsze ulicznictwo, jakie tylko może być w polskim wykonaniu.

5. POE - Złodzieje zapalniczek


Emade jak zwykle - jedyny w swoim rodzaju. Ostry również jak zwykle... no właśnie. Jak zwykle. Zwolnij Adasiu, to wyjdzie z korzyścią i dla Ciebie, i dla słuchaczy. Ale komu się jeszcze nie nudzi rap Adama, to może bez żadnych obaw sięgnąć po ten projekt, mimo że zrobiony podobno na szybcika. A już jebać malkontentów, nikt nie zaprzeczy, że każda rzecz od Ostrowskiego, to najwyższy level.

4. Green - Kryptonim monolog


Tirex ma rację - doszczętnie zatarły się granice pomiędzy legalem, a nielegalem. Sam zastanawiałem się, czy pozycji, których nie dostaniecie w sklepach nie lepiej ocenić odrębnie, w ramach kategorii 'nielegale'. No ale jak po czasie się dowiaduję, że jakiś Diho Raz, czy jak to tam się pisze (chyba jakoś pokemoniasto) jednak wydał legala, tzn jest to w media markt, to stwierdziłem że jebać to. Co do Greena - na pewno kojarzycie tego fristajlowca. To coś jak Tetris - na płytach daje w 100% przemyślane, mądre wersy, nie to co Flint (a fakt, tego też nie słuchałem, ale po singlu mogę stwierdzić, że piszę od niego lepsze teksty, co jest co najmniej dziwne, bo na wolnym bym z nim nawet nie pryknął). A bity? W połowie autorstwa Quiza, w połowie O.S.T.R.'a. Chyba to wystarczy za rekomendację, bo i tak się rozpisałem.

3. WdoWA - Superextra/Mixtape-Wu


Nie bez powodu przy tej pozycji zaznaczam też "Mixtape-Wu", gdyż ów CD2 uzupełnia ewentualne słabostki właściwego krążka. Całość zawiera w sumie 24 utwory, zatem ma też to do siebie, że przy kolejnych odsłuchach po dłuższym czasie można ją odkrywać na nowo, a poszczególne utwory, które mogliście wcześniej jakimś cudem skipować, potem okazują się jak najbardziej słuchalne. No ja tak miałem. "Superextra" to nowatorskie, w pewnym sensie przełomowe muzycznie oraz całkiem wartościowe pod względem treści wydawnictwo. No i przede wszystkim - jest to dzieło kobiece, więc liczy się podwójnie (nie to, że ma cycki, czy coś). A Diox pierdoli głupoty.

2. Lukatricks - Czarne złoto


Czekali my na te Czarne Złoto i czekali, aż w końcu się pojawiło. No ale wiecie jak jest - im dłużej się czeka, tym większy apetyt, no i potem tym większe ryzyko niedostatecznego zaspokojenia głodu. Jak jest w przypadku dzieła Jajonasza? Cóż, nie wiem po jaką cholerę zmieniał tą ksywkę, ale egzamin, jakby nie patrzeć, zdał. Hanyssy zaś - na pewno nie wszystkie. Jest parę nołnejmów, które tak na dobrą sprawę nic nie wnoszą, jest Gano, który może zanudzić, ale jest też niezły Fokus, jest kilku gości, co dali po jednej zwrotce (Joka, Dab, Reno - miazga!), no i jest przede wszystkim gwóźdź programu - HST. Naprawdę, jakimi to on sadzi wersami na tej płycie, to głowa mała. A no właśnie, a propos czekania, o którym pisałem na samym początku - żeby już nie zaprzątać sobie głowy Brudnymi Sercami, czy czymkolwiek od Smarka, proponuję w zastepstwo właśnie oczekiwanie na solówkę Kaczego. Bo i jest na co.

1. O.S.T.R. - Tylko dla dorosłych


Mimo skrajnych, już nie tak jednoznacznie pozytywnych, tak jak to dotyczyło poprzednich krążków Adama opinii na temat TDD, ja i tak mam dalej trochę wyrzuty sumienia, że nie wrzuciłem jej do właściwej dziesiątki. Zdaję sobie sprawę, że wszelkie portale zajmujące się muzyką "w ogóle", we wszystkich podsumowaniach chcąc uwzględnić jakiś akcent hip-hopowy sięgną oczywiście po tę płytę. Czy to kwestia tego, że tak jest po prostu najłatwiej i nikt nie ma ochoty za bardzo poszperać nieco głębiej, czy po prostu marka "O.S.T.R." to wciąż tak samo mocna marka jak w kilku ostatnich latach, to już nie mnie to stwierdzać. O tej płycie można się rozpisywać i rozpisywać, ale wg mnie kluczowy powód, dla którego Oster systematycznie rozczarowuje coraz większe grono słuchaczy to to, że jest jego ZA-DU-ŻO! Co nie zmienia oczywiście faktu że: patrz pozycja 5.