wtorek, 7 lutego 2012

Hades w moim mieście (03.02.2011)


W tytule tego posta ktoś by mógł dostrzec nutkę mojego zdziwienia, czy też wyrazy jakiejś wyjątkowości wydarzenia, o którym w tymże poście mowa. I powiem wam, że nawet nieprzypadkowo, choć nie do końca. Na przykładzie Suwałk, czyli miasta, w którym nawet termometry spierdalają przed mrozem do domów, widać jak na dłoni wzrost popularności rapsterskich rytmów. Przez dobre kilka lat nie działo się tu zupełnie nic. Jedyne co sobie przypominam to Firma, i to chyba nawet nie dochodziło do skutku przez nietrudne do przewidzenia akcje. Ale zaczęło się w wakacje 2011. Przedsmak wszystkiego stanowiła undergroundowa impreza z Karwanem i Tłustym Kotem, a tydzień później w Amon-Ra wystąpił O.S.T.R. Jakiś czas potem otwarto klub Cooltura, jako niejako filię klubu w Olecku o takiej samej nazwie, gdzie na inaugurację działalności zaproszony został Jamal. Później przyjeżdżali kolejno: Ten Typ Mes, NON Koneksja i całkiem niedawno Słoń. No i teraz Hadesina do Amon-Ra. Zatem już nawet nie jeden, a dwa kluby (albo i trzy, jakby doliczyć Piwnicę, gdzie grali Karwan z 2stym, a i nawet mnie z kumplem zdarzyło się kiedyś zagrać kilka kawałków dla paru osób) w S-ki nastawione są na hip-hopy. Z tego co udało mi się dosłyszeć, to na tych koncertach jak do tej pory było... różnie. Różnie z różnych względów. W końcu dostałem okazję przekonania się na własnej skórze. A okazję nie byle jaką.

Zacznę może od głównego punktu programu. Pisałem nie tak dawno w podsumowaniu roku a propos Dioxa, że na "Logice Gry" (dobra płyta, z wyjątkiem tekstów) są fajne kawałki na koncerty - no bo ten boom-bap Returnersów, you know, poza tym też wyszło tak, że aż dwa razy widziałem ten materiał pod sceną. Odłóżmy na bok fakt, że mnie, by zadowolić występem na żywo, praktycznie wiele nie trzeba. Pozwólcie jednak, że na ocenę występu tej lepszej rapującej części HIFI Bandy posłużę się właśnie porównaniem do tej nieco słabszej. To jest niebo a ziemia. Przy Hadesie Patryk wypada mizernie. Dlaczego? Porównując obu panów okazuje się, że Diox nie ma wcale jakiegoś super pomysłu, co z tą "Logiką Gry" zrobić i uzupełnia repertuar zwrotkami z HIFI, czy też... refrenami największych evergreenów w historii gatunku w kraju... "Mam tak samo jak ty", "Sensacja" - no spoko, ale ile można? A Hades ma pomysł. Wchodzi na scenę wraz z Rakiem z ekipy Dwa Zera, bo DJ Kebs już tu jest (yo!), i na przywitanie mówi do publiki: "Zostaw To", jeśli to nie dla ciebie. Dalej leci jak do tej pory życiowy numer rapera, czyli "Strach czy Respekt" z Mixtape'u Prosto oraz "Dla Siebie", czyli solowy numer Raka z "Płyty z Czarnych Płyt". No dobra, przywitaliśmy się, to czas na danie główne. Had zagrał praktycznie CAŁE "Nowe Dobro To Zło" (bez dwóch-trzech numerów) i obowiązkowo trochę z "RH-", a to wszystko z podziałem na dwie części - w pewnym momencie bowiem na scenę wkroczył live band. No, może za dużo powiedziane, bo to tylko basista i perkusista, ale czy potrzeba więcej? Warto też wspomnieć o krótkiej improwizacji DJa Kebsa i Galusa (pochodzi z Olecka, w jakimś stopniu chyba związany z Suwałkami, dlatego też pewnie o wiele łatwiej było ten koncert zorganizować) na MPC, która stanowiła płynne przejście do tej drugiej części z udziałem instrumentów. I to jest prawdziwy hip-hop, moi państwo. Nieprawdopodobny ogień przy numerze tytułowym, unoszone obie dłonie przy "Dwóch Dłoniach", czy skandowany sampel z refrenu "Słów" to tylko niektóre przykłady na to, jak gorąca atmosfera panowała w klubie, przy ponad 30 stopniach mrozu na zewnątrz (co też udzielało się wewnątrz). Potrzeba była rozgrzania się i ekipa NDTZ wykonała swoją robotę w stu procentach. Sam Hades, jak i jego materiał jest może wymagający dla słuchacza (prawie półtorej godziny robi swoje), ale i dzięki temu potrafi też dać wiele.

Tak więc występ na plus. Co z całą resztą? No cóż, frekwencja była, krótko mówiąc, kiepska. Jednak dałbym spokój już z liczeniem średniej wiekowej (mimo że czekając na zespół pod sceną czułem się... dziwnie) - po prostu, kiedy dopiero zaczyna się budowanie kultury w mieście, to od czegoś zacząć trzeba. Rzeczywiście strach pomyśleć, co by było, gdyby ograniczenie wiekowe było nie od 16 lat, a od 18, ale od mniejszych miast naprawdę nie ma co dużo oczekiwać. Rap to muzyka dla młodych i basta. Ludzie zbierali się baaardzo powoli i z tego też względu występ musiał ulec opóźnieniu (po północy dopiero Kebs zajął się dekami). Choć i tak uważam, że aż cztery lokalne supporty to ciut za dużo. Wystarczyłby jeden dobry - Perzy (polecam zapamiętać, możliwe, że za jakiś czas będzie o nim głośniej). Bez hejtu, ale jak już grać, to z prawdziwym materiałem, a nie trzy numery do kradzionych bitów, w tym do "Nas is like"... Dalej - bar bez żadnych drinków, tylko browar i wóda (ja nie rozumiem, jak można pić zimny browar w taki ziąb???), a szatnia total samowolka, bez numerków i światła (używasz podświetlenia w komórce, by znaleźć swoją kurtkę). Krótko mówiąc, raczkuje to jeszcze u nas, chociaż w porównaniu do poprzednich eventów podobno i tak nie było najgorzej. Tak jak wspomniałem - artysta dość wymagający muzycznie, dlatego nie należało oczekiwać cudów frekwencyjnych (w najbliższy weekend za to gra... HIFI Banda, to może będzie lepiej) i tym większe propsy należą się organizatorom-zajawkowiczom, którzy próbują coś tu rozkręcać i nawet jeśli istnieje ryzyko strat finansowych, to próbują, próbują. W marcu Eldo, w maju Tetris. Nie narzekajmy.