piątek, 27 kwietnia 2012

Cruz/Zaspał - Sztuka Naiwna


Przyznam wam szczerze - jeśli chodzi o polski rap, nie mam ostatnio czego słuchać. Moja decyzja o zaprzestaniu recenzowania na potęgę polskich płyt stała się niejako samospełniającą się przepowiednią. Nie wiem, czy to jest kwestią tego, że słucham więcej rapu ze Stanów i tak jak niektórzy blogerzy zaczynam "wyrastać" z polskiego hh, czy to ten 2012 jest taki słaby (bo jest)... W każdym razie, ja nadrabiam braki z USA, jednocześnie niejako w zastępstwie za mnie namnożyło się trochę nowych blogów, na których notki pojawiają się regularnie i które dotyczą polskich nowości właśnie - czyli tego, na co ja miałem jeszcze dosłownie PRZED CHWILĄ sporą zajawkę. Ciekawe, prawda?

Nie zamierzam również, tak jak BRING YA SKILLZ TO THA BATTLE (ależ nick żeś se wybrał ziomek) desperacko grzebać w podziemiach podziemia, by ten stan rzeczy zmienić. Jednak parę dni temu zdarzyło mi się zderzyć z jedną takową podziemną produkcją. Otóż na dysk twardy wpadła mi płyta duetu Cruz/Zaspał o ciekawym tytule "Sztuka Naiwna". Przyznaję szczerze - nie znam ludzi. Nigdy o nich nie słyszałem. Wśród gości jednak zacne postaci - Bisz i LaikIke1, bożyszcza znakomitej większości forumowiczów ślizgu. Sprawdźmy więc, cóż to takiego...

Intro zachęca do słuchania. Zwiastuje ciekawe pomysły, błyskotliwość, czyli wszystko to, na co czekam już długi czas i chyba w końcu to dostanę (DAWAĆ MI TEGO HUKOSA W KOŃCU!)... a leniwe, sztywnie i siłowo trzymające się bitu flow daje nadzieję, że na kolejnych trackach będzie zupełnie inaczej. Jednak niestety nic się w tej materii nie zmienia. Cruz nawija jakby przez nos, taka maniera w stylu Małolata może razić, zaś co do tych ciekawych pomysłów... Ech, tu również jest poniżej oczekiwań. Przez większą część płyty słuchacz zastanawia się, o czym właściwie ten gość nawija i o co mu w rzeczy samej chodzi. A może to o to właśnie chodzi z tą "Sztuką Naiwną"? Raper ociera się o ambitne materie, czasami będąc naprawdę blisko (ciekawe koncepty w "1984" i "Afizyczności"), jednak kiedy trafiają się kwiatki w stylu "na studiach padnę trupem porażony głodem" (wtf), to można się lekko podrapać po głowie. Słuchacz także nie wie zupełnie o co chodzi, gdy słyszy sentencje typu "nie ma Boga, od kiedy przestał być" (wtf x2) "spotka mnie zawał, jeśli przetrwam życie" (wtf x3), czy "z przyjaźnią jest odwrotnie niż z pizdą, liczy się jakość nie ilość (:O wtf x4), bądź też zupełnie nietrafione próby bycia błyskotliwym: "nie mówię że żałuję, jakbym pieprzył Flintę" (wtf x5) - jeśli coś źle odebrałem, to proszę, Cruz, naprostuj mnie. Po takich wpadkach fajne w założeniu, wzajemne docinki gospodarza z Laikiem (który tu brzmi z kolei jak... Roszja) w ostatnim numerze wypadają nieprzekonująco. A przecież choćby w takim "A" raper udowadnia, że potrafi dać i dobre wersy (te o wywiadach z Farfałem - !). Szkoda tylko, że tak rzadko, a do porządku przywołuje go Bisz, który swoją zwrotką... czekaj, jak to się mówi... aha, już wiem - ZJADŁ cały album.

Płytkę niejako ratuje fajna muzyczka Zaspała (też niezła ksywa, nie powiem). Klimatycznie przypomina nieco Nocne Nagrania, że możesz puścić sobie w spokojny wieczór, odprężyć się przy miłych, chillujących elektronikach. Tak, bity jak najbardziej na plus. Także, drogi Cruzie/Cruzu, staraj się, bo ja naprawdę nie mam czego słuchać z tego polskiego rapu. Na razie trzy z plusem mogę dać, zaś w kategoriach podziemia można to spokojnie podciągnąć do czwórki.

Ocena: 3+/6

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Jopel & Komar - To o Tobie


Rewolucja nadchodzi ze wschodu. Na ewentualnego Napoleona, który ją poprowadzi musimy na razie poczekać, zaś duet Jopel/Komar może nie dokonuje od razu rozlewu krwi, ale kąsa jak na solidny debiut przystało.

Wprawdzie z tym kąsaniem to nie chodzi wcale o jakieś zajadłe, krwiożercze wersy i też próżno szukać w tekstach białostoczan chamskiej przewózki, czy jakiegokolwiek śladu bragga. Jopel z Komarem są raczej z tych, którzy opowiadają o tym, co ich gryzie. Szczerość i dojrzałość to mocne atuty na starcie (rapują: "mieliśmy wyjść na ludzi, a już nimi jesteśmy"), choć na pewno brakuje im jeszcze pewnej wyrazistości, tego krzyku mówiącego: „hej, słuchajcie nas, mamy naprawdę mądre teksty!”. I mają je, tak jak mają potencjał, póki co jednak zdarzają się jeszcze drobne techniczne potknięcia (choć dla zwykłego, nieanalizującego i nieliczącego podwójnych rymów słuchacza są one niedostrzegalne, co troszkę ratuje chłopaków), a flow wymaga jeszcze kosmetycznych szlifów. Kosmetycznych, bo style chłopaków są naprawdę blisko finalnego ukształtowania, a ich głosy - ten czysty, łatwo przyswajalny Jopela z chrypą Komara - fajnie się uzupełniają. W końcu nie każdy wielki debiutował ‘Illmatikiem’, dajmy im czas na rozwinięcie skrzydeł. Przy czym warto zaznaczyć jedno - jako debiutanci, i to w takiej wytwórni jak Step Records mogli oni spokojnie upchać tracklistę całą plejadą gości i nachalnie zaprosić słuchaczy do kupna płyty umieszczając wielkimi literami ich ksywki na okładkę (co w praktyce swojej funkcji raczej nie spełnia), a tego nie zrobili. Pociągnęli ją sami. Ze Stepu mamy jedynie Cirę, Chadę i Onara, zaś spoza - będącego absolutnie w optymalnej formie Jinxa.

Większość numerów na „To o Tobie” może łatwo wpaść w ucho, a przy dobrym nagłośnieniu koncertowym zyskują one jeszcze więcej, jako całość jednak niestety zlewają się. Nic na to nie poradzę, że natychmiastowo reaguję jak alergik na pierwszy dzień wiosny, kiedy po raz kolejny mam do czynienia z tym najzwyklejszym na świecie klawiszem jako motywem przewodnim, do tego obowiązkowo z przejmującym smyczkiem w tle. Rozumiem, że można takie bity lubić (Chada czy Brahu na ostatnich albumach umiłowali sobie takie dźwięki), jednak tutaj autorzy nieco przesadzili ze spójnością materiału. Fakt faktem - nie można lepiej zacząć płyty, tak jak zrobili to Kejo (w 2009 bardzo dobrze wyprodukowana podziemna „Kwintesencja” z Jopelem) i Donde, jednak na jej zamknięcie już im tego błysku brakło. Mamy potem jeszcze parę rewelacji w postaci „Zmian” i singlowego „Dokąd Zmierzasz?” B-Bitza, czy też niejakiego Szaszłyka w solowym numerze Komara (najlepszy podkład na płycie), niemniej ze swojej strony polecam raperom leciutkie zróżnicowanie patentów na bity przy dokonywaniu selekcji na następny projekt.

Po tym wszystkim mogłoby nasunąć się pytanie - czy aby nie za szybko ten legal? Otóż moim zdaniem… zdecydowanie nie. Bardzo dobrze, że nastąpiło to właśnie teraz i bardzo dobrze, że pod opieką Step Records. Ja czekam na kolejny, a na razie czwóreczka z małym minusem.

Ocena: 4-/6