niedziela, 31 lipca 2011

Emblemat - Jedna Miłość, Jedna Więź


Całkiem niedawno w jakimś wywiadzie Vienio zapytany o obecną kondycję naszego ulicznego rapu stwierdził jasno: ""Skandalem" wychowaliśmy potwora". Cóż, trudno się z nim nie zgodzić, skoro dalej w legalny obieg wypuszczane są takie produkcje, jak ta teraz przeze mnie opisywana.

"Po pierwsze - nie robimy tego dla sławy" - tak otwierają swój album prawilne chłopaki z bydgoskich blokowisk tworzące dumnie brzmiący skład Emblemat. Skoro nie dla sławy, to po cóż do cholery wychodzić z tym na legal? Nie lepiej puścić to gdzieś w sieć, ewentualnie wytłoczyć kilka CD-R'ów, żeby się dobrze prezentowało, by zebrać propsy od ziomków z miasta i wszyscy zadowoleni? A tak to się chłopaki tylko bez sensu natrudzą, nalatają, potem zejdzie marne kilka sztuk, które i tak wpadną głównie w ręce znajomych (a trzeba też założyć, że połowa miasta pewnie dostanie je za darmo), a i Empik przecież musi pobrać jakiś procent, a i za dystrybucję coś się potrąci i suma sumarum interes z tego żaden. Tyle, że idea została zachowana. Ta, idea, teraz jest orange kufa, to po pierwsze. Taka idea, żeby po raz setny pierdolić te same głupoty o zasadach życia na ulicy. No tak, ale ja wychowałem się w innym towarzystwie, to pewnych rzeczy nie zrozumiem, faktycznie.

Pisałem jakiś czas temu z jednym kumplem. Na jego stwierdzenie, że płyta Ciry jest słaba, bo "nie ma pierdolnięcia i oczekiwał czegoś więcej", ja niejako dla żartu (a wiem, że słucha też sporo naprawdę dobrego rapu) odparłem, że "no tak, Bonus RPK jest lepszy", jako że lubi również takie klimaty. On odpowiedział mi na to mniej więcej tak, jak to w ostatnim zdaniu poprzedniego akapitu. Bo nie miałem takiej patologii w domu i nie musiałem chodzić i kombinować jak tu zdobyć flotę, nawet kraść i łapać się za dilerkę, żeby mieć za co kupić czteropak lub szamę na gastro po zjaraniu dwóch gramów zioła? Na zawsze wolność ludziom i złodziejom, chyba rzeczywiście nigdy tego nie zrozumiem.

Jakby jakiś fan prawilnego rapu przypadkowo trafi na tę notkę (bo chyba ta płyta za dużo recenzji w sieci nie uświadczyła, o ile w ogóle coś), to pewnie dostanę za nią zjeby, tak jak niegdyś dostawał Bartkos za recki płyt dobrych chłopaków z Firmy. Nie byłem nigdy daleko od ulicy, też mieszkam w bloku i zdarzy mi się strzelić browca ze starymi znajomymi z osiedla, mimo że to kompletnie nie mój świat. Jak przebywam z nimi, to przynajmniej łatwo mogę zrobić rozeznanie, czego się u nich teraz słucha. Dam głowę, że ta płyta (gdzie tam płyta, pojedyncze kawałki z wrzuta.pl) jest aktualnie słuchana na blokach. No i dobra, skoro to ich jara, to przecież nie bronię. Co ja zrobię, że to po prostu jest mega słabizna. Już abstrahując od treści merytorycznej (która i tak wszczepia młodym nie więcej, niż agresję i tępą nienawiść do policji), ale pod względem muzycznym jest to po prostu słabe. Do bólu oklepane, na jedno kopyto, no i oparte na niezmiennym schemacie - gości na płycie więcej niż gospodarzy. Bonus i DDK (obowiązkowo), NON Koneksja, młode wilki czyli Żary i Hudy HZD, kilku nołnejmów/kolegów z ośki oraz akcenty crunkowe Brożasa i Buczera z PTP i jakieś ragga, co też ostatnio popularne (występ Bas Tajpana lepiej przemilczmy), a także parę bardziej znanych ksywek, co by lepiej tracklista wyglądała. No Palucha biorą ostatnio wszyscy, bo jest po prostu dobry. Za to dla Słonia i Piha to chyba musieli słono zapłacić, choć jeżeli rzeczywiście, to kolejny hajs w błoto, bo ich zwrotki dostosowały się do miernego poziomu tego albumu.

"Rap tylko dla ambitnych i dobrych dzieciaków". A "każdy dobry chłopak wie, że trzeba zajebać leszcza". Elo.

Ocena: 2/6

piątek, 29 lipca 2011

Radar - Po Pierwsze


Radar z WSP nagrywa solową płytę. Cholera, czy kogoś to obchodzi? Owszem, swego czasu słuchało się "Wspólników" (pamiętam były chyba w promocji w Empiku za 9 zł) i się śpiewało w gimnazjum "Psy, jebane skurwysyny czają się za rogiem" (no co, "Skandal" to może nie był, ale treści bardzo podobne, miałem prawo jarać się tym przez moment), ale dziś już ta ekipa nikogo nie interesuje. Najlepszym spośród wszystkich członków okazał się potem Juras, który nagrał dobrą płytę z Wigorem, a projektem Pokój z Widokiem na Wojnę udowodnił, że głowę to on ma nie tylko po to, żeby do środka deszcz nie wlatywał (to takie adekwatne do tego co za oknem, nie?), ale Radar chyba był zaraz po nim. To nic, skoro to książkowy przykład przeciętności, co na "Po Pierwsze" udowodnił wręcz wzorowo.

No dobra, Radar z WSP nagrywa solową płytę. Nie byłoby w tym nic a nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że ukazała się ona na rynku nakładem... RRX Desant, czyli reaktywowanej wytwórni słynnego Krzysztofa Kozaka. Cóż, sam nie wiem jak to skomentować, ale chyba wszyscy widzą jak jest. "Debiut" w postaci zespołu Cycki i Krew od Spawaczy, a potem dziwna akcja z reedycją "Wśród", nieukazanej do tej pory drugiej płyty WSP, no i solo Radara. Z jednej strony trzeba się łapać tego, co się da, w końcu na odbudowę marki potrzeba czasu - z drugiej strony, prawdę powiedziawszy nie widzę żadnych perspektyw dla pana Krzysia na obecnym rynku. RRX to melodia przeszłości, a takie płyty, jak "Po Pierwsze" tylko utwierdzają w tym przekonaniu i wręcz kompromitują właściciela słynnej niegdyś wytwórni.

Nie można powiedzieć co prawda, że na płycie członka WSP jest coś naprawdę złego, tragicznego. Wcale nie. Gorzej z tym, że też nie można powiedzieć, żeby było na niej coś dobrego. Radar jakby poszedł krok w tył, jeszcze niegdyś wydawało się, że jest całkiem solidnym ulicznikiem, nie wywyższającym się ponad jakoś tam pojmowaną poprawność. Na swojej solówce pokazał jednak, że nie ma kompletnie flow. Musi brać oddech po jednym wersie, przez cały album sprawia wrażenie, jakby wypluwał te słowa z nie wiadomo jakim wysiłkiem, a to już nie jest dobre. Sam Kozak kiedyś stwierdził, że raper musi "płynąć po bicie", a przyjmując  Radara w swoje szeregi najwyraźniej sam sobie zaprzeczył. Tekstowo - nuda, nuda i jeszcze raz ulicznictwo. Bity niestety też nie powstrzymują przed odruchem ziewania, choć niemrawe przebłyski niby się zdarzają.

Panie Krzysiu, powtórzę raz jeszcze to, co już mówiłem przy "Ulicznym Rock'n'Rollu" - tak to Ty rynku nie podbijesz. Pierwsze solo Radara jest szare, nijakie i kompletnie bez życia, a to nie są cechy, które powinny określać dobrą muzykę, czyż nie?

Ocena: 2/6

środa, 20 lipca 2011

Parias - Parias (trzygroszówka)


Oldschool lub Nowak. Obie recki prezentują podobne stanowisko, ja jednak ocenę nieco podwyższam. Świetne teksty (rewelacyjny Włodi, dobry Eldo, niezły Pelson) plus dobre, choć przy pierwszych odsłuchach trochę dziwne bity i mamy album, który jednak jest czymś dużo wyżej ponad średnią krajową, czymś więcej niż solidnym. Dlatego wg mojej opinii zasługuje na piątkę z małym minusem.

Ocena: 5-/6

wtorek, 19 lipca 2011

Hans Solo - 8 (trzygroszówka)


Tym razem Mateusz "Chose" (Żose? Żoze?) Osiak, a ja nic nie będę pisał. Krótko: polecam.

Ocena: 5+/6

niedziela, 17 lipca 2011

Diox/The Returners - Logika Gry


HIFI Banda jest wszędzie. Fejm, wóda, koks i dziwki oraz masa występów gościnnych. Nie ma co, muszą chłopaki teraz naprawdę uważać, by nam nie obrzydnąć. Diox ma osobowość i znajomości, ale Hades jest chyba lepszym raperem. Obydwaj zaś mają charyzmę, która pozwala im teraz z powodzeniem rozpocząć kariery solowe. Ten pierwszy się nie ociągał i niedługi czas po sukcesie "23:55" postanowił wyskoczyć ze swoją "Logiką Gry". Czy dobrze zrobił?

Odpowiem od razu - nie, niedobrze zrobił. Raz że człowiek po "23:55" nie zdążył na nowe rzeczy zgłodnieć, dwa że Dioxa słychać na prawie każdej płycie, a trzy że rzuca tu takimi życiowymi banałami, że aż mdli. "Logice Gry" zwyczajnie brakuje świeżości. Jednorazowy skok formy w postaci "Zdrady" to troszkę za mało. Patryk co prawda sam stwierdził, że ma świadomość tego, że ta płyta może niektórym się wydać błaha, ale mimo tego chciał nagrać ją właśnie taką. Że klasyczny rap, że powrót do korzeni, że przekaz, że co prawda potrafi się wysilić nad zwrotką (żeby nie było, zgadzam się), ale mu się nie chciało, bla bla bla. Ja też jak zaczynałem słuchać rapu, to uwielbiałem treści takie jakie są w kawałkach "Wstaje nowy dzień", czy "Kilka prostych prawd", no ale ile można?

To że "Logika Gry" jednak jest DOBRĄ płytą sprawiło dwóch doskonale wszystkim znanych panów, czyli Little i DJ Chwiał. Samplowane, soczyste, klasyczne (ale nie bez udziwnień - perkusja w "Wstaje nowy dzień") podkłady sprawiają, że chce się do tej płyty wracać, mimo życiowych prawd typu "idź swoją drogą", "łap każdą szansę" albo "graj w kości z fartem". Poza tym, Diox nadaje się na rapera i jego głos i styl rapowania jest raczej łatwo przyswajalny, co zresztą chyba każdy wie. Dlatego też teksty przy słuchaniu tej płyty mogą, że tak powiem, "nie przeszkadzać", gdyż boom-bap Returnersów wyciąga jej poziom znacznie w górę. Jeśli zaś chodzi o gości, to wbrew moim przeczuwaniom, nie ma za bardzo o czym pisać - przed premierą myślałem, że będzie ich o wiele więcej. Dobra zwrotka Pezeta w "Muzyce podwórkowej" plus fajny konceptualnie "Powiedz" z Weną, Małpą i Hadesem i to by było na tyle. Gospodarz więc nie wypełnił płyty raperami i generalnie postanowił pociągnąć to sam. No cóż, wyszło to... A nie będę się powtarzał. Koniec końców - mimo mankamentów jest to dobry materiał, który też zapewne sprawdzi się na żywo (już niedługo będę miał okazję to sprawdzić, i to dwukrotnie). "Logika Gry" - jak znalazł dla wielbicieli klasowego boom-bap'u.

Ocena: 4/6

środa, 13 lipca 2011

Hemp Gru - Jedność


Ekipa z Mokotowa nie za dobrze kojarzy się wszystkim ortodoksyjnym fanom inteligentnego rapu (celowo użyłem takiego sformułowania). Nie inaczej jest z laikami przechodzącymi raczej obok hip-hopu, którzy równoważą emblematy HG i JP. Niedocenienie nowego albumu Wilka i Bilona to jednak spory błąd.

Można było się spodziewać po warszawiakach kolejnego ulicznictwa w najgorszym wydaniu, czyli pustych sloganów, głoszenia ulicznych zasad, jebania policji i palenia ziela. Tym bardziej, że chłopakom udało się już nagrać dwa dobre albumy ("Klucz" jak na swoje czasy był jeszcze całkiem strawny, a "Droga" obroniła się świetnymi bitami) i powstawało pytanie, czy mają jeszcze coś ciekawego nam do powiedzenia. Cóż, może jakiegoś tematycznego nowatorstwa to tu nie ma, ale nie ma też kompromitacji. Nie można powiedzieć, że "Jedność" to wtórna płyta. Wilku z Bilonem unikają banału jak tylko mogą, rymy nie są wcale przewidywalne, a były członek Molesty zwrotką w "Obudź się" naprawdę przyprawił mnie o szok. Bla bla bla, co tu dużo mówić - jest progres. I to nie taki malutki, jak na ostatnim albumie, a zdecydowanie wyczuwalny. Porządnie zaprezentowali się również zaproszeni na płytę Junior Stress oraz Paluch (liczba ostatnich featuringów chyba świadczy dobitnie o tym, że wackiem to on nie jest). Prawilne małolaty, których HG usilnie promują, czyli Żary Chłopak Szary, Hudy HZD i Jasiek MBH - powiedzmy - nie przeszkadzają.

Jednak zwyczajna negacja pustego ulicznictwa, co ewentualnie można by chłopakom zarzucić, wcale nie wystarczy, by była to dobra płyta. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się tak dobrych bitów. Siwers, Fuso, Szwed SWD, Nolte i DJ Steez dali naprawdę dobre podkłady, tak że nieraz z miłą chęcią zarzucam sobie na słuchawki ten krążek. A to dopiero pierwsza część zapowiadanej trylogii JLB - Jedność, Lojalność, Braterstwo. Z tą się udało, ciekawe jak będzie z kolejnymi. No cóż, uprzedzonych zapewne nie przekonam i nawet nie zamierzam, bo grono odbiorców ekipa Diil Gang ma i tak spore. Z tego też powodu ciąży na niej podwójna odpowiedzialność, by słuchające ich dzieciaki nie wyrastały z małoletnich tępaków malujących flamastrem 'HWDP' w gimnazjalnym kiblu na dwudziestokilkuletnich tępaków siedzących pod blokiem i napierdalających się po mordach po wypiciu trzech specjali, a na rozsądnych ludzi, w których ustach słowa "przyjaźń", "honor", czy "szacunek" nie brzmiałyby groteskowo.

Ocena: 4/6

poniedziałek, 11 lipca 2011

Ten Typ Mes - Kandydaci na Szaleńców (trzygroszówka)


Dwa spojrzenia (był kiedyś taki podziemny zespół w Suwałkach, jeden z jego członków uczył mnie niemieckiego w gimnazjum): Lite i Noid. Pierwsze to spojrzenie zwykłego słuchacza, drugie jest bardziej skupione na aspektach czysto producenckich. Tenże "producencki punkt widzenia" mówi nam, że tych rzekomych eksperymentów, z jakimi mamy podobno do czynienia na "Kandydatach...", jest tak naprawdę cały chuj. Jeden numer drumandbassowy, jeden dubstepowy i to na tyle. Albo inaczej - jeżeli ktoś miał nas zaskoczyć eksperymentami, to kto jak nie Mes? Było wiadomo, że zaskoczy, więc tak naprawdę nie zaskoczył. Yyy, nie wiem czy wiecie o co chodzi, no ale mniejsza o to. Obydwaj koledzy są jednak zgodni co do jednego: KnS to świetnie brzmiący album, wyprodukowany momentami (bardzo częstymi momentami) perfekcyjnie. To oczywiste, że Piotr tym co robi wyprzedza całą scenę o lata świetlne i tak naprawdę tylko nieliczni mogą z nim lecieć na równi. Każdy chce mieć Mesa na swojej płycie. Każdy.

Ocena: 6-/6

niedziela, 10 lipca 2011

Miuosh - Piąta Strona Świata


Miuosh ma wiele twarzy. Albo nie ma jej w ogóle, tylko dopiero szuka. A może już ją znalazł? Przez klimaty typowo śląskie, eksperymentalno-okołopaktofoniczne na Projektorze, przez odchyły w stronę ragga z Bas Tajpanem i horrorcore'owe zapędy na "Pogrzebie" nastąpił z kolei zwrot w stronę bardziej... klasyczną/uliczną. No pomyślelibyście, że Miuosh się tak skuma z HG, czy dobrymi chłopakami z Firmy? Nie mówię wcale, że to źle, jest ciekawie na pewno. Zresztą, autor "Piątej Strony Świata" bardzo nie lubi szufladkowania muzyki w jakikolwiek sposób, więc może to jest przyczyną tak sporej liczby kierunków przez niego obieranych. Ale my możemy się w szufladki pobawić, przynajmniej jest o czym pisać, co nie?

Czy jest o czym pisać w przypadku najnowszego albumu ślązaka? No cóż, odnoszę wrażenie, że poprzednie jego albumy były naprawdę słabo rozpromowane, ten zaś sprawia wrażenie najlepiej przyjętego ze wszystkich. Czyżby było to zasługą powrotu do tej klasycznej formy? Zważywszy na tegoroczny wysyp produkcji typu "coś nowego w tym naszym rapie" możliwe jest, że słuchacze głodni są również rzeczy takich stricte hip-hopowych opartych na samplach. Dlatego też znajdzie się w tym roku miejsce dla takich albumów, jak "Dalekie Zbliżenia" Weny, "Synteza" Wigora z Trojakiem, czy właśnie najnowszy twór Miuosha. Myślę, że to właśnie bity, którymi zajęli się głównie Emdeka i Bob'Air (z małym udziałem Zeusa oraz niejakiego Christofera Lucy), są mocną stroną albumu - jest naprawdę parę niezłych petard, że za przykłady podam singla "Więcej niż możesz", "Coraz Więcej", czy kończący płytę "Nie zapomnij, skąd jesteś". Odniosłem jednak wrażenie, że spora część albumu to po prostu dobre bity, na których Miuosh leci "poprawnie", no i nic więcej. Solidność to czasami wada, gdy oczekuje się od autora czegoś ponad to. Raper bowiem nie odkrywa tu żadnej ameryki, kilka prawd typu "nie ma co się załamywać, trzeba robić swoje, walczyć i pierdolić system", kilka wyrazów lokalnego patriotyzmu, którego nie mogło zabraknąć (tytułowy track z potencjałem na utwór roku spartaczony dobitnie przez... dziecięcy refren), no i generalnie to by było na tyle. Aczkolwiek fanom nawijki Miuosha, chropowatej i trochę agresywnej, album pewnie bardzo się spodoba.

Goście wystąpili głównie pod sam koniec tracklisty. Fantastycznie poleciał Zeus (coś go dużo na tych płytach ostatnio), dobrze Paluch, nieźle Onar, bez rewelacji reszta, których ksywki raczej ciężko skojarzyć z czymkolwiek. No jest Puq z Projektora. A, i Junior Stress. Ach kurwa, jeszcze przecież Jan "Kyks" Skrzek, legenda śląskiego bluesa. Nie no, źle nie jest. "Piąta Strona Świata" to naprawdę dobry, klasyczny album, który jednak pośród nowatorskich produkcji Mesa, Sokoła z Marysią, czy Zeusa może zostać posadzony gdzieś w tylnym rzędzie. Choć tak jak wspomniałem, i tak jego odbiór zdaje się być o wiele szerszy, niż to co było poprzednio. W sumie... czemu nie?

Ocena: 4-/6

piątek, 1 lipca 2011

Zeus - Zeus, jak mogłeś? (trzygroszówka)


I znowu Lite, który choć nie jest już hip-hopowcem, to jakoś jednak dalej coś tam o rapsach pisze. No cóż, recenzja jest dobra, ale Zeus pewnie i tak by go zjechał.

No właśnie, jeśli już do czegoś można się przyczepić, to może do tej ciut przesadzonej złości i jadu skierowanego w stronę hejterów. Że tak powiem, "w chuj sporo" kawałków na "Zeus, jak mogłeś?" jest temu poświęconych i trochę to brzmi jak coś w stylu "zrobiłem coś nowego, a Tobie chuj do tego". Świetnie, jak ktoś robi coś oryginalnego, trzyma się od schematów z daleka, ale po cóż tak to podkreślać? Owszem, często w tym wyżywaniu się na (pseudo)słuchaczach jest dużo prawdy, zdarzą się jakieś mega pancze ("mógłbym podcierać się tym waszym płaskim, szarym życiem"), lecz zdarzy się też wyraźne przekroczenie granicy (od tego w sumie Kamil jest ekspertem) w stylu "moje IQ starczyłoby na całe wasze pokolenie". Poczucie własnej wartości chwilami przeradza się w zarozumiałość. No, i to chyba byłoby na tyle pierdolenia. Prawdą jest, że Zeus jest jednym z moich ulubionych raperów (producentów też) i trzeba stwierdzić, że najnowszym dziełem zanotował spory progres. Pod względem tekstów jest to zdecydowanie najlepszy jego album, a to co wyczynia ze swoim (swoimi?) flow, to po prostu wykracza poza naszą rapową galaktykę (możesz mu mówić: "mój sensei w nawijce"). Muzyka to już nie funkowe sample, a bardziej instrumenty, dużo gitar, żywa perkusja, a to zasługa gitarzysty Marka Dulewicza z zespołu Bakflip, z którym Kamil pracował nad produkcją wspólnie. Nie ma się co dłużej rozwodzić, jest to bardzo dobra płyta.

Ocena: 5/6