środa, 12 grudnia 2012

Młodzi Polscy Zdolni #2 - Folku/Śmiech

Folku/Śmiech. Klasyczny duet MC/Prod... Zaraz zaraz. Producent (Folku) tu też rapuje, no tak. Chłopaki z Krakowa niedawno właśnie wypuścili całkiem porządną płytkę pt. "Nic tu po nas". Bity klasyczne, samplowane trochę w 'noonowym' stylu, na mocnych bębnach, a do tego wszystkiego niezłe teksty i kawałki np. o... zasypianiu podczas zajęć. Jak to stwierdził mój kolega po fachu Enoide: żeby wszyscy z podziemia tak brzmieli... Sprawdzić warto. POBIERZ


piątek, 7 grudnia 2012

Młodzi Polscy Zdolni #1 - ZDU

Ekipa ZDU - Z Dźwięków Urodzeni. Już gubię się w projektach, które tworzone są przez chłopaków z tej ekipy, a jeśli ja się gubię, to co ma powiedzieć przeciętny słuchacz nie grzebiący na co dzień w podziemiu? W zasadzie to ich wcale znikąd nie wygrzebałem, a znalazłem... zupełnie przypadkowo. Za sprawą albumu "Za Uśmiech". Jak sami piszą, jest to album "anormalny, nieprzewidywalny i bez przepisu". I ja się z tym zgadzam. - pobierz album



Raperzy specjalizują się w luźnych kolaboracjach wewnątrz grupy i z ludźmi z grupą związanych, czyli spontanach. To też słowo - "spontan" - w kontekście polskiego hip-hopu może rzecz jasna znaczyć dosłownie wszystko, jednak po zapoznaniu się z numerem, który macie poniżej, ja np. chciałbym bardzo, aby właśnie tak wyglądał każdy "spontan" na naszej scenie.



Projekt KAC, czyli kolejna rzecz związana ZDU jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu, że chłopaki mają mnóstwo pomysłów, szeroko otwarte głowy i chęć nieustannego rozwoju. Tym razem już nie sample, a żywe instrumenty i klimaty z pogranicza rocka/funku/reggae, a nawet... bluesa. Z odpowiednią promocją i w odpowiednim momencie to mogłoby namieszać. Ewentualnie stworzyć sobie całkiem pokaźną niszę.



Już niedługo ma pojawić się mixtape "Z Dźwięków Urodzeni", na który to, po dotychczasowych dokonaniach członków grupy, autentycznie polecam czekać.

poniedziałek, 26 listopada 2012

niedziela, 25 listopada 2012

środa, 7 listopada 2012

poniedziałek, 15 października 2012

piątek, 5 października 2012

środa, 19 września 2012

czwartek, 13 września 2012

30 TON - 2Pac


Tupac Amaru Shakur nie był najlepszym raperem. Będąc jeszcze nieświadomym, zafascynowanym Pac'iem młodym słuchaczem miałem o nim nadto wyidealizowane wyobrażenia. Był dla mnie wielkim ulicznym poetą, zawierającym w co drugiej linijce jakąś mega poetycką myśl, nie tracąc przy tym wizerunku twardego ulicznika z gnatem za pazuchą naparzającego krwiste linijki o gangsterskich porachunkach i ucieczkach przed smerfami. Co do tego drugiego za dużo się nie pomyliłem, a wręcz wcale się nie pomyliłem, zaś co do tego pierwszego - już bardziej. Tak, Pac nie jest najlepszym raperem. Ale jest dobrym raperem. Znaczy był. Chociaż nie, jakiś czas temu grał ponoć koncert, więc chyba dalej jest.

Tupac Amaru Shakur nie był najlepszym raperem, jednak kto będzie negował jego zasługi dla tej kultury, podważał jego legendę (ciekaw jestem, czy gimbusy w USA komponują podobnie debilne obrazki, jak u nas o Magiku) albo przynajmniej mówił o nim, jak o przereklamowanej gwieździe, będzie bez wątpienia hip-hopowym heretykiem, wyklętym, bluźniercą. Ja wam tu mogę strzępić klawiaturę, ale spytajcie Sieaha. Spytajcie kogokolwiek, kto się na tym zna. Przypuszczam, że każdy wam powie to samo.

Tupac Amaru Shakur nie był najlepszym raperem, ale przez długi czas był moim ulubionym. I do dziś jest jednym z ulubionych. Zawsze był dla mnie uosobieniem całego amerykańskiego rapu, jego reprezentantem, pierwszym skojarzeniem. Choć pewnie zarówno Biggie, jak i wielu innych w latach 90' było od niego lepszych, to zawsze będzie dla mnie tym, którego słucham dla jego samego. Nie dla skilsów, czy porywających tekstów, ale dla osobowości, charyzmy, głosu. Dlatego też może i dobrze, że tych pośmiertnych płyt wyszło aż tyle, zwłaszcza że nie wszystkie przecież były takim zupełnym szajsem. Dobra, myślę, że nie macie ochoty dalej czytać tego pierdolenia, zatem przejdę do rzeczy. Oto lista 30 moich ulubionych jointów Paca (miało być klasycznie zrzynką z Bartkosa, czyli 25, ale przez bogactwo nie udało mi się w tylu zamknąć).

30. Ghetto Gospel feat. Elton John (Loyal to the Game, 2004) - youtube

Prawdę mówiąc, po prostu nie było komu zamknąć listy. Względy czysto sentymentalne - swego czasu Viva do przesady karmiła tym numerem. Choć to i tak najlepsze, co można znaleźć na "Loyal to the Game".


29. Hit'em Up feat. Outlawz (1996) - youtube

Hukos na swojej najnowszej płycie nawija, że "gdyby Seldon nie przegrał w 40 sekund z Tysonem, 2Pac nie byłby jak indyk nadziewany ołowiem." Pewnie ma sporo racji, jednakże, jak wiemy, jest to nieco bardziej złożona sprawa. W dużym stopniu składa się na nią właśnie ten, poniekąd smutny, wymierzony w całe wschodnie wybrzeże numer. Faki lecą na Mobb Deep, Diddy'ego, a przede wszystkim na niejakiego pana Christophera Wallace'a. Nie wiem jak was, ale gdy Pac wykrzykuje te swoje agresywne "Westside m...!" (podobnie jak w scenie z filmu "Notorious" z 2009 r.), mnie to jakoś tak... porusza. Co się później wydarzyło, nie trzeba pisać.


28. Do For Love (R U Still Down, 1998) - youtube

Nie lubię tej płyty. Z trudem przebrnąłem przez dwa odsłuchy i to zdecydowanie najsłabszy krążek Tupaca. Ale tego utworu nie sposób nie lubić.


27. My Block Remix (Better Dayz, 2002) - youtube

Ten cukierkowy bit co prawda wchodzi tak, jakby to miał być hicior a'la Atomic Kitten, czy inne Sugababes (pamiętacie, wtedy latały takie rzeczy), ale dziecięcy refren w tym numerze to naprawdę rzecz piękna.


26. To Live and Die in L.A. feat. Val Young (The Don Killuminati: The 7 Day Theory, 1996) - youtube

Prawdę mówiąc, nie potrafię znaleźć żadnego uzasadnienia, z jakiej przyczyny na ten album raper zmienił pseudonim. Owszem, zupełnie inny klimat, no ale aż tak nowatorski, odbiegający od reszty jego osiągnięć projekt to to przecież nie był... Fakt, jest to dobra płyta. Dobra i nic więcej. I pewnie was zdziwię, iż nie jaram się ani "Toss It Up", ani "Hail Mary" (dlaczego akurat to musiał zagrać na żywo?! ja chcę jeszcze jeden koncert...). Dobre to są numery, choć mnie jakoś irytują, dlatego też na liście ich nie ma kosztem tego właśnie utworu, ze świetnym żeńskim głosem w refrenie.


25. Wonda Why They Call U Bitch (All Eyez On Me, 1996) - youtube

DLACZEGO TEDE KURWOM JEST, DLACZEGO TEDE KURWOM JEST!


24. Skandalouz feat. Nate Dogg (All Eyez On Me, 1996) - youtube

Śpiewane refreny to jak dla mnie największa bolączka najsłynniejszego albumu artysty. Jednak tutaj jest w porząsiu za sprawą Nate Dogg'a.


23. Old School (Me Against the World, 1995) - youtube

Otóż nie, drogie dzieci. Małpa z tym wymienianiem ksywek w "Pamiętaj Kto" wcale nie był pierwszy.


22. Let Em Have It RMX (Until the End of Time, 2001) - youtube

Mega power w bicie, do tego idealnie dopasowana, równie energetyczna nawijka... Benger przecież!


21. Happy Home (Better Dayz, 2002) - youtube

Kolejny ładny refren. Naprawdę, nie wszystkie te pośmiertne rzeczy były takie złe.


20. How Long Will They Mourn Me? (Thug Life vol.1, 1994) - youtube

Płytkę wydana pod szyldem Thug Life można sprawdzić jako dodatkowy smaczek w tej dość obszernej dyskografii Shakura. Miało tu być "Bury Me a G" (no to klaśnij, ty też klaśnij), ale stanęło akurat na tym. Cóż, temat śmierci przewijał się u Shakura non stop. Żył szybko i na krawędzi, doskonale zdawał sobie sprawę, do czego może to doprowadzić, aż w końcu wywróżył sobie ten los. Wielu ludzi opłakuje go do dziś. Podobnie zresztą jak obecnego tu również, niezastąpionego Nate'a.


19. Got My Mind Made Up feat. Daz, Kurupt, Method Man, Redman (All Eyez On Me, 1996) - youtube

Bit z tego kawałka idealnie by pasował na "Young, Rich and Dangerous" (chyba że to tylko mój wymysł) Kris Kross'a... ale to nic, prawda? Zresztą, ja tam nawet jarałem się nimi przez moment, serio. Tak jak jaram się tymże mistrzowskim kolabo.


18. 2 of Amerikaz Most Wanted feat. Snoop Dogg (All Eyez On Me, 1996) - youtube

Makaveli + Snoop Lion, to się nazywa prawdziwy west coast. Klasyk, no raczej.


17. Mama's Just A Little Girl feat. Kimmy Hill (Better Dayz, 2002) - youtube

Kolejny przykład na to, jak człowiek stał się szmatą (tak tak, o polskim Tupac'u też coś niedługo będzie) że i w tych pośmiertnych rzeczach można znaleźć wartościowe akcenty. Choć pewnie patrzący już na wszystko z góry Shakur niekoniecznie aprobuje bity, na jakie go po śmierci wrzucano. Ciekawe jaką drogę by obrał dzisiaj, czy refreny by mu dawała Rihanna, podkłady Calvin Harris z Davidem Guettą, a na sam koniec kariery stałby się LionPac'iem (wiem, siłowe)... To już jednak, nawiązując do ostatniej płyty Mediuma, należy do rzeczy "Nieznanych".


16. Can U Get Away (Me Against The World, 1995) - youtube

Wypełniona emocjami historia, w której Pac zachęca wybrankę serca, by zostawiła znęcającego się nad nią chłopaka i oferuje opiekę jest jedną z moich ulubionych i pewnie nie tylko moich. W odróżnieniu od innego klasyka z kobiecym dramatem w tle (o nim za moment), tutaj opowieść jest przedstawiona pogodnie, choć do najoptymistyczniejszych nie należy.


15. Dear Mama (Me Against The World, 1995) - youtube

Co tu dużo mówić, piękny numer, który już na zawsze pozostanie hip-hopowym numerem jeden na Dzień Mamy.


14. Brenda's Got A Baby (2Pacalypse Now, 1992) - youtube

Ten numer, o którym była mowa przy punkcie 16., jakoś nie jest moim naj-ulubionym, co nie zmienia faktu, że robi piorunujące wrażenie. Btw, nigdy nie zrozumiem, od jakiej czapy został wrzucony followup do "Brendy" w jednym z numerów Eldoki. "Brenda ma dziecko, ja mam kartkę i papier" - WTF!


13. California Love feat. Dr Dre (All Eyez On Me, 1996) - youtube

Klasyk typu 'Still Dre", czytaj: "do wyrzygania", ale to chyba jasne, że nie mogło tutaj zabraknąć tego numeru.


12. Soulja's Story (2Pacalypse Now, 1992) - youtube

Pierwszego pełnoprawnego albumu Shakura nie zaliczyłbym do klasyków, takich jak krążki wydane trzy i cztery lata po nim, jednak bez wątpienia jest rzeczą, z którą zapoznać się warto. Choćby dla trzech numerów. "Soulja's Story" jest chyba najbardziej klimatycznym z całej płyty.


11. Until The End of Time (Until The End of Time, 2001) - youtube

Ten bit. I ten refren. Co tu dużo mówić, po prostu ciary.


10. Ain't Hard 2 Find feat. E-40, C-Bo, B-Legit, Richie Rich (All Eyez On Me, 1996) - youtube

Dużo tu "All Eyez On Me". Ano bo ma dużo dobrych kawałków, takich jak ten. Przy całej swojej nierówności (niestety przegrywa z "Life After Death"), to album naprawdę mocny, choć... w całej dyskografii ustępuje takiemu jednemu, wbrew opinii ogółu.


9. Part Time Mutha (2Pacalypse Now, 1992) - youtube

Trzeci już numer z debiutu. Tę melodię można nucić całymi dniami, nigdy się nie przeje. Cudna rzecz.


8. Picture Me Rollin' feat. CPO, Danny Boy, Syke (All Eyez On Me, 1996) - youtube

They see me rollin, they hatin', hehe. A tak odstawiając na bok kwejkowe mądrości - kolejna porcja smutnych refleksji o gangsterskim życiu czarnuchów, choć podana na bardzo odprężającym podkładzie.


7. Tradin' War Stories feat. Dramacydal, C-Bo, Storm (All Eyez On Me, 1996) - youtube

Jeden z najlepszych bitów, jakie kiedykolwiek wyprodukowano. A numer to takie bonsonowe "Byliśmy żołnierzami", tyle że w polskiej wersji wojenna metafora jest wyraźnie naciągnięta przez zainspirowanie "wojennie" brzmiącym podkładem Matka - tutaj jest zainspirowana przez życie, a Pac straszy czarnuchów pół-automatycznym Mac'iem 11.


6. Me Against The World feat. Dramacyde (Me Against The World, 1995) - youtube

Tytułowy numer z najlepszej płyty Shakura. I możecie mówić co chcecie, o ile "Life After Death" zdecydowanie przewyższa "All Eyez On Me", tak "Me Against The World" ja stawiam na równi z "Ready To Die".


5. Changes (1997) - youtube

Pewnie był to jeden z pierwszych numerów, jakie poznałem za dzieciaka, a względy sentymentalne zawsze mają ogromne znaczenie. W tym wypadku nie jest inaczej.


4. Runnin' + Notorious B.I.G. (1998) - youtube

Te dwa głosy na jednym tracku... Zresztą, słowa nie są tu niepotrzebne.


3. All Eyez On Me feat. Syke (All Eyez On Me, 1996) - youtube

No cóż, klasyk nieśmiertelny i tyle na ten temat.


2. Temptations (Me Against The World, 1995) - youtube

Eldo kiedyś powiedział coś w stylu, że "chwała Bogu, że hip-hop jest Z NATURY hedonistyczny i seksistowski i oby taki pozostał." Po tym numerze nie sposób się z tym nie zgodzić.


1. Keep Ya Head Up (Strictly 4 My N.I.G.G.A.Z., 1993) - youtube

Płyty z 1993 roku, następującej po debiucie i poprzedzającej genialne "Me Against The World" aż do tej pory nie było, bo za nią nie przepadam. Umówmy się, to nie jest klasyk. W połowie słuchalna, a w połowie monotonna i ciężkostrawna. No ale znajduje się na niej jeden taki jasny punkt, który nieco poprawia spojrzenie na drugi album Shakura. Ponadczasowy motywator, który włączysz sobie niezależnie od tego, jak bardzo jest do dupy. Tak, TU mamy trochę prawdziwej ulicznej poezji w pełnym tego słowa znaczeniu. W prostych słowach tkwi klucz. Po prostu - keep ya head up.


Zapewne za jakiś czas kolejna rzecz w tym stylu. Jedyne co mi pozostaje napisać na koniec to: RIP Pac.

poniedziałek, 3 września 2012

Co na jesień?


Zawsze korzystałem ze ściągi, którą przeważnie sporządzał Tirex, ale tym razem nie chce mi się na niego czekać. Cóż, 2012 na pewno nie jest tak mocny, jak swój poprzednik. Jest, powiedziałbym, niezły. Solidny. Owszem, wychodzi dużo płyt jak najbardziej wartych uwagi, jednak pierwiastek prawdziwych perełek zawartych wśród nich jest zdecydowanie mniejszy, niż w 2011. Na co czekam jesienią? Na pięć płyt. Pięć, które powinny wygrać ten rok.

Jasna sprawa to Bisz i jego "Wilk Chodnikowy". Nie chcę rzucać ochów i achów na prawo i lewo, bo spustów w necie jest aż nadto, ale nie da się ukryć, że szansa na rozczarowanie w przypadku tego projektu jest naprawdę minimalna. Numerem dwa, a może i nawet pozycją, na którą czekam RÓWNIE gorąco jest "Graal" Mediuma, który już od dawna jest numerem jeden w Asfalcie. Co następne? Hukos/Cira oraz solowa epka Cirsona. To pierwsze, jak wiadomo, jest w trakcie prac, natomiast co się dzieje z "Plastikowym Kosmosem"? Dwa doskonałe single zwiastowały rychłe pojawienie się tego zacnie zapowiadającego się materiału, aż tu nagle... cisza. No zobaczymy. Numer pięć to... Pięć Dwa, tudzież Pięć Dwa Dębiec, w każdym razie Hans+Deep i ich "N.E.O.". Hansik mnie jeszcze nie zawiódł, więc i tym razem powinno być dobrze, choć poprzeczkę "TRIPa" przeskoczyć będzie ciężko.

Jeśli chodzi o to, czego możemy się spodziewać w najbliższych dniach/tygodniach - "Radio Pezet" przede wszystkim. Wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastują katastrofę (która tak naprawdę JUŻ się zdarzyła, bo to co Paweł odwala z tą płytką to jest normalnie kabaret), co nie zmienia faktu, że nie mogę się doczekać aż przekonam się o tym sam, na własne uszy. Dalej: Slums Attack i "CNO2" - po świetnym "Na Serio" i dobrej "Reedukacji" obawiam się, że tendencja spadkowa niestety zostanie utrzymana, no ale sprawdzimy z ciekawością jak zawsze. Miuosh i Paluch zaś nie powinni mieć problemu z tym, by znaleźć się w podsumowaniach roku, choćby za sprawą małych wzmianek.

Wiemy co się dzieje u Szpadyzorów - Gural wymyślił sobie i nową płytę, i nowego podopiecznego, i to w końcu kogoś spoza PDG. Nie podzielam co prawda tak ogromnego entuzjazmu i zachwytu nad Mielzkym, choć singiel jest fajny i płytka taka zapewne również będzie. Wiemy co się dzieje w kręgach skupionych wokół Rahima - nowe Pokahontaz i nowa SumaStyli. To pierwsze na pewno wcześniej, to drugie zapowiadane było jakis czas temu, a na razie o tym cisza. Pozostając przy śląskich klimatach - moje napalenie na solówkę HST słabnie identycznie jak w przypadku Ero... A, no tak, pamiętajcie, solówka Ero rozpierdoli świat.

Wiemy co się dzieje w Aptaun - kolejka wydaje się być W MIARĘ jasna. Najpierw PeeRZet, w międzyczasie kolejny AS - Beeres, potem Tomiko lub W.E.N.A., a na samym końcu duety: Proximite i Te-Tris/Pogz (nie wiemy na razie co to będzie, czy jakiś mixtape, czy może normalny album). Oczywiście nie wszystko ukaże się w tym roku (co do Małpy i Jinxa na 1000%), ale dwa, może trzy pierwsze miejsca kolejki powinny się wyrobić przed armagedonem. Wiemy co w Wielkie Joł - młode koty, czyli Szyna i B.R.O., których... nawet jestem ciekaw, serio. W Step Records jest jasne tyle, że "robi się". Wiemy, że PRACUJĄ nad płytą: Onar, Kajman, Jopel, Sulin, Hukos z Cirą oraz Młody M z Rudym MRW jako Blask Ulic (eee, co to za nazwa?). Solówka Bezczela podobno leży już gotowa calutki rok, ale ten nie może się nawet zebrać do wydania jakiegoś mixtape'u (w ogóle sam już nie wiem, czy on w końcu Stepów, czy Ryśka). Nie może sobie pozwolić na kompromitację Pihu, jaką bez wątpienia byłoby przerwanie corocznego, "dowodowego" ciągu, a skoro już przy trylogiach - w tym roku powinno się też pojawić "Braterstwo" od chłopaków z Hemp Gru.

Zagadką są Pariasi - tajemniczo pobąkiwali coś o nowym projekcie, ktoś rzucił plotę, że "Parias 2" to będą tak naprawdę trzy solówki, tamci nie zaprzeczali... no i najwyraźniej pierwsza z nich będzie autorstwa Pelsona. Od niego dostaliśmy już trzy single, a od reszty składu ani jednego. Niemniej - czekam. Coś ktoś gdzieś też, że Vienio. "Etos 2"? "Etos 2012"? Na Emazet/Procent z kolei chyba już nie ma co czekać, podobnie jak na High Definition.

Posypały się ostatnio dissy na raperów "powracających" do gry. Nie ma co gadać, Endefisy nie popisały się, a już coś można było zasłyszeć o solówce któregoś z reprezentantów Fenomenu. Żółf i Ekonom pojawili się na paru płytach, niemniej nie wróżę niestety żadnych rewelacji, kaczka to max co może z tego być. Powracają także Pasjonaci, co akurat może być ciekawe.

Po Janku Wydze sporo szumu robią Dwa Sławy, na co bez wątpienia warto czekać. Czekam też na Wdowunię ♥, która podobno kombinuje trzecie solo. Kombinuje także Zaginiony, po zakończeniu działalności Streetworkerz.

Ale chyba Donatan i tak zmiecie wszystko. ;)

niedziela, 29 lipca 2012

piątek, 20 lipca 2012

Chwila refleksji



Dołączyłem do redakcji Popkillera. Fajnie, cieszę się. W końcu czyta mnie więcej osób. I komentuje. Tak, jestem widocznie trochę chciwy i sprzedajny, pragnąc większej poczytności i większej liczby komentarzy. Nie tylko tych pozytywnych.

Pod moją drugą recką jest burza. Po pierwszej też była, spodziewałem się jej. Wszystko zmieniłoby 4+ zamiast 5-. Nie, że się tu żalę czy coś, broń Boże. Byłem tego całkowicie świadom, a mimo tego dałem tę piątkę, bo widocznie uznałem, że na nią BRX zasłużył. A nie chciałem dawać oceny wbrew sobie.

Dziwnie się czułem po tej drugiej. Recka jako recka przyjęła się dobrze, fajne opinie i tak dalej, ale była iskrą do kolejnej dyskusji o rzetelności dziennikarzy Popka. Mam kilka swoich osobistych przemyśleń, które wrzucam tutaj. Na bloga, kameralnie.

Zastanawiam się, czy naprawdę nikt nie wpadł na to, że to właśnie TA recenzja bardziej niż każda inna może być przejawem lizodupstwa. Wobec czytelników. Populizm, chęć zamknięcia mordy, a może spełnienie oczekiwań i zagranie pod publiczkę w stylu "chcecie krytycznej? to ją macie".

A ja najwyraźniej pasuję do tego portalu. Choć potrafię zjechać jakąś płytę, albo wytknąć słabe strony, nawet jeśli ogólnie mi się bardzo podoba, to uświadomiłem sobie, że zdecydowanie lepiej jest promować dobre rzeczy. Najzwyczajniej w świecie szkoda czasu na słabą muzykę, skoro wokół jest tyle dobrej, którą warto promować. Ironizując, można powiedzieć, że dla mnie na to jest za późno, skoro postanowiłem zostać recenzentem polskich rapowych płyt. Czy Popkiller włazi w dupę? No proszę, wyobrażam sobie co musi czuć Daniel Wardziński, kiedy wciąż dostaje zjeby za to, że włazi w dupę. Każdy myślący (podkreślam, myślący) człowiek po przeczytaniu kilku jego recenzji zobaczy, że jest to zarzut cokolwiek absurdalny.

No właśnie, można się nawet nad tym zastanowić, czy atakujący portal mają jakieś słuszne argumenty. Większość z nich jest bezsprzecznie, ale to KURWA bez dyskusji, niesłuszna. Coś takiego, jak 'obiektywna recenzja' NIE IST NIE JE! Tak jak czarne mleko, czarny śnieg, gorący lód. To jest oksymoron. Jak to słusznie North zauważył, my nie siedzimy w kółku i nie debatujemy "tej płycie daj tyle, a tej tyle". To nie jest ocena portalu (choć poniekąd tak to wygląda, piszący reprezentuje portal, więc ocenę wystawia portal), ale jednej osoby, która ma konstytucyjne prawo, a nawet OBOWIĄZEK dać taką ocenę, jaką sobie wymyśliła.

Idąc dalej tym tokiem myślenia - ocenę ograniczają nam patronaty. Mamy patronat nad płytą, to nie możemy jej zjechać. Komentarze "a, bo mają patronat, to lizanie po kutasie musi być" są na porządku dziennym. Ej, tak poważnie pytając: znajdziesz mi jakąś polską rapową płytę, która NIE MA PATRONATU POPKILLERA? Tylko nie wyjeżdżaj mi proszę z jakimiś podziemnymi gwiazdeczkami. To JEST największy portal traktujący o tej muzyce w Polsce, czy tego chcesz, czy nie. W końcu to dzięki właśnie tym patronatom możesz, przykładowo, dowiedzieć się o jakimś fajnym składzie/raperze, którego może do tej pory nie kojarzyłeś, ale raz przesłuchasz singiel, pomyśllisz "o kurcze, serio fajne" i sięgniesz potem głębiej w jego twórczość. Jak już gdzieś pisałem - portal ma być pośrednikiem między słuchaczami a wykonawcami, a niekoniecznie jakąś wredną lożą szyderców, co to każdemu będzie wystawiała malkontencką ocenę, bo w końcu to jest "chujowe, nie słuchałem." I jest tym pośrednikiem, i to najlepszym. Powiesz, że zachwalam swoje, no ale weź mi proszę znajdź alternatywę. NIE MA. Choćby dlatego, że na tych innych portalach owe lizodupstwo FAKTYCZNIE występuje (w dodatku wraz z kiepską jakością tych recenzji), ale wszystkie te bomby jakimś dziwnym trafem wiatr zwiewa na nas. A, patronatu za nieprzychylną recenzję nikt nigdy nie cofnie, bzdura kompletna - zatem dopisujemy kolejny punkt minusowy dla atakujących Popka.

To jednak jest smutne, że wolimy komuś dopierdolić, niż dostrzec coś wartościowego. Z perspektywy krótkiego czasu uważam, że recenzja akurat Chady na tym portalu jest... niepotrzebna. Po co to komu? Fani nie przestaną nagle słuchać rapu Tomka, a i innym ludziom jakoś życia to ani nie polepszy, ani nie pogorszy. Okazało się inaczej - że jednak ta recenzja na coś się przydała. Nie umiem sprecyzować na co, ale jakoś... no nie było to chyba moim celem.

Wcale jej nie napisałem po to, żeby wybielić portal, czy coś w ten deseń. Dziwię się po prostu, że takich zarzutów jednak ta recenzja nie dostała (a powód do przyjebania się w końcu znajdzie się zawsze, na Popku szczególnie), choć dla mnie to była oczywista oczywistość. No ale może tylko dla mnie. Miałem na nią pomysł, to i napisałem. Nie robię tu jednak nic na siłę, czy z jakiegoś zewnętrznego przymusu.

No i wracając do tych argumentów hejterów... Co by nie mówić, zamulamy z recenzjami i to jest fakt. Chcą, by recenzje płyt wychodziły na bieżąco? Też bym tego chciał. Też tego chcę. Tu mają rację, ale w tym właśnie może tkwić rozwiązanie problemu. Będą dotykane na bieżąco wszystkie płyty, to i przecież wszystkie propsów zbierać nie będą. Czasem trafi się coś do skrytykowania. Ci co śledzą bloga wiedzą, że jak coś mi się podoba, to mogę psychofańsko zawyżać ocenę, promować i pchać się z tym, ale jeśli coś mi nie podchodzi, to wyłożę Ci to jasno, bez chodzenia na okrętkę.

Tak na zakończenie już moich wywodów: nie chcę powtórki z rozrywki. Nie chcę kolejnej fali popularności hip-hopu, nie chcę kolejnego hip-hopolo, nie chcę potem gwałtownego spadku tej popularności i nie chcę, żeby Popkiller skończył jak portal z kreską. A niejednokrotnie poziom wypowiedzi w komentarzach daje podstawy do takich obaw. Cieszmy się, że jest dobrze, słuchajmy dobrej muzyki, zamiast psuć sobie nawzajem powietrze z powodu... cyferek. Szkoda czasu, naprawdę.

środa, 18 lipca 2012

poniedziałek, 16 lipca 2012

niedziela, 1 lipca 2012

NNFOF - No Name Full of Fame


Wysypało producentkami w tym roku. Jak wiadomo, albo i nie wiadomo, a jak nie wiadomo to już wiadomo - preferuję słuchanie autorskich płyt raperów/zespołów, zaś wszelkie składanki, mixtape'y czy albumy producenckie kojarzą mi się z taką chaotyczną zbieraniną, z której z zasady wybierzesz tylko to, czego jesteś psychofanem, zaś resztę wyrzucasz do kosza niczym skacowany Kruku kolejną puszkę carlsberga export z biedry... Ja psychofanem Enenfofów nie jestem i o wiele bardziej czekam na przykład na producentkę Kixnare'a, ale skoro jakoś dałem radę na ciężką banię wrzucić ciężkie słuchawki, z których toczą się te ciężkie bębny zielonogórskiego duetu właśnie, a w dodatku cały czas te słuchawki włączę, nikt mi ich nie odetnie, to najwyraźniej Siwski z Tykshtą stanowią wyjątek od tej mojej malkontenckiej zasady. Jeden z wielu tegorocznych wyjątków, na to wygląda.

Płyta nie ma żadnego konceptu, żadnych słowiańskich akcentów, czy innych haseł przewodnich wyjętych z kodeksu postępowania karnego (wybaczcie, spaczenie prawnika). Tak, jest zwyczajną składanką, mieszanką młodych kocurów z doświadczonymi fejmami. Są lepsze i gorsze momenty, tych drugich na szczęście jest mniej, więc jako całość składanka ta daje radę zmieścić się w granicach oceny DOBREJ. A powiem szczerze, że niekoniecznie na to się zanosiło. Jak gdzieś tam obserwowałem pierwsze prace duetu, tak nie do końca podchodził mi ich styl. Samplowanie bez ładu i składu, ciężko było znaleźć w tym jakiś zamysł, no i za każdym razem ta mocna perka, która miała bujać tylko w założeniu. Z czasem to się zmieniło, duet dawał coraz lepsze rzeczy, w swoim własnym, wyjątkowym stylu, którym przecież szczyci się od samego początku szerszej działalności. A to się ceni.

Porzućmy ogólniki na rzecz konkretów. Tak jak się mówi, że "jestem raperem, więc obowiązki mam rapera", tak ja jestem rap blogerem, więc obowiązki mam rap blogera. Po swojemu skoncentruję się więc na tym, jak wypadli zaproszeni na album raperzy, zaś muzyka niech stanowi w tej ocenie jedynie pole do popisu (ograniczone mniej, bardziej lub wcale), które to raperzy dostali za zadanie wypełnić jak najlepiej. Niech bity będą... pytaniami na egzaminie, na które ze swoją wiedzą studenciaki mogły trafić lub nie trafić. Jak pytanie łatwe, to i ciężko nie zdać, ale jak pytanie zupełnie od czapy i już w momencie jego usłyszenia czujesz, że jesteś w ciemnej, pozostaje jedynie improwizować. Rap sesję czas zacząć, joł, mówcie mi Sweter.



nołnejmy czyli "ten świat mnie zapamięta"


STILLO - każdy pierwszoroczniak chciałby mieć takie pytania jak Stillo. Chyba jednak nie obyło się bez ściąg, bo gościu rzuca jak z rękawa nazwiskami/ksywkami osób z różnych dziedzin kultury i sztuki - muzyki, kina, literatury, czy masowej popkultury. Takie lanie wody, byle zapełnić kartkę, czego potem sprawdzającym oczywiście się czytać nie chce. Rzut okiem, że coś tam umie i fajnie, zalka jest. Dodając jeszcze refren na najlepszym tracku na płycie wynik można nawet podwyższyć. - OCENA: 3,5

EMRAT - krótko, solidny raper pojechał dobrze na bardzo dobrym podkładzie. - OCENA: 4

ŻYT TOSTER - Żytunio dostał szansę występu w dwóch najlepszych numerach z płyty (A TO CHYBA O CZYMŚ ŚWIADCZY). Uważam, że mógł ją wykorzystać zdecydowanie lepiej. Stylówką wybija się na pewno najmocniej spośród wszystkich obecnych na tej sali nołnejmów, spodziewałem się jednak więcej pod względem lirycznym. Będzie lepiej, dużo lepiej na "Pięć Miejsc po Przecinku", wierzę. - OCENA: 3,5

KOJOT - tak jak Stillo dostał cały numer dla siebie i szerokie pole do popisu. Tekstowo super, technika również (cały numer pojechany na podwójnych). Po wyłączeniu tracka niestety zapomniałem... kto przed chwilą rapował. Jak wykładowca nie pamięta studenta, znaczy że ten na wykłady nie chodził, więc to nie za dobrze wróży przed wystawianiem ocen. Coś mi świta, że gdzieś przypominał Małpę. A Kojot Małpy przypominać chyba nie powinien. - OCENA: 3,5

OXON - nooo, tego już profesor uniwersytetu kojarzy (Nocne Nagrania - Linia 00:14, polecam). Dobry numer, świetny tekst, na kozaku też przyspieszenia. Jeszcze tylko więcej własnego stylu poproszę. - OCENA: 3,5

ERKING - "Zapomnij o ulicach" słuchałem dobre kilkadziesiąt razy, a uwaga moja skupia się jedynie na zwrotki Hucza i Żyta, no i na refren. Na resztę się wyłączam. Masz tę tróję. - OCENA: 3

EMAS - j.w. - OCENA: 3


FULOFFEJMY


ZEUS - pan Olimpu na swoim poziomie, bez rozczarowania. Gitara w bicie to kosior, choć mi się już znudziła. - OCENA: 4

JEŻOZWIERZ - no, w końcu przychodzi czas na to, by kogoś uwalić. Tradycyjnie zawsze się ktoś taki znajdzie, choć raczej rzadko się zdarza, że nie zdaje akurat ten, którego byś o to w żadnym wypadku nie posądził. Jeżu dostał nudny, leniwy, fatalny bit, który rozkazał mu zmodyfikować (a ściślej, zamulić) swój charyzmatyczny rap, by cały utwór skutecznie uczynić utworem złym. A przecież nie zawsze słabszy bit musi oznaczać klęskę, o czym za chwilę. Poprawka na "Keep It Live" obok Kool G Rapa, powiedzmy że udana. - OCENA: (2) 3

VNM - no zgadnijcie, o czym tu Tomek mógł nawinąć? Poszedł na łatwiznę, a i tak wyszła mu jedna z najlepszych zwrotek na projekcie. OCENA: 4

PEERZET - to właśnie Przemysław (skurwysynu) jest tym, który uratował sobie ocenę, gdyż bit dostał zwyczajnie nieciekawy. Tylko ten przekładający formę nad treść megaloman mógł być do tego zdolny. Wyżej mu jednak nie dam, bo do "Musisz przyznać", mimo wielu bezczelnych, zmyślnie poskładanych linijek, wracać nie ma ochoty. - OCENA: 3,5

DUŻE PE - kolejne rozczarowanie. Te pocięte w zupełnie niezrozumiały sposób pseudoklawisze chyba miały stworzyć smutny bit, a stworzyły bit asłuchalny, bit najgorszy. Pe również niczym mnie nie porwał, a przecież nadal pałam do niego pewną sympatią. Troche refleksji, melancholii i parę niepasujących zupełnie do kontekstu wulgaryzmów - czyli wciąż to samo. Widać wyraźnie, że na dziś Marcin w odsłonie rapera jest jak jazz Ostrego - tylko w wolnych chwilach. - OCENA: 2

LILU - z Lilki raczej jest wokalistka, a raperka co najwyżej niedzielna, ale... Coo z tego? To ona upiękniła "Wszystko albo nic". <3 - OCENA: 5

HURRAGUN - nie kumam zajawki na ten skład, tak jak nie kumam zajawki na ten nudny numer. - OCENA: 2

PIH - wybierz sobie kilka ostatnich zwrotek gościnnych Piha, wymieszaj je i losowo powkładaj je w tamte płyty z powrotem. Mogę się założyć, że nie zauważysz różnicy. - OCENA: 3

HST - Kapelmajster został dopuszczony do zerówki i miał szansę poprawić na wyżej w pierwszym terminie. Jest w porząsiu Hastu. Mam tylko nadzieję, że te ploty o Twoich wyczerpujących zeznaniach na komendzie to tylko i wyłącznie ploty. - OCENA: 4

RYCHU PEJA - pojechał najlepiej ze wszystkich na "Keep It Live". Choć i tak mam wrażenie, że CNO2 udane nie będzie. - OCENA: 4

MIUOSH - KA JAK KURWICA, A JAK ALKOHOLIZM! Sztos prosto ze Śląska. - OCENA: 4

HUCZUHUCZ - "Zapomnij o ulicach" to bit i Hucz. I to zrobiło ten kawałek, to wystarczyło, by był to najlepszy numer na płycie, mimo że jest na nim jeszcze czwórka gości (eee, serio?). - OCENA: 4,5



Podsumowując, jest to dobry producencki album, z kilkoma potknięciami na polu rapowym i muzycznym. Mogło być lepiej, mogło być gorzej, ale nie uważam, by ocena końcowa była krzywdząca. Krótko mówiąc, sesja zdana bez poprawki.

OCENA: 4-/6

czwartek, 31 maja 2012

Młode Wilki Kruka - kto wygra życie?


Gwoli wyjaśnienia na początek - wybierając ludzi do tego zestawienia nie kierowałem się kryteriami, jakimi zapewne mogą się kierować ludzie z Popkillera. Dotarło bowiem do mnie, że ich inicjatywa służyć ma przede wszystkim temu, by ludzie nominowani do bycia polskim "freshmenem" mogli na tym coś SKORZYSTAĆ, a nie być tym tytułem w jakiś sposób nagrodzonym za swoje osiągnięcia. To ma być bardziej takie hip-hopowe Trendy aniżeli Topy, jakkolwiek niefortunnie by to porównanie do sopockiego festiwalu zabrzmiało (choć w tamtym roku wypromowało się na nim Neo Retros - naprawdę polecam). Moje MW będzie trochę inne - wziąłem w nim pod uwagę także tych, którym już COŚ udało się zrobić i to najpewniej do tego stopnia, by żadne Młode Wilki już im nie były potrzebne. Mówiąc ściślej - wielu z nich ma już kontrakt z wytwórnią i o promocję własnej osoby martwić się nie musi. Mogą sobie ją co najwyżej spaprać, jeśli nie podołają rapowo i muzycznie, ale póki co trafili na wyjątkowo dobry czas dla hip-hopu, w który wstrzelili się idealnie i to, czy go wykorzystają w pełni zależy tylko i wyłącznie od nich.

Na tych moich młodych wilczków można spojrzeć pod innym kątem - co by było, jeśli obecnie nie mielibyśmy tego całego wielkiego boomu, bądź raperzy trafiliby akurat na czasy, kiedy po poprzednim, hiphopolowym boomie cała rapowa koniunktura poleciała na łeb na szyję? Po jednej, drugiej płycie najprawdopodobniej rzuciliby to w cholerę, bo żadne New Zenith'y by im nie pomogły. Tak gdybamy i gdybamy, co było a nie wróci... to może teraz spróbujmy pogmerać w przyszłości. Liczbę wybrańców rozszerzyłem do 16, co by się wszystko zgadzało jak na Euro...


JESTEM RAPEREM I JESTEM SMUTNY



HuczuHucz

Ten gość miał spore szczęście. Wypłynął odpowiednio szybko, by być tym drugim po Bonsonie i tym uprzedzającym całą rzeszę kolejnych. Olśnione sukcesem tej dwójki małolaty szybko doszły do wniosku, że tak naprawdę zajebiście jest mieć problemy z melanżami, używkami i kobietami i nagrają o tym płytę. Tak, Huczu umknął takowej krytyce, ta fala go nie dopadła, bo okazał się na tyle dobry, że teraz może spokojnie robić swoje, mając na starcie ponad 20 K fanów na face.

PLUSY
+ teksty
+ wrażliwość
+ może być jeszcze lepszy

MINUSY
- zdecydowanie ucho do bitów

Prognoza turniejowa: pewny półfinalista, z potencjałem na trofeum.


MŁODE KOTY WJ / NOWA FALA #1

Spoko spoko, zrobię jeszcze z 15 płyt i zajmuję się młodymi kotami.


B.R.O

Mówisz: nowa fala, myślisz... No cóż, najprawdopodobniej wyświetli się nam jako pierwszy niejaki Jakub Birecki. Kolorowy gość. Barwnych postaci na scenie nigdy dość, a kontrowersyjnych - idąc dalej - tym bardziej. Słuchaczy i raperów na temat swej osoby podzielił pierwszorzędnie. Ten typ "kochasz/nienawidzisz" - oczywiście nie nagrywając niczego poważnego ("Next Level" potraktujmy jako ten "trening") - zdążył zaliczyć kilka minibeefów, przyjąć piwny chrzest na własnym koncercie, znaleźć się na słodkim plakacie z różowymi pączkami i wystąpić na projekcie, nad którym pieczę sprawował... Roman Bosski z Firmy. Czy w tym szaleństwie jest metoda, będzie dane nam dowiedzieć się dopiero na jesień, wraz z pierwszym legalnym albumem warszawiaka. Kredytu zaufania udzielam ze względów czysto warsztatowych (bo rapuje nieźle, tyle że póki co jedynie o tym, że "robi swoje" i olewa hejterów) oraz dlatego, że ufam Tedemu i wszystkim tym (także fanom), którzy go z jakichś powodów wspierają...

PLUSY
+ skilsy są w porządku
+ jest on w jakiś sposób charakterystyczny...
+ ... no i kontrowersyjnyyy

MINUSY
- teksty
- za mało DOBRYCH panczlajnów, czy czegokolwiek, by uniknąć nudnego rapu o rapie
- ciągoty do tandety

Prognoza turniejowa: "High School" daje wyjście z grupy, nie zamyka jednak ust oponentom, przez których półfinał jest nieosiągalny.


Szyna

Ten drugi spośród młodych narybków TDFa, o którym jest dużo ciszej, wcale nie musi być dużo gorszy od pierwszego. Pod względem tekstów i panczlajnów daje znacznie lepsze nadzieje na przyszłość niż B.R.O... natomiast z flow jest już trochę gorzej. Ale wydaje się być sympatycznym gościem, wytwarza chyba wokół siebie pozytywną aurę, na której może zbudować swoją twórczość. Hmmm... no i ciężko powiedzieć coś więcej... Dlatego chyba nie dziwicie mi się, że nie oparłem tego zestawienia na samych nołnejmach - otóż nie jest to, moi drodzy, blog o podziemnym rapie, nie wymagajcie ode mnie niemożliwego.

PLUSY
+ pancze
+ na pewno wie, o co chodzi w tej grze
+ dobre fluidy

MINUSY
- nad flow trzeba troszkę popracować

Prognoza turniejowa: za wcześnie, by mówić, a bez sensu dawać awans "na szynach."


JESTEM RAPEREM I JESTEM SMUTNY (2) / NOWA FALA #2

Naszym ekspertem od nowej fali będzie oczywiście Grubson.


Sulin

Uff, temu to się dostało. Kolejny przykład na to, że z wysokiego konia można tylko spaść (nawet dopiero próbując na niego wejść), zwłaszcza gdy przesiada się na niego od razu z tego na sprężynie z placu zabaw. Czy wilk ten ma szansę być czarnym... koniem tych zawodów? Ech, brakuje temu chłopakowi pokory i doświadczenia (nieszczęsny wers o powrocie do gry 18latka będzie się za nim ciągnąć latami), za co już teraz zbiera tęgie baty, ale wcale nie jest bez szans. Nie jest no-skillem, a wręcz przeciwnie. Wsparcie wytwórni? Proszę bardzo - Step Records wita z otwartymi ramionami. Pytanie tylko, czy umie pokazać coś więcej niż to, co dał nam rok wcześniej jego potencjalny beefowy oponent. Czy może będzie polskim Yelawolfem i wraz z Mac Millerem ubarwi scenę, a nawet podejmie próbę zmiany jej oblicza? Okej, okej, może i to brzmi tak górnolotnie, jak cały polski rap ma się do amerykańskiego, ale jeżeli ten gość podniesie się po tym, co dostaje na starcie, to bankowo będzie oznaczało, że jest wystarczająco mocny na tę rozgrywkę.

PLUSY
+ flow
+ pancze
+ "ma typ tupet skakać do Bonsona!"

MINUSY
- ma też pecha, że Huczu wykorzystał limit zdrowego "smęcenia"...
- ...i że do Bonsa na razie nie ma startu
- widmo wtórności, jak u pewnie połowy tutaj
- momentami zalatuje Sitkiem
- kolejny przykład na to, że młode i dobre drużyny (nawet jednoosobowe) kształtują się w wieeelkich bólach...

Prognoza turniejowa: przez zbyt odważne wejścia w pole karne ucierpiał w wielu starciach - brak doświadczenia i liczne kontuzje mogą być przeszkodą nawet do wyjścia z grupy.


WROOCLYN ATTACKS / NOWA FALA #3

Po co nam w ogóle to mistrzostwo?


Sitek

Dla tych, co się panicznie boją, że kolorowi chłopcy z plecakami to reaktywacja hiphopolo (skumajcie rym) ten reprezentant wrocławskiej sceny jest pewną polisą ubezpieczeniową (niezamierzony!). Jeśli jednak rzeczywiście mamy spojrzeć w przeszłość, porównywać tamte czasy do obecnych i snuć tak drastyczne przepowiednie... znamy dobrze przypadek jednej takiej "polisy", Hansa z 52 Dębiec. No, może ostatnio wiedzie mu się lepiej, ale wybaczcie, jakoś nie wyobrażam sobie za 10 lat Sitka melodeklamującego w hardrockowej kapeli. Choć głos może i by do tego miał. Co do tego gościa nie można mieć większych zastrzeżeń - popracować tylko nad liryką, a będzie doprawdy idealnie.

PLUSY
+ chrypa
+ flow
+ technika
+ potencjał aż bije z głośników
+ ma świadomość jednej ważnej rzeczy, którą niejaki pan Tomasz Lewandowski karmi nas niemal do porzygu - debiutant w tej grze musi... musi... kuuuuurwa, musi rooozpierdaaaalać!

MINUSY
- tekstowo mógłby być jeszcze lepszy, poza tym nie stwierdzono

Prognoza turniejowa: najpoważniejszy kandydat do trofeum.


ASY APTAUN



Żyt Toster

Gospodarze każdej wielkiej imprezy są traktowani wyjątkowo. Jak to gospodarze. Grają na własnym, dobrze znanym terenie, mają najlepszy doping, a i sędziowie czasami gwizdną z pomocą... Jak to się ma do bloga, którego właśnie czytacie i rapera, o którym dziś możecie za dużo nie wiedzieć, ale niedługo z pewnością się dowiecie? Ano wręcz idealnie! Z tą tylko różnicą, że Żyt Toster to nie jest reprezentacja Biedronki z francuskimi i niemieckimi emigrantami ani nawet Korea Południowa rzekomo będąca lepszą od Włochów i Hiszpanów. Jeśli przesadą będą Niemcy z Weltmeisterschaft 2006 (choć przecież "Toster Żyt jak Torsten Frings!"), to poprzestańmy na Portugalii z Euro 2004. Nowy album ASa Aptaun Records już niedługo, dwa single już są i... powiem krótko, jest na co czekać.

PLUSY
+ fajna ksywa
+ fajnie rapuje, no
+ fajne te moje Suwałki, moje miasto Suwałki miasto moje

MINUSY
- Sulin to Bonson, B.R.O to Mac Miller, Sitek ma chrypę jak Ero... ale wybrać kim jest Żytu miałbym nie lada problem ;)

Prognoza turniejowa: wyjście z grupy jest praktycznie pewne, w ósemce powinno być dobrze... Półfinał!


Diset

"High Definition" to taka ciut słabsza "Inflacja". No tak, skoro już przyszedł czas na prywatę... Z całą moją sympatią dla kolegi-blogera Nowaczka, koleżanki Karoli, browaru Perła... i całego Lublina - płytce drugiego z ASów zabrakło przebojowości i wyrównanego poziomu bitów, choć pod względem czysto rapowym była ona na pewno lepsza od Inflacji. Dlatego też wybór Aptaun padł na Diseta - kosztem m.in. właśnie Robaka i Szewca. Mało tego, twórczość lublinianina jest zdecydowanie ambitniejsza niż te często naciągane, irytujące linijki Rasa, za to jednostajne flow to już niestety w 100% szkoła członka Rasmentalismu. U Rasa to jest jeszcze do zniesienia, zwłaszcza w połączeniu z wyjątkową muzyką Menta, z kolei Diset na tych podkładach, które sobie wybrał na 'HD', często bywał mooocno usypiający. Także to by było do poprawy.

PLUSY
+ teksty
+ pomysły

MINUSY
- monotonia w nawijce

Prognoza turniejowa: blisko ćwierćfinału, ale niestety znalazło się kilku lepszych.


Karwan

Kolejny ASior, który z kolei może poszczycić się niezłym fejmem internetowym. Raper, który urzeka, przy wszystkich swoich niedoskonałościach. Mimo że "Fabryka Snów", której wypuszczenie było równie zaskakujące, co pochopne, jest całkiem przyjemna, to na najlepszą swoją płytę KRW dopiero czeka. Liczę na co najmniej taki poziom, jaki prezentował Bartek Karwan na prawym skrzydle podczas eliminacji do mundialu w Korei. Na razie raperowi z Ostrołęki może i nie zdarza się zapomnieć koszulki przed wejściem na boisko, tyle że wzdychać do drugiego tracka z "Materiału Producenckiego" Quiza nadal nie przestałem...

PLUSY
+ wbrew pozorom czuć ten luz
+ wbrew pozorom czuć, że to on, a nie Zki... ktoś inny
+ taki wiecie, fajny, podziemny, niezobowiązujący truskul

MINUSY
- pewnie nie dla każdego

Prognoza turniejowa: wyjście z grupy na pewniaku jak Portugalia i Polska Korea i USA.


WROOCLYN ATTACKS #2

Ja nie wiem Orest, mnie też ono niepotrzebne jak widzisz.


Haju

Nooo, to chyba zapowiada się wrocławski finał... Kto zna "Międzyświat" wie, o czym mówię. Solidność, ujmująca szczerość na trackach, w dodatku za współpracowników ma rewelacyjny duet producencki Złote Twarze, który daje świetne, klimatyczne, idealnie pasujące do emocjonalnego rapu wrocławianina tło muzyczne. A ta płyta za złotówkę? Cóż, niektórzy tak robią, ale myślę, że Haju przekonał się, że to niekoniecznie jest dobra droga promocji. No ale lepsze takie błędy niż wypisywanie sobie wkurwienia na twarzy, czy grywanie do kotleta pączka...

PLUSY
+ świetna liryka
+ głos
+ emocje
+ technika

MINUSY
- brak siły przebicia, ale może się to zmieni

Prognoza turniejowa: w finale wrocławskie Gran Derbi, którego faworyta tradycyjnie ciężko będzie jednoznacznie wskazać.


REWOLUCJA NADCHODZI ZE WSCHODU

POLSKA BEEEEEEE!


Jopel

Kiedy słyszę, że Jopel i Komar kojarzeni są z rapem ulicznym, to śmiać mi się chce na głos. Tego drugiego nie wrzuciłem do listy wcale nie dlatego, że jest słaby/słabszy, ale z przyczyn oczywistych, tak jak przecież był Białas bez Solara i Shot bez Człowienia. Co tu dużo mówić, Białystok rośnie w siłę, a ja nie wspieram kogoś bez powodu tudzież tylko dlatego, że "jest stamtąd gdzie ja." Jopel pokazuje, że wie, co to progres i ma świadomość, jak powinien brzmieć dobry rapowy tekst, a to wbrew pozorom rzadkość. U niego nie ma miejsca na plecenie głupot, banałów i linijek-zapychaczy, a jest to w 100% przemyślany, nasycony prawdą (tak, wiem), zaangażowany rap z krwi i kości. Kolejnym oczywistym krokiem byłby teraz album solowy.

PLUSY
+ liryka
+ solidne flow
+ progres

MINUSY
- czasami zawodzi ucho do bitów

Prognoza turniejowa: pewne wyjście z grupy.


Kisiel

Kolejny z białostoczan ma trochę mniejszy dorobek od swojego kolegi, ale choćby występy gościnne na płytach Ciry i Hukosa każą przypuszczać, że może to być kolejny mocny strzał ze wschodu. Dlatego też wstrzymuję się z obszerną oceną.

PLUSY
+ pancze
+ wielokrotne
+ flow

MINUSY
- póki co brak konkretnej charakterystyki rapera

Prognoza turniejowa: na razie za wcześnie, ale pokazuje się jak najbardziej z dobrej strony.


NAJLEPSZY PRZEKAZ W MIEŚCIE



Parzel

Wychodząc z założenia, że przynajmniej jeden z ulicy musi być (wyciągamy dzieci z bram!), Parzel wydaje się być najoczywistszą opcją. Gdy pierwszy raz usłyszałem "Wszystkie Piłki Podkręcone" z tegorocznego "Mixtape'u Prosto", zrozumiałem w pełni pochlebstwa płynące w stronę tego pana. Lada moment ukazuje się jego debiut na bitach Siwersa, no i chyba nikogo przekonywać nie muszę, że Śliwa to to na pewno nie będzie.

PLUSY
+ jak na ulicznego rapera OGROMNA świadomość liryczna
+ ma w sobie coś intrygującego
+ jest charakterystyczny

MINUSY
- ciut sepleni
- flow nieco kuleje
- tak jak Śliwa kogoś mi przypomina, nie wiem tylko kogo...

Prognoza turniejowa: blisko wyjścia z grupy.


Jako że początkowe założenie było takie, że wilków będzie dwunastu, pozostałą czwórkę przedstawię pokrótce, jako że i wam pewnie się tego czytać nie chce.

Kroolik Underwood

Skoro musiał być ulicznik, to i będzie raper-wokalista. Jak dla mnie nawet ciekawszy niż Gedz.

Kękę

Gdyby Liroy tak nawijał, to jego prekursorstwo nie byłoby przez nikogo kwestionowane.

Kamel

Ulicznik, raper-wokalista i... starszy wilk. Że niby WBW? Stary, kto dziś o tym pamięta? Poza tym Tusz jest o 2 lata starszy, przypominam. Wrzucam tak dla uzupełnienia szesnastki.

Baku

Kolejny z małolatów, stojący jakby trochę z baku... znaczy z boku. Do "Na Front 2" dorzuciłbym go z czystej ciekawości.


Dobiegła końca moja przydługa prezentacja. Na zakończenie podziękowania dla Noida za korektę. :* Pooozdro.

sobota, 26 maja 2012

TOP3 polskich rapowych kawałków dla mamy

Wiadomo, 'Dear Mama' jest niedoścignione i najoczywistsze na ten dzień. Ale każdy z polskich odpowiedników tego numeru również daje radę.



3. Te-Tris - MaMa




2. Rychu Peja Solufka - Kochana Mamo




1. Bonson/Matek - O mnie się nie martw

środa, 23 maja 2012

Fanpage

"W moim high school patrzą na mnie dziwnie, bo nie mam fanpage'a." Hehe, oczywiście przesadziłem, ale fanpage'a mam. Zachęcam do lajkowania - chciałbym zobaczyć, ile was tu może być. Znajdziecie mnie TUTAJ. Może dzięki temu notek będzie więcej, będą ukazywały się częściej i regularniej, a na fanpage'u będzie miejsce do jakichś fajnych dyskusji. Yo.

poniedziałek, 21 maja 2012

Mały Szu - Donald Tusk



Młoda fala? Proszę bardzo. Polecam na serio.

czwartek, 17 maja 2012

Młode Wilki Popkillera - analiza


Mija niespełna dziewięć miesięcy od czasu, gdy Popkiller zrealizował swoje ambicje stworzenia inicjatywy, będącej przełożeniem akcji Freshman XXL na polskie podwórko. To, że idea jak najbardziej słuszna i warta wspierania nieco innymi słowami niż "leszcz", "chujowe" i "dlaczego nie ma Laika, który zjada całą tę marną dwunastkę" nie oznacza, że jesteśmy zwolnieni od oceny poczynań naszych (mniej lub bardziej) utalentowanych świeżaków. Każdy z nich dostał szansę - każdy z nich ją wykorzystał (bądź nie) na swój własny sposób. Biorąc pod uwagę fakt, iż mamy przed sobą ledwo półtora miesiąca do wakacji, które, jak wiadomo, nie są dobrym czasem na inwestowanie hajsiku wytwórni w kolejnego rapowego bestsellera, a brak jest zapowiedzi o ewentualnym nowym wydawnictwie któregoś z wilków (no, była taka jedna, rozwiana nie tak dawno), można powiedzieć, że dostali oni rok. Postaram się ocenić, komu dziś może być chyba trochę przykro, a kto kawałka "Rok Później", autorstwa zresztą jednego z zainteresowanych, z pewnością pod nosem nie zanuci (?).

Jako że również zbliża się Euro, a dwunastkę można pięknie podzielić na cztery grupy... tak też zrobiłem. Najlepsi znaleźli się w najmocniejszej grupie a teoretycznie najsłabsi w grupie, jakżeby inaczej, z Polską.



GRUPA B - Holandia, Niemcy, Portugalia (no i Dania)


Medium

Medium był pierwszym wilkiem ogłoszonym przez Nataliego i spółkę i pewnie pierwszym, który mógł budzić kontrowersje. To znaczy - na pewno nie wokół kwestii, czy zasługuje, czy nie, ale czy jest sens promowania jego osoby poprzez tę akcję. Kielczanin bowiem wydawał się być najdojrzalszym, najbardziej ukształtowanym rymoskładaczem spośród całej dwunastki i to zarówno wtedy, jak i teraz, po wydaniu fenomenalnej "Teorii Równoległych Wszechświatów". Głosy przeciwne znajdą się zawsze - rapowy Paulo Coelho? Nie wydaje mi się. Zresztą, czytelnicy plasując ten album na 4. miejscu w plebiscycie podsumowującym rok 2011 chyba dobitnie stwierdzają, że jest to kompletna bzdura.

WYJŚCIE Z GRUPY
+ pomysł na siebie
+ treści, jakie przekazuje
+ przy tym zawsze dopieszczona forma, cała masa nieprzypadkowych podwójnych i poczwórnych
+ samowystarczalność - sam sobie robi genialne bity

MECZ OTWARCIA, MECZ O WSZYSTKO, MECZ O HONOR
- na "AŹE" przez te podwójne i poczwórne traciła treść (na "TRW" nie stwierdzono)
- na "AŹE" podobieństwo do Zeusa (na "TRW" nie stwierdzono)
- momentami może zbytnia ckliwość, ekspresja, patos

Punkty: 9 (3 zwycięstwa, 0 remisów, 0 porażek)


Bonson

Nie bez powodu przywołałem we wstępie tytuł singla szczecińskiego rapera, jednak by uniknąć nadmiaru cukru powiem tylko jedno - Matek nie pomylił się z tym klasykiem. Podczas mojego pierwszego w "karierze" wywiadu Bonson słusznie zauważył, że za bardzo pytam go o "wybijanie się". Jednak od tamtego momentu krzywa popularności jego twórczości stale rośnie i dzisiaj, kiedy jest już podopiecznym Pezeta w bądź co bądź raczkującej jeszcze wytwórni Koka Beats, a zremasterowana przez Noona "Historia po Pewnej Historii" leży na półkach empików, ja mogę po raz kolejny nadużyć tego banalnego zwrotu... tyle że tym razem już w formie dokonanej. Kiedy bowiem słuchasz płyty, która daje Ci takiego plaskacza w mordę, jakiego nie dostałeś już dawno, to automatycznie zaczynasz trzymać za tego kogoś kciuki. Ja trzymam nadal... ale już za kogoś innego. Za Damiana już nie muszę. Nowym albumem zrobi to, co powinien.

WYJŚCIE Z GRUPY
+ siła autentyzmu
+ wrażliwość
+ pokazanie, że przypadek Małpy nie musi być wcale jednorazowym
+ łatwość do pisania wersów stających się potem opisami na gg statusami na facebook'u
+ nie głos pokolenia, a zdefiniowanie "smutnego" rapu na nowo; "HPPH" jako iskra powodująca powstanie całej armii naśladowców - dla sceny to niekoniecznie plus, jemu to jednak powinno tylko i wyłącznie schlebiać

MECZ OTWARCIA, MECZ O WSZYSTKO, MECZ O HONOR
- jedyna pułapka to... jego własna szufladka

Punkty: 9 (3-0-0)


Bisz

To, co pisałem wyżej o Mediumie w zasadzie można również przyporządkować kolejnemu wilkowi. Dziennikarze Popkillera jednak słusznie stwierdzili, że nieważne kto i ile ma już projektów na koncie i czy na legalu (vide Vixen), czy nie. Liczy się, kto jaki może wywołać szum w stosunku do tego, jaki wywoływał do tej pory. Jeśli słuchałeś "W Stronę Zmiany" kolektywu B.O.K, to bez wątpienia dałeś to głośniej, jak Ci to nakazał reprezentant Bydgoszczy. Być może ma on jeszcze trochę do poprawy, być może nie, ale już na pewno ma ogromny potencjał, z którym może zrobić wszystko. Jeśli zostanie w swojej niszy - też będzie dobrze. W tamtym roku zebrał zapewne garść doświadczenia, wydając debiut u Remika w My Music, teraz pod egidą Miuosha w Fandango (swoją drogą, ciekawe czemu akurat tam) może skorzystać o wiele więcej. Solowy album miał być przed wakacjami, ostatecznie będzie PO wakacjach i nie wiem jak wy, ale ja na mało który krążek czekam tak, jak na... "Wilka Chodnikowego".

WYJŚCIE Z GRUPY
+ bodaj jeden z największych lirycznych talentów w PL ever
+ wszechstronność - bragga, storytellingi, poezja, ballady, hymny i hity
+ płodność, przy tym brak obaw o rychłe wypalenie

MECZ OTWARCIA, MECZ O WSZYSTKO, MECZ O HONOR
- dykcja (choć na "Pollocku" jest dużo lepiej)
- offbit (może nie tyle to minus, co nieoczywista zaleta)

Punkty: 9 (3-0-0)


Grupa D - Francja, Anglia, Szwecja (no i Ukraina)


Białas

Do czasu "Młodych Wilków" raper bardziej mixtape'owy, lecz po nich, w pierwszy dzień szkoły duet Solar/Białas opublikował swoje przemyślenia "z ostatniej ławki", już na autorskich bitach. Cóż, lata treningów i luźnych kawałków jak widać opłaciły się i byłby to świetny przykład dla niektórych młodych kotów, co to od razu chcą wdrapywać się na wysokie piętra - lądowanie nie zawsze musi być na cztery łapy. Ale może o nich później. Białas, choć zbiera propsy też za solowe numery (i kiedyś zapewne album solowy także się pojawi), to nie ma takiej siły, by nam palić zabronili jaką zyskuje jego rap w duecie z Solarem.

WYJŚCIE Z GRUPY
+ skurwysyństwo
+ świeżość
+ pomysły
+ solidny warsztat
+ współtworzy prawdopodobnie najlepszy obecnie duet na scenie

MECZ OTWARCIA, MECZ O WSZYSTKO, MECZ O HONOR
- autotune?
- ew. opieranie swej kariery na zaczepkach w stronę innych raperów

Punkty: 7 (2-1-0)


Green

Green zrobił swoje dużo wcześniej, przed akcją Popkillera. "Kryptonim Monolog", przy swoich mankamentach był bez wątpienia pozycją solidną. Ze swoim refleksyjnym, szorstkim klimatem i dobrymi tekstami był wręcz jedną z dość niewielu udanych pozycji w 2010 i to głównie z tej przyczyny umieszczam go już w drugiej grupie. Czy nagra kolejną tak samo dobrą płytę? Pewnie tak, jednakże nie może ona być zbyt długa, bo słuchanie go na dłuższą metę może przyprawić słuchacza o senność. Tego już raper nie jest w stanie zmienić.

WYJŚCIE Z GRUPY
+ charakterystyczny styl
+ dobra liryka
+ wie jak dobrać sobie składniki, by powstał udany album

MECZ OTWARCIA, MECZ O WSZYSTKO, MECZ O HONOR
- monotonne flow
- brak potencjału na podbój sceny, to raczej jeden z wielu solidnych graczy, których scena przecież też potrzebuje

Punkty: 5 (1-2-0)


Rekord

Tego pana określiłbym jako jednego z przegranych w tym towarzystwie. Mimo to, coś mi nie pozwala umieścić go niżej w tym zestawieniu i każe udzielić mu dużego kredytu zaufania. "Wewnętrzny Głos" był: a) wypuszczony w najmniej odpowiednim momencie, jaki tylko może być, czyli tuż pod koniec roku 2011, który był najlepszym rokiem dla rapu od wielu, wielu lat; b) umówmy się, słaby. Wrocławianina można porównać do Ciry - skilsy, rozpoznawalny styl, uznanie w swoim mieście, udane projekty w podziemiu, w kraju jednak niedoceniany na tyle, ile być powinno. Z tą różnicą, że "Zapracowany Obibok 2" muzycznie był strzałem w dziesiątkę, legalny debiut Rekorda - raczej niewypałem. Tak jak jednak napisałem wyżej - potencjał na naprawdę duże rzeczy tkwi w tym chłopaku i nie daj Boże mu go zmarnować.

WYJŚCIE Z GRUPY
+ głos!
+ technika
+ teksty

MECZ OTWARCIA, MECZ O WSZYSTKO, MECZ O HONOR
- ucho do bitów
- jak na razie z logistyki dwója z wykrzyknikiem, ale przecież zawsze jest sesja poprawkowa...

Punkty: 4 (1-1-1)


GRUPA C - Hiszpania, Włochy, Chorwacja (no i Irlandia)


Shot

Na otwarcie nieco słabszej grupy bierzemy na tapetę kolejnego reprezentanta wrocławskiej sceny. Dobry raper, najprawdopodobniej też całkiem fajny, normalny gość (co widać po tekstach), rzadko jednak mający ochotę wybić się ponad tą swoją umiłowaną solidność. A przecież nie można powiedzieć, że tego zrobić nie potrafi. Taki "Sumienista", z całkiem udanej płyty z Człowieniem - mhm. Ostatni singiel również zebrał sporo pochwał. Świata nie podbije, brakuje mu siły przebicia, jak i nie wiadomo również, czy udźwignie ciężar solowego albumu (i czy w ogóle poczyni takową próbę) - jest to po prostu niezły gracz, który swoją zwrotką ubarwi zapewne jeszcze niejeden rapowy track.

WYJŚCIE Z GRUPY
+ solidność
+ miewa mocniejsze momenty
+ niezła, nieprzekombinowana liryka

MECZ OTWARCIA, MECZ O WSZYSTKO, MECZ O HONOR
- solidność dla jednych, przeciętność dla drugich

Punkty: 4 (1-1-1)


Vixen

Jeśli miałbym podczas tej analizy całkowicie ulec subiektywizmowi i osobistym sympatiom, to na pewno kolejny wilk byłby o grupę wyżej. Nie potrafił mnie on jednak rozpalić swoją solówką wydaną w RPS Enterteyment, a mogę wręcz powiedzieć, że mój zapał w stosunku do jego osoby ciut przygasił. Dlaczego? Otóż niestety okazało się, że rzeczywiście będzie z niego o wiele lepszy producent niż raper. Co gorsza, nie ma on o tym świadomości i kolejną płytę wymyślił sobie zarapować pod cudze bity. Jeśli mnie czytasz, Vixenie, to proszę - nie rób tego! Uwierz, masz talent. Możasz sobie nawet robić tę "poezję", nawet jeśli to póki co jedynie poezja dla dwudziestolatków, czy jak to tam Flintstone określił. Rób swoje, bo wszystkie znaki na niebie podpowiadają Ci, że jesteś najmocniejszym podopiecznym Rysia... i nieważne jak to świadczy o całej reszcie. Hm, co jeszcze? Błagam, nie staraj się za wszelką cenę udowodnić, że jesteś lepszy na majku, niż na konsoli, bo wychodzi potem całkiem odwrotnie. Tak, "New-Ton" długo katowałem, bo to był sobie taki fajny albumik do pobujania banią na fajnych, elektronicznych bitach. "Rozpalić Tłum" miało co najmniej utrzymać ten poziom, choć tak naprawdę powinno być znacznym progresem - było zaś lekkim rozczarowaniem. Nic to. Przynajmniej wiesz już, jakich teledysków nie robić.

WYJŚCIE Z GRUPY
+ świetne bity sobie robi
+ potrafi złapać na nich całkiem fajny vibe
+ czasami trafi linijką typu "może przejrzałbyś na oczy, gdybyś stał się niewidomym"

MECZ OTWARCIA, MECZ O WSZYSTKO, MECZ O HONOR
- często jednak nie trafia wcale
- bardziej bitmejker niż emce
- momentami irytujący głos

Punkty: 4 (1-1-1)


Tusz na Rękach

Drugi w zestawieniu reprezentant Kielc ma, podobnie jak jego ziomek z grupy śmierci, potencjał (podobno) na poruszanie się w ambitnych materiach... tyle że ja nie potrafię go jakoś dostrzec. Szukam, szukam i dalej nic. Całkiem dobrze przyjęty album z Voskovymi (tytuł "Get Fejm or Die Tryin" raczej kłóci się z ostatecznie dość niszową postacią, jaką siłą rzeczy przybiera jego twórczość), potem totalnie olane przez wszystkich dwie epki i wreszcie "Uwolnić Umysł". Dałem mu szansę, której wg mnie nie wykorzystał. Płyta rapowo nudna jak 90% podziemia (choć to dzięki niej poznałem po raz pierwszy Szatta i Nowoka, tworzących mega ciekawy duet producencki Nocne Nagrania). Jak na prawie już trzydziestoletniego chłopa nie potrafił mnie zainteresować i nie widzę w nim Mesjasza polskiego rapu. To taki Jot, którym podobno jarasz się za stylówkę, w tekstach jednak nie zawierający nic, czego byś wcześniej nie usłyszał. Postmodernistą też trzeba umieć być.

WYJŚCIE Z GRUPY
+ rozpoznawalny styl
+ ma szczęście do bitmejkerów

MECZ OTWARCIA, MECZ O WSZYSTKO, MECZ O HONOR
- nieciekawe teksty
- przewózka w stylu "nie piję, nie jaram, nie ćpam i jestem mądrzejszy, a ty jesteś burakiem" potrafi uformować nastawienie do danego artysty, które ciężko będzie zmienić

Punkty: 3 (1-0-2)


GRUPA A - Rosja, Czechy, Grecja (no i orły prof. Smudy)


Gedz

Gedziulę można zaliczyć do tzw. nowej fali raperów, takich co to jeszcze nie mają nic poważnego na koncie, a wszędzie ich pełno. Typ "featuringowca", jakim był niegdyś Fusznik, z melodyjną stylówką w sam raz na refreny. Póki co ma pewien problem - jest młody i ciężko w tej chwili stwierdzić, czy potrafi opowiedzieć nam swoim rapem coś ciekawego. Dobry rozrywkowy mainstream nie może być pusty jak < smarknięcie >. Dlatego z oceną proponuję się póki co wstrzymać, zresztą i tak nie mamy innego wyboru. Kredyt zaufania oczywiście daję, mimo że daleko mi do zachwycania się tym, co do tej pory usłyszałem z jego udziałem. Album ma wyjść w B.O.R. Records, w której rezyduje jak na razie jedynie Paluch. Czekamy.

WYJŚCIE Z GRUPY
+ świeża stylówka
+ pewnie i jakieś skilsy wokalne, bądź "wokalnopodobne"
+ młodzi, zdolni zawsze mile widziani

MECZ OTWARCIA, MECZ O WSZYSTKO, MECZ O HONOR
- polski Lil'Wayne? daleka droga
- uzasadnione obawy o poziom tekstowy
- dla niektórych owa stylówka może budzić skojarzenie z konkretną orientacją

Punkty: 2 (0-2-1)


Kaiteu

Rozwieję wasze wątpliwości i powiem od razu - w tym przypadku nie jestem mądrzejszy niż wy. Rzeszów na rapowej mapie Polski wciąż kojarzy mi się jedynie ze Skubim, choć w ostatnim wywiadzie Bonson zdradził, że kombinuje coś z panem Kaiteu, więc niewykluczone, że się to zaraz zmieni. Na razie jedyne co mamy, to "Tybetańscy Pszczelarze" z 2010 roku, na ciekawych elektronikach Pietza, które zwiastują, że raper ten może wypełnić pewną lukę. Dawno bowiem nie słyszałem już takiej naprawdę odważnej, a zarazem trzymającej wysoki poziom elektronicznej warstwy muzycznej na hip-hopowym wydawnictwie (takie pierwsze TPWC, tylko trzy razy lepsze). Zatem podobnie jak u poprzednika, mimo znalezienia się w najsłabszej grupie - czekamy z umiarkowanym zainteresowaniem.

WYJŚCIE Z GRUPY
+ zapędy do innowacji
+ dobre flow

MECZ OTWARCIA, MECZ O WSZYSTKO, MECZ O HONOR
- nagrywanie kawałka, w którym tłumaczy się z jednego wersu - co najmniej średnie
- na razie nie wiadomo, czy będzie potrafił wybić się ponad podziemie

Punkty: 2 (0-2-1)


Śliwa

O ile poprzednich wilków, którzy niechlubnie znaleźli się w tej ostatniej, najgorszej, polskiej grupie można jeszcze usprawiedliwić, bo tak naprawdę nie zrobili NIC, o tyle nieszczęsny SLW jest pewniakiem, jeśli można mówić o nieudanych, niecelnych wystrzałach z popkillerowej armaty. Podopieczny Pei i propsowany przez mentora bardzo gorąco jest póki co jedynie jego średnią kalką, a takie wytwory jak "Pełen Etat" każą się poważnie zastanowić, czy może rzeczywiście nie ma się co zbytnio spieszyć z tymi legalnymi debiutami. Musi to też dać Ryśkowi dużo do myślenia nad ewentualną zmianą polityki wydawniczej swojej stajni, bo na razie wygląda to zwyczajnie ŹLE. Kolejne ksywki współtworzących armię RPS Ent. utwierdzają tylko w przekonaniu, że już nawet Wielkie Joł miało lepsze momenty. Po "Na Front" pomyślałem: "okej, nawet czekam." Obecnie jednak, kiedy mam ochotę na hardcore'owy, uliczny rap w polskim wydaniu, sięgnę raczej po Kaliego. Mało tego, czekam niecierpliwie na nowy album. Śliwie zaś, jako chyba jedynemu z całej dwunastki, można wystawić zdecydowany kciuk w dół.

WYJŚCIE Z GRUPY
+ nie gubi się na bicie, a płynie niczym... wiadomo kto

MECZ OTWARCIA, MECZ O WSZYSTKO, MECZ O HONOR
- stawianie sobie kogoś za wzór może tworzyć co najwyżej fundamenty stylu... ale bezkrytyczne naśladownictwo nie zwiastuje raczej dzieła sztuki

Punkty: 0 (0-0-3)


Tak oto dobiegliśmy końca analizy popkillerowych wilczków. Za jakiś czas kolejny odcinek wywodów poświęconych tej inicjatywie - tym razem postaram się wytypować dwunastu raperów, którzy mogliby wziąć udział w drugiej edycji akcji, z liczbą 2012 w tytule. Nie wiem, czy ludzie z Popkillera to planują - jeśli tak, niech to będzie takie małe wróżenie z kart. Pozdrówki.

piątek, 27 kwietnia 2012

Cruz/Zaspał - Sztuka Naiwna


Przyznam wam szczerze - jeśli chodzi o polski rap, nie mam ostatnio czego słuchać. Moja decyzja o zaprzestaniu recenzowania na potęgę polskich płyt stała się niejako samospełniającą się przepowiednią. Nie wiem, czy to jest kwestią tego, że słucham więcej rapu ze Stanów i tak jak niektórzy blogerzy zaczynam "wyrastać" z polskiego hh, czy to ten 2012 jest taki słaby (bo jest)... W każdym razie, ja nadrabiam braki z USA, jednocześnie niejako w zastępstwie za mnie namnożyło się trochę nowych blogów, na których notki pojawiają się regularnie i które dotyczą polskich nowości właśnie - czyli tego, na co ja miałem jeszcze dosłownie PRZED CHWILĄ sporą zajawkę. Ciekawe, prawda?

Nie zamierzam również, tak jak BRING YA SKILLZ TO THA BATTLE (ależ nick żeś se wybrał ziomek) desperacko grzebać w podziemiach podziemia, by ten stan rzeczy zmienić. Jednak parę dni temu zdarzyło mi się zderzyć z jedną takową podziemną produkcją. Otóż na dysk twardy wpadła mi płyta duetu Cruz/Zaspał o ciekawym tytule "Sztuka Naiwna". Przyznaję szczerze - nie znam ludzi. Nigdy o nich nie słyszałem. Wśród gości jednak zacne postaci - Bisz i LaikIke1, bożyszcza znakomitej większości forumowiczów ślizgu. Sprawdźmy więc, cóż to takiego...

Intro zachęca do słuchania. Zwiastuje ciekawe pomysły, błyskotliwość, czyli wszystko to, na co czekam już długi czas i chyba w końcu to dostanę (DAWAĆ MI TEGO HUKOSA W KOŃCU!)... a leniwe, sztywnie i siłowo trzymające się bitu flow daje nadzieję, że na kolejnych trackach będzie zupełnie inaczej. Jednak niestety nic się w tej materii nie zmienia. Cruz nawija jakby przez nos, taka maniera w stylu Małolata może razić, zaś co do tych ciekawych pomysłów... Ech, tu również jest poniżej oczekiwań. Przez większą część płyty słuchacz zastanawia się, o czym właściwie ten gość nawija i o co mu w rzeczy samej chodzi. A może to o to właśnie chodzi z tą "Sztuką Naiwną"? Raper ociera się o ambitne materie, czasami będąc naprawdę blisko (ciekawe koncepty w "1984" i "Afizyczności"), jednak kiedy trafiają się kwiatki w stylu "na studiach padnę trupem porażony głodem" (wtf), to można się lekko podrapać po głowie. Słuchacz także nie wie zupełnie o co chodzi, gdy słyszy sentencje typu "nie ma Boga, od kiedy przestał być" (wtf x2) "spotka mnie zawał, jeśli przetrwam życie" (wtf x3), czy "z przyjaźnią jest odwrotnie niż z pizdą, liczy się jakość nie ilość (:O wtf x4), bądź też zupełnie nietrafione próby bycia błyskotliwym: "nie mówię że żałuję, jakbym pieprzył Flintę" (wtf x5) - jeśli coś źle odebrałem, to proszę, Cruz, naprostuj mnie. Po takich wpadkach fajne w założeniu, wzajemne docinki gospodarza z Laikiem (który tu brzmi z kolei jak... Roszja) w ostatnim numerze wypadają nieprzekonująco. A przecież choćby w takim "A" raper udowadnia, że potrafi dać i dobre wersy (te o wywiadach z Farfałem - !). Szkoda tylko, że tak rzadko, a do porządku przywołuje go Bisz, który swoją zwrotką... czekaj, jak to się mówi... aha, już wiem - ZJADŁ cały album.

Płytkę niejako ratuje fajna muzyczka Zaspała (też niezła ksywa, nie powiem). Klimatycznie przypomina nieco Nocne Nagrania, że możesz puścić sobie w spokojny wieczór, odprężyć się przy miłych, chillujących elektronikach. Tak, bity jak najbardziej na plus. Także, drogi Cruzie/Cruzu, staraj się, bo ja naprawdę nie mam czego słuchać z tego polskiego rapu. Na razie trzy z plusem mogę dać, zaś w kategoriach podziemia można to spokojnie podciągnąć do czwórki.

Ocena: 3+/6

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Jopel & Komar - To o Tobie


Rewolucja nadchodzi ze wschodu. Na ewentualnego Napoleona, który ją poprowadzi musimy na razie poczekać, zaś duet Jopel/Komar może nie dokonuje od razu rozlewu krwi, ale kąsa jak na solidny debiut przystało.

Wprawdzie z tym kąsaniem to nie chodzi wcale o jakieś zajadłe, krwiożercze wersy i też próżno szukać w tekstach białostoczan chamskiej przewózki, czy jakiegokolwiek śladu bragga. Jopel z Komarem są raczej z tych, którzy opowiadają o tym, co ich gryzie. Szczerość i dojrzałość to mocne atuty na starcie (rapują: "mieliśmy wyjść na ludzi, a już nimi jesteśmy"), choć na pewno brakuje im jeszcze pewnej wyrazistości, tego krzyku mówiącego: „hej, słuchajcie nas, mamy naprawdę mądre teksty!”. I mają je, tak jak mają potencjał, póki co jednak zdarzają się jeszcze drobne techniczne potknięcia (choć dla zwykłego, nieanalizującego i nieliczącego podwójnych rymów słuchacza są one niedostrzegalne, co troszkę ratuje chłopaków), a flow wymaga jeszcze kosmetycznych szlifów. Kosmetycznych, bo style chłopaków są naprawdę blisko finalnego ukształtowania, a ich głosy - ten czysty, łatwo przyswajalny Jopela z chrypą Komara - fajnie się uzupełniają. W końcu nie każdy wielki debiutował ‘Illmatikiem’, dajmy im czas na rozwinięcie skrzydeł. Przy czym warto zaznaczyć jedno - jako debiutanci, i to w takiej wytwórni jak Step Records mogli oni spokojnie upchać tracklistę całą plejadą gości i nachalnie zaprosić słuchaczy do kupna płyty umieszczając wielkimi literami ich ksywki na okładkę (co w praktyce swojej funkcji raczej nie spełnia), a tego nie zrobili. Pociągnęli ją sami. Ze Stepu mamy jedynie Cirę, Chadę i Onara, zaś spoza - będącego absolutnie w optymalnej formie Jinxa.

Większość numerów na „To o Tobie” może łatwo wpaść w ucho, a przy dobrym nagłośnieniu koncertowym zyskują one jeszcze więcej, jako całość jednak niestety zlewają się. Nic na to nie poradzę, że natychmiastowo reaguję jak alergik na pierwszy dzień wiosny, kiedy po raz kolejny mam do czynienia z tym najzwyklejszym na świecie klawiszem jako motywem przewodnim, do tego obowiązkowo z przejmującym smyczkiem w tle. Rozumiem, że można takie bity lubić (Chada czy Brahu na ostatnich albumach umiłowali sobie takie dźwięki), jednak tutaj autorzy nieco przesadzili ze spójnością materiału. Fakt faktem - nie można lepiej zacząć płyty, tak jak zrobili to Kejo (w 2009 bardzo dobrze wyprodukowana podziemna „Kwintesencja” z Jopelem) i Donde, jednak na jej zamknięcie już im tego błysku brakło. Mamy potem jeszcze parę rewelacji w postaci „Zmian” i singlowego „Dokąd Zmierzasz?” B-Bitza, czy też niejakiego Szaszłyka w solowym numerze Komara (najlepszy podkład na płycie), niemniej ze swojej strony polecam raperom leciutkie zróżnicowanie patentów na bity przy dokonywaniu selekcji na następny projekt.

Po tym wszystkim mogłoby nasunąć się pytanie - czy aby nie za szybko ten legal? Otóż moim zdaniem… zdecydowanie nie. Bardzo dobrze, że nastąpiło to właśnie teraz i bardzo dobrze, że pod opieką Step Records. Ja czekam na kolejny, a na razie czwóreczka z małym minusem.

Ocena: 4-/6

piątek, 30 marca 2012

Siwy/Lewy "Serce bije w klatce schodowej EP" - przedpremierowa recenzja


Wszyscy znają tę grupę. Jak jej nie znasz, to jesteś lamus. Siwy/Lewy ruszają na podbój rapgry. Co ciekawe, napięcie wzmagane co raz przed wydaniem pełnoprawnego LP duetu sieje spustoszenie w całym rapowym świadku, mimo że nikt ze znaczących graczy (do czasu) głośno się do tego nie przyzna. No ale do czego tu się przyznawać po takim ciosie, jakim było "Prosto w Łeb"? Chyba tylko do porażki. Wróć - sromotnej klęski!

Siwy/Lewy to wydarzenie. To bodiczek w stronę zakłamanego, przesiąkniętego do szpiku hipokryzją środowiska rapowego i powrót do korzeni, do fundamentalnych zasad tworzenia rapu - to zwrócenie honoru i pierwotnego znaczenia słowu 'przekaz', które zostało zbezczeszczone i zatracone gdzieś w zalewie komercyjnego chłamu. W czasach, gdy prawdziwego przekazu masz jak na lekarstwo, a samo to słowo uległo deprecjacji i stało się podstawą do wyśmiewania hip-hopowców, którzy praktycznie sami z siebie zrobili własne karykatury, Siwy/Lewy to odtrutka. Odtrutka na chorobę, która zżera polski hip-hop tak jak ciebie, kiedy zajebiesz sobie porządnie po kablu krokodyla.

Chłopaki postawili jednak na dość nietypową promocję. Po sukcesywnym publikowaniu lirycksów na swoim fanpage'u oraz jednym singlu zobrazowanym teledyskiem otrzymujemy epkę, która jest... dziełem wyłącznie Lewego. Tłumaczę zatem lamusom: Siwy/Lewy to klasyczny duet MC/producent, w którym jednak producent sporadycznie udziela się także jako MC. "Serce bije w klatce schodowej" jest epką, na której wokalnie udziela się tylko i wyłącznie Lewy. Cóż, ich wybór, mnie pozostaje jedynie ocenić efekt finalny, a ten prezentuje się wyśmienicie. Lewy udowadnia, że jest nie tylko jedną z najciekawszych wschodzących gwiazd w dziedzinie beatmaking'u, ale także świetnie wygląda na majku. Epka składa się z sześciu utworów, w tym wspomniany wyżej "Prosto w łeb', czyli dosadny diss na kilku innych przedstawicieli sceny. Prócz tego mamy klasyk przed premierą, czyli "Wszystko do nas wraca" jako najlepszy pokaz liryki od czasu... "W Stronę Zmiany" kolektywu B.O.K. (moim zdaniem nawet lepszy od oryginału); mamy osiedlowy hymn "Raport Realia", przepełniony mocno naturalistycznymi, nierzadko turpistycznymi opisami szarej rzeczywistości życia w blokowiskach i pokazujący, że Siwy z Lewym są faktycznie, cytując Mesa, o wiele bliżej ludzi niż PiS (że wspomnę tylko cytat o kobiecie, która kupuje cały chleb, bo krojony jest droższy), czy też polski "Friend or Foe", czyli freestyle'owy bonus track - wszystkie te pozycje otrzymają z miejsca statusy klasyków, o czym jestem przekonany. Mamy także zabawę w death rap w "Horrorstepie' (jedyny instrumental na płycie, reszta bitów jest autorstwa Lewego), co może być kolejnym prztyczkiem w nos (czy też trąbę, hehe) Słonia, czy kolejny zadziorny, rozliczający oponenta track "Ruda Mendo".

Muzycznie Lewy prezentuje najwyższą półkę. Jego produkcje nie mają na celu odwracać uwagi od warstwy lirycznej, ale mają mieć surowe, prawdziwie hip-hopowe brzmienie, dobrą melodię i mają sprawiać, by numerów słuchało się przyjemnie i tak bez wątpienia jest. Moim osobistym faworytem jest podkład do freestyle'owego bonus tracka, który dosłownie wypierdala z butów, a porównanie do klasycznego numeru Jaya-Z jest tym bardziej uzasadnione. Wyróżnia się też syntetyczne szaleństwo Lewego w "Ruda Mendo", które nie każdemu może przypaść do gustu, choć powinno to otworzyć nieco głowy wszystkim niewiedzącym o co chodzi w rapie słuchaczom.

Cóż ja jeszcze mogę tu dodać? Powiew świeżości na naszym wiejącym chujem poletku, ujmując obrazowo. Prawdziwy przekaz, który przywraca wiarę w kondycję polskiej sceny. Ten rap po prostu "wchodzi pod skórę jak kleszcze"! Tak, na LP Siwego i Lewego czekają wszyscy, tak jak kiedyś wszystkie czarnuchy czekały na "Ready to Die". Musisz to sprawdzić.

Ocena: 6/6