wtorek, 6 grudnia 2011

Kilka spraw organizacyjnych

Jako że recenzja, którą możecie przeczytać niżej ukazała się również... gdzie indziej, a potem nawet na oficjalnym fanpage'u na fb artysty, którego owa recenzja dotyczy uznałem, że jest to dobry moment, by zakończyć te moje tegoroczne pojebaństwo/recenzeństwo z polskimi płytami. Naprawdę, patrząc na ilość premier grudniowych (a przede wszystkim ich potencjalną jakość) można się za głowę złapać. Polski rap wygrał ze mną, aż tylu niewartych przesłuchania płyt przesłuchiwać, a jeszcze w dodatku recenzować nie dam rady po prostu. Recka płytki wydanej w moje urodziny akurat nadaje się na tę ostatnią. Tutaj. Poza tym, musi być zaskoczenie jakieś, jak będziecie wszystko wiedzieć, co jaką ocenę dostało, to jaka potem frajda podsumowanie roku czytać...

No właśnie, skoro już jesteśmy przy podsumowaniu roku. Nie dostałem co prawda setek pytań co do niego, czy będzie, kiedy i jak będzie wyglądało, ale co mi tam, i tak powiem parę słów. A zatem:

- Na 99 procent będzie ono w takiej formie, w jakiej już sobie wymyśliłem, że będzie (eee wszystko jasne, prawda?).

- Nie będzie to jednakże taka forma, jak rok temu, że TOP10 plus wyróżnienia (z TOP10 najgorszych rezygnuję). Będzie tego o wiele więcej, jako że 2011 rokiem urodzajnym w porządne produkcje był.

- Nie będzie to też w 100% autorska forma podsumowania, a podpatrzona trochę u innego, lepszego bloggera. Sama forma jedynie, bo zakres obejmujący owe podsumowanie będzie rzecz jasna inny - polskie rapsy onli. No, już jaśniej nie dałem rady, kto bacznie obserwuje blogi, ten już powinien wiedzieć o co cho.

A co po podsumowaniach? Nowy rok. Na pewno nie zamierzam już tak spamować tymi recenzjami, co to, to nie. Posłużyło to na pewno jakiemuś tam wyrobieniu się w pisaniu, ale trzeba też wyrabiać się na inne sposoby. Poczytać książek, postudiować, podszkolić się w angielskim. Chociaż z tymi założeniami nie będę lepiej szalał, bo gdy przypominam sobie swoje postanowienia noworoczne (które zresztą mogliście tu przeczytać), to... no beka po prostu. Ale trzeba się rozwijać. North i Nowak wchłonięci w popkillera, Lite realizuje się na myband.pl, a ja... Chyba coraz poważniej zaczynam działać w andegrand.pl. Trzy wywiady (różny ich poziom, no ale pierwsze koty za płoty), a przede wszystkim niedawna recenzja zwiastują, że zaczyna się coś dziać. W planach jest już kolejny wywiad, zapowiadający się zdecydowanie poważniej, niż poprzednie. Ale póki konkretów nie ma, to i nie ma co mówić więcej. Na pewno mogę powiedzieć, że będzie się działo. A przynajmniej takie mam nadzieje, uzasadnione bynajmniej. A co do bloga... Na pewno się zmieni. Nie wiem jeszcze na ile, ale zmieni się na pewno. Hm, myślę, że to by było na tyle. Pjona.

niedziela, 4 grudnia 2011

Sobota - Gorączka Sobotniej Nocy


Jeśli ktoś miałby ochotę pobawić się kiedyś w potraktowanie polskich raperów jako poetów (ja może kiedyś napiszę sobie coś takiego, a czemu nie) i omawiać ich twórczości używając terminów, jakich uczyło się na języku polskim - przeróżnych nurtów, prądów literackich, to na pewno Sobotę trzeba by podpisać pod pojęcia: epikureizm, hedonizm, libertynizm. Z tego względu nie trzeba go lubić, ale z drugiej strony - jakżeż go nie lubić?

Najlepsze jest to, że na swojej najnowszej płycie raper z gracją ominął przeszkody, jakie mógł ewentualnie napotkać na drodze do stworzenia udanego dzieła - mowa rzecz jasna o polu tematycznym i tekstowym. Doskonale odbija zarzuty co do braku przekazu w swoich kawałkach (gościnnie Tede - jedna z najlepszych kooperacji tego roku) i celnie punktuje oponentów, bardzo dosadnie obwieszcza swą niezależność artystyczną i co nie tylko ("weź ty i ty, chodź zabroń mi!"), a i nawet uwielbiane przez raperów moralizatorstwo uchodzi mu na sucho - zaznaczyć trzeba, że tezy typu "nic samo się nie zrobi" rozwijane w sposób taki, że "szmula sama się nie wyliże, a jazz sam się nie spali" są o wiele ciekawsze, niż uniwersalne prawdy Dioxa na "Logice Gry". Z kolei w takim "Do Góry Łeb", czy "Czuję się dobrze" pokazuje, cytując Tetrisa, jak się podnosi na duchu w XXI wieku. Ale ale - w czym najlepiej czuje się Sobociak? Ano w typowo imprezowych jointach - tytułowy numer w klimacie zbliżonym do "Stoprocent 2" może nie będzie aż takim hitem, z kolei niezły storytelling "Numer na życzenie" może i nie jest najlepiej wykonany pod względem technicznym, ale mimo to są to jedne z najmocniejszych pozycji albumu - i w tym właśnie tkwi siła szczecinianina, iż wszelkie czysto kosmetyczne niedociągnięcia puszcza się mimo uszu. Ogólnie tematyka imprez - a jakżeby inaczej - przewija się przez cały album. Sobuś jest wulgarny, może momentami za mocno, ale jego charyzma i doskonałe melodyjne flow załatwiają wszystko. Goście? Dobrze dobrani. Urozmaicają album, a na wyróżnienie zasługuje wspomniany już TDF, Smagalaz ze względu na techniczne popisy oraz, co chyba nie zdziwi nikogo, Pih i Chada za "Bez Odwrotu".

Matheo również nie pozwala o sobie źle mówić. Co prawda nie można powiedzieć, że krążek pozbawiony jest słabszych momentów (tak jak "Sobotaż" liczy sobie ponad 20 tracków), ale takie perełki, jak świetnie wysamplowana Halina Frąckowiak w "Ucieczce", "Szczecin", który można słuchać i słuchać nawet mimo ewentualnych uprzedzeń co do reszty raperów (i raperki) ze Spółdzielni, czy najspokojniejszy z całej tracklisty "Naprzód", a przede wszystkim utrzymywany od początku do końca albumu mocny, mainstreamowy klimat nie udowadnia na temat Matheo nic i nikomu ani w jedną, ani w drugą stronę - po prostu potwierdza jego pozycję jako jednego z najlepszych producentów w Polsce na dany moment.

"Gorączkę Sobotniej Nocy" śmiało można nazwać godnym następcą "Sobotażu". Brak jej może tej mocy, wejścia z buta jak przy debiucie, ale poza tym - nie ustępuje mu w niczym. Połączenie charyzmy Soboty i talentu Matheo ponownie daje nam zbiór bengerów, z którego każdy może wybrać coś dla siebie. Blau!

Ocena: 4/6

sobota, 3 grudnia 2011

Tomasz Andersen - Wbrew Wskazówkom (trzygroszówka)


Plusy:

- jedno z najbardziej nowatorskich dzieł w tym roku
- umiejętnie poprowadzony pomysł na kolaż gatunkowy: science fiction-akcja-thriller-czarna komedia
- futuryzm, surrealizm świata przedstawionego
- oryginalny scenariusz
- gra aktorska
- ... a w szczególności postać Zuli P.
- bajeczne zdjęcia
- no i oczywiście doskonały soundtrack

Minusy:

- wymaga skupienia
- dla niektórych może być zbyt 'zakręcony'
- przekombinowany finał

Tyle moich refleksji a propos najnowszego filmu Roszji, więcej oczywiście u Northa.

Ocena: 5/6