środa, 9 lutego 2011

Waldemar Kasta - Prawda Naga


Ej, wiecie co? Przekonałem się do "Note2". Bez kitu, zbierałem się do tego jak pies do jeża, albo jak Jaca do "S.P.O.R.T." i w końcu mi się udało. Naprawdę dobra płyta, taka "inna" brzmieniowo, a tekstowo TDF naprawdę w rewelacyjnej for... Zaraz zaraz, nie o tym chciałem. Może zacznijmy od początku.

Miała być recka "21 gramów" Szada. Potem miał być nowy VNM. Miała być relacja z koncertu El... a nie powiem na razie czyjego. Miała być notka o tym i o tym, a tu proszę ja ciebie niespodzianka, jest w ogóle co innego. No, nawet we wstępie zacząłem pisać o zupełnie czym innym, ja to jednak jestem chaotyczny. W ogóle to ta nowa notka miała być dopiero po sesji, bo studentem jestem, co nie, i się pilnie uczę. Bla bla bla, gówno prawda. Marcowe poprawki już tylko się chichrają złowieszczo i zacierają ręce na powitanie mnie w swoim siódmym kręgu piekieł. A za parę dni kolejny egzamin, ugh. Dobra chuj, nieważne. Ja tu rządzę i nikt nie będzie mi mówił kiedy i o czym mam pisać. Zatem dzisiaj w programie recenzja płyty, która premierę w przedsprzedaży miała już w grudniu 2010, lecz do sklepów weszła znacznie później, już w trakcie trwania roku bieżącego. Marketingowo jak dla mnie trochę chybiony zamysł, no i nie wiadomo do którego roku ją zaliczyć i czy kurwa uwzględniać to przy podsumowaniu 2010. No dobra, ja nie uwzględniłem i nikt tego chyba też nie zrobił, więc bólu nie ma, w przeciwieństwie do Track 03 (i jeszcze tak naprawdę kilku innych, o czym poniżej) z CD1 tegoś albumu.

Dobra, skoro już o tym bólu. W refrenie wspomnianego trzeciego utworu najbardziej rozśpiewany członek Trzeciego Wymiaru - Nullo zapytuje nas: "czemu czujesz ból, czemu czujesz ból, pytam!" (eee, czekaj, to on w końcu zadaje tu pytanie czy nie, bo na końcu nie może być znaku zapytania, a chyba nie zadałby pytania o to, czy zadaje pytanie, nie? Ech, pogubiłem się). Postarajmy się na to odpowiedzieć. Hmmm... Żeby to zrobić może cofnijmy się, i to nawet dwa razy, do pewnych dwóch magicznych punktów na osi czasu. Pierwszy punkt to rok 2005 - w tymże roku podobno została napisana "Prawda Naga". Teksty miały być pod zupełnie inne bity (autorstwa Matheo), ale coś tam wynikło takiego, że Waldek się rozmyślił i jednak wolał podkłady Witka Donatana. Tak więc od strony czysto rapowej mamy stoprocent odgrzewany kotlet (dlatego odgrzewany, bo na nowych bitach), tyle że to nie jest coś jak "Reminescencje" WFD, tylko jest to normalny towar do kupienia w sklepie. Drugi punkt to w sumie całkiem niedawne dzieje, a więc rok 2009, w którym to wychodzi "Trzynastka" jako wielki comeback Wall-E'ego (chujowo to wygląda), Łoliego (kurwa no to też), WALDKA od czasów "Kastatomów" z 2003 pod nową ksywą: Waldemar Kasta. Też mają fazy z tymi ksywami, mógł wziąć bity Jajonasza (sorry) Lukatricksa, a nie Donatana, by się chłopaki dogadali.

Tak, "Prawda Naga" to odgrzewany kotlet. Wydana wtedy, kiedy została napisana, czyli w 2005 i pod inne bity, niż te co teraz (nie chodzi o to że są złe, ale o tym za chwilę), może byłaby klasykiem i dorównałaby "Kastanietom". Tak się jednak nie stanie. Choć nie mam złudzeń i entuzjastów ten album pewnie kilku znajdzie, to lirycznie niestety udany on nie jest. Słuchając go łatwo można zauważyć, że teksty mają już parę ładnych lat i po prostu nieco zardzewiały. Kasta pierdoli nam jakieś "prawdy", chaotyczne jak ja w tej notce, wymieszane z raczej miernej jakości nawijką "o rapie" i braga (chciałoby się powiedzieć: "Prawda Braga"). Bawi się przy tym oczywiście wielokrotnymi, które są średnie, a czasami nawet, umówmy się, beznadziejne ("Fejm"). Nawet technicznie tego nam nie nadrabia, a z tym jest wręcz jeszcze gorzej. W wielu momentach słychać, że bity są niedopasowane do liryksów, gospodarz musi zwalniać tempo nawijki, nienaturalnie przeciągać wyrazy, a to już brzmi fatalnie. No nie wiem kurde, raperzy raczej nie lubią wracać do swoich dawnych utworów i naturalną rzeczą jest, że z perspektywy czasu wydają się im one naiwne, co ostatnio potwierdził nawet Eldo, negując przełomowy dla całego gatunku charakter "Eterni" (no i się wygadałem). A tutaj? Niestety, jest to zbyt naiwne. Wall-E na tej płycie pokazał się nam jako słabsza wersja Gurala i, co gorsza, po prostu słabsza wersja Waldemara Kasty.

Na szczęście nie ma tak, że tu wszystko jest be, no i teraz sobie płynnie przechodzimy do warstwy muzycznej. Naprawdę jestem ostatnio pełen podziwu dla Czarnego, który się rewelacyjnie sprawdza zarówno w klasycznych, jak i nowoczesnych klimatach. Na tej płycie z kolei Witold Donatan dobitnie udowodnił, że w kwestii wszechstronności bez wątpienia mu dorównuje. Dosłownie człowiek orkiestra - g-funk, jakiś gorący benger, oldskul - wszystko potrafi. Na "Prawdzie Nagiej" jest w 100% klasycznie i oldskulowo, i choć kilka kawałków można by spokojnie wywalić, to bez wątpienia Donatan swoimi podkładami niejako ratuje poziom tej płyty.

W ramach podsumowania posłużę się drugim punktem porównawczym na osi czasu, czyli płytką z 2009 roku. No cóż, "13" to dobra płyta. Z dobrymi tekstami, bo odzwierciedlającymi aktualną formę artysty, który jest też przecież bardzo inteligentnym gościem (wiem, bo oglądałem wywiad z Rawiczem). A tutaj? Co tu dużo mówić, Waldek zawiódł. Taka jest prawa naga.

Ocena: 3+/6