niedziela, 29 lipca 2012

piątek, 20 lipca 2012

Chwila refleksji



Dołączyłem do redakcji Popkillera. Fajnie, cieszę się. W końcu czyta mnie więcej osób. I komentuje. Tak, jestem widocznie trochę chciwy i sprzedajny, pragnąc większej poczytności i większej liczby komentarzy. Nie tylko tych pozytywnych.

Pod moją drugą recką jest burza. Po pierwszej też była, spodziewałem się jej. Wszystko zmieniłoby 4+ zamiast 5-. Nie, że się tu żalę czy coś, broń Boże. Byłem tego całkowicie świadom, a mimo tego dałem tę piątkę, bo widocznie uznałem, że na nią BRX zasłużył. A nie chciałem dawać oceny wbrew sobie.

Dziwnie się czułem po tej drugiej. Recka jako recka przyjęła się dobrze, fajne opinie i tak dalej, ale była iskrą do kolejnej dyskusji o rzetelności dziennikarzy Popka. Mam kilka swoich osobistych przemyśleń, które wrzucam tutaj. Na bloga, kameralnie.

Zastanawiam się, czy naprawdę nikt nie wpadł na to, że to właśnie TA recenzja bardziej niż każda inna może być przejawem lizodupstwa. Wobec czytelników. Populizm, chęć zamknięcia mordy, a może spełnienie oczekiwań i zagranie pod publiczkę w stylu "chcecie krytycznej? to ją macie".

A ja najwyraźniej pasuję do tego portalu. Choć potrafię zjechać jakąś płytę, albo wytknąć słabe strony, nawet jeśli ogólnie mi się bardzo podoba, to uświadomiłem sobie, że zdecydowanie lepiej jest promować dobre rzeczy. Najzwyczajniej w świecie szkoda czasu na słabą muzykę, skoro wokół jest tyle dobrej, którą warto promować. Ironizując, można powiedzieć, że dla mnie na to jest za późno, skoro postanowiłem zostać recenzentem polskich rapowych płyt. Czy Popkiller włazi w dupę? No proszę, wyobrażam sobie co musi czuć Daniel Wardziński, kiedy wciąż dostaje zjeby za to, że włazi w dupę. Każdy myślący (podkreślam, myślący) człowiek po przeczytaniu kilku jego recenzji zobaczy, że jest to zarzut cokolwiek absurdalny.

No właśnie, można się nawet nad tym zastanowić, czy atakujący portal mają jakieś słuszne argumenty. Większość z nich jest bezsprzecznie, ale to KURWA bez dyskusji, niesłuszna. Coś takiego, jak 'obiektywna recenzja' NIE IST NIE JE! Tak jak czarne mleko, czarny śnieg, gorący lód. To jest oksymoron. Jak to słusznie North zauważył, my nie siedzimy w kółku i nie debatujemy "tej płycie daj tyle, a tej tyle". To nie jest ocena portalu (choć poniekąd tak to wygląda, piszący reprezentuje portal, więc ocenę wystawia portal), ale jednej osoby, która ma konstytucyjne prawo, a nawet OBOWIĄZEK dać taką ocenę, jaką sobie wymyśliła.

Idąc dalej tym tokiem myślenia - ocenę ograniczają nam patronaty. Mamy patronat nad płytą, to nie możemy jej zjechać. Komentarze "a, bo mają patronat, to lizanie po kutasie musi być" są na porządku dziennym. Ej, tak poważnie pytając: znajdziesz mi jakąś polską rapową płytę, która NIE MA PATRONATU POPKILLERA? Tylko nie wyjeżdżaj mi proszę z jakimiś podziemnymi gwiazdeczkami. To JEST największy portal traktujący o tej muzyce w Polsce, czy tego chcesz, czy nie. W końcu to dzięki właśnie tym patronatom możesz, przykładowo, dowiedzieć się o jakimś fajnym składzie/raperze, którego może do tej pory nie kojarzyłeś, ale raz przesłuchasz singiel, pomyśllisz "o kurcze, serio fajne" i sięgniesz potem głębiej w jego twórczość. Jak już gdzieś pisałem - portal ma być pośrednikiem między słuchaczami a wykonawcami, a niekoniecznie jakąś wredną lożą szyderców, co to każdemu będzie wystawiała malkontencką ocenę, bo w końcu to jest "chujowe, nie słuchałem." I jest tym pośrednikiem, i to najlepszym. Powiesz, że zachwalam swoje, no ale weź mi proszę znajdź alternatywę. NIE MA. Choćby dlatego, że na tych innych portalach owe lizodupstwo FAKTYCZNIE występuje (w dodatku wraz z kiepską jakością tych recenzji), ale wszystkie te bomby jakimś dziwnym trafem wiatr zwiewa na nas. A, patronatu za nieprzychylną recenzję nikt nigdy nie cofnie, bzdura kompletna - zatem dopisujemy kolejny punkt minusowy dla atakujących Popka.

To jednak jest smutne, że wolimy komuś dopierdolić, niż dostrzec coś wartościowego. Z perspektywy krótkiego czasu uważam, że recenzja akurat Chady na tym portalu jest... niepotrzebna. Po co to komu? Fani nie przestaną nagle słuchać rapu Tomka, a i innym ludziom jakoś życia to ani nie polepszy, ani nie pogorszy. Okazało się inaczej - że jednak ta recenzja na coś się przydała. Nie umiem sprecyzować na co, ale jakoś... no nie było to chyba moim celem.

Wcale jej nie napisałem po to, żeby wybielić portal, czy coś w ten deseń. Dziwię się po prostu, że takich zarzutów jednak ta recenzja nie dostała (a powód do przyjebania się w końcu znajdzie się zawsze, na Popku szczególnie), choć dla mnie to była oczywista oczywistość. No ale może tylko dla mnie. Miałem na nią pomysł, to i napisałem. Nie robię tu jednak nic na siłę, czy z jakiegoś zewnętrznego przymusu.

No i wracając do tych argumentów hejterów... Co by nie mówić, zamulamy z recenzjami i to jest fakt. Chcą, by recenzje płyt wychodziły na bieżąco? Też bym tego chciał. Też tego chcę. Tu mają rację, ale w tym właśnie może tkwić rozwiązanie problemu. Będą dotykane na bieżąco wszystkie płyty, to i przecież wszystkie propsów zbierać nie będą. Czasem trafi się coś do skrytykowania. Ci co śledzą bloga wiedzą, że jak coś mi się podoba, to mogę psychofańsko zawyżać ocenę, promować i pchać się z tym, ale jeśli coś mi nie podchodzi, to wyłożę Ci to jasno, bez chodzenia na okrętkę.

Tak na zakończenie już moich wywodów: nie chcę powtórki z rozrywki. Nie chcę kolejnej fali popularności hip-hopu, nie chcę kolejnego hip-hopolo, nie chcę potem gwałtownego spadku tej popularności i nie chcę, żeby Popkiller skończył jak portal z kreską. A niejednokrotnie poziom wypowiedzi w komentarzach daje podstawy do takich obaw. Cieszmy się, że jest dobrze, słuchajmy dobrej muzyki, zamiast psuć sobie nawzajem powietrze z powodu... cyferek. Szkoda czasu, naprawdę.

środa, 18 lipca 2012

poniedziałek, 16 lipca 2012

niedziela, 1 lipca 2012

NNFOF - No Name Full of Fame


Wysypało producentkami w tym roku. Jak wiadomo, albo i nie wiadomo, a jak nie wiadomo to już wiadomo - preferuję słuchanie autorskich płyt raperów/zespołów, zaś wszelkie składanki, mixtape'y czy albumy producenckie kojarzą mi się z taką chaotyczną zbieraniną, z której z zasady wybierzesz tylko to, czego jesteś psychofanem, zaś resztę wyrzucasz do kosza niczym skacowany Kruku kolejną puszkę carlsberga export z biedry... Ja psychofanem Enenfofów nie jestem i o wiele bardziej czekam na przykład na producentkę Kixnare'a, ale skoro jakoś dałem radę na ciężką banię wrzucić ciężkie słuchawki, z których toczą się te ciężkie bębny zielonogórskiego duetu właśnie, a w dodatku cały czas te słuchawki włączę, nikt mi ich nie odetnie, to najwyraźniej Siwski z Tykshtą stanowią wyjątek od tej mojej malkontenckiej zasady. Jeden z wielu tegorocznych wyjątków, na to wygląda.

Płyta nie ma żadnego konceptu, żadnych słowiańskich akcentów, czy innych haseł przewodnich wyjętych z kodeksu postępowania karnego (wybaczcie, spaczenie prawnika). Tak, jest zwyczajną składanką, mieszanką młodych kocurów z doświadczonymi fejmami. Są lepsze i gorsze momenty, tych drugich na szczęście jest mniej, więc jako całość składanka ta daje radę zmieścić się w granicach oceny DOBREJ. A powiem szczerze, że niekoniecznie na to się zanosiło. Jak gdzieś tam obserwowałem pierwsze prace duetu, tak nie do końca podchodził mi ich styl. Samplowanie bez ładu i składu, ciężko było znaleźć w tym jakiś zamysł, no i za każdym razem ta mocna perka, która miała bujać tylko w założeniu. Z czasem to się zmieniło, duet dawał coraz lepsze rzeczy, w swoim własnym, wyjątkowym stylu, którym przecież szczyci się od samego początku szerszej działalności. A to się ceni.

Porzućmy ogólniki na rzecz konkretów. Tak jak się mówi, że "jestem raperem, więc obowiązki mam rapera", tak ja jestem rap blogerem, więc obowiązki mam rap blogera. Po swojemu skoncentruję się więc na tym, jak wypadli zaproszeni na album raperzy, zaś muzyka niech stanowi w tej ocenie jedynie pole do popisu (ograniczone mniej, bardziej lub wcale), które to raperzy dostali za zadanie wypełnić jak najlepiej. Niech bity będą... pytaniami na egzaminie, na które ze swoją wiedzą studenciaki mogły trafić lub nie trafić. Jak pytanie łatwe, to i ciężko nie zdać, ale jak pytanie zupełnie od czapy i już w momencie jego usłyszenia czujesz, że jesteś w ciemnej, pozostaje jedynie improwizować. Rap sesję czas zacząć, joł, mówcie mi Sweter.



nołnejmy czyli "ten świat mnie zapamięta"


STILLO - każdy pierwszoroczniak chciałby mieć takie pytania jak Stillo. Chyba jednak nie obyło się bez ściąg, bo gościu rzuca jak z rękawa nazwiskami/ksywkami osób z różnych dziedzin kultury i sztuki - muzyki, kina, literatury, czy masowej popkultury. Takie lanie wody, byle zapełnić kartkę, czego potem sprawdzającym oczywiście się czytać nie chce. Rzut okiem, że coś tam umie i fajnie, zalka jest. Dodając jeszcze refren na najlepszym tracku na płycie wynik można nawet podwyższyć. - OCENA: 3,5

EMRAT - krótko, solidny raper pojechał dobrze na bardzo dobrym podkładzie. - OCENA: 4

ŻYT TOSTER - Żytunio dostał szansę występu w dwóch najlepszych numerach z płyty (A TO CHYBA O CZYMŚ ŚWIADCZY). Uważam, że mógł ją wykorzystać zdecydowanie lepiej. Stylówką wybija się na pewno najmocniej spośród wszystkich obecnych na tej sali nołnejmów, spodziewałem się jednak więcej pod względem lirycznym. Będzie lepiej, dużo lepiej na "Pięć Miejsc po Przecinku", wierzę. - OCENA: 3,5

KOJOT - tak jak Stillo dostał cały numer dla siebie i szerokie pole do popisu. Tekstowo super, technika również (cały numer pojechany na podwójnych). Po wyłączeniu tracka niestety zapomniałem... kto przed chwilą rapował. Jak wykładowca nie pamięta studenta, znaczy że ten na wykłady nie chodził, więc to nie za dobrze wróży przed wystawianiem ocen. Coś mi świta, że gdzieś przypominał Małpę. A Kojot Małpy przypominać chyba nie powinien. - OCENA: 3,5

OXON - nooo, tego już profesor uniwersytetu kojarzy (Nocne Nagrania - Linia 00:14, polecam). Dobry numer, świetny tekst, na kozaku też przyspieszenia. Jeszcze tylko więcej własnego stylu poproszę. - OCENA: 3,5

ERKING - "Zapomnij o ulicach" słuchałem dobre kilkadziesiąt razy, a uwaga moja skupia się jedynie na zwrotki Hucza i Żyta, no i na refren. Na resztę się wyłączam. Masz tę tróję. - OCENA: 3

EMAS - j.w. - OCENA: 3


FULOFFEJMY


ZEUS - pan Olimpu na swoim poziomie, bez rozczarowania. Gitara w bicie to kosior, choć mi się już znudziła. - OCENA: 4

JEŻOZWIERZ - no, w końcu przychodzi czas na to, by kogoś uwalić. Tradycyjnie zawsze się ktoś taki znajdzie, choć raczej rzadko się zdarza, że nie zdaje akurat ten, którego byś o to w żadnym wypadku nie posądził. Jeżu dostał nudny, leniwy, fatalny bit, który rozkazał mu zmodyfikować (a ściślej, zamulić) swój charyzmatyczny rap, by cały utwór skutecznie uczynić utworem złym. A przecież nie zawsze słabszy bit musi oznaczać klęskę, o czym za chwilę. Poprawka na "Keep It Live" obok Kool G Rapa, powiedzmy że udana. - OCENA: (2) 3

VNM - no zgadnijcie, o czym tu Tomek mógł nawinąć? Poszedł na łatwiznę, a i tak wyszła mu jedna z najlepszych zwrotek na projekcie. OCENA: 4

PEERZET - to właśnie Przemysław (skurwysynu) jest tym, który uratował sobie ocenę, gdyż bit dostał zwyczajnie nieciekawy. Tylko ten przekładający formę nad treść megaloman mógł być do tego zdolny. Wyżej mu jednak nie dam, bo do "Musisz przyznać", mimo wielu bezczelnych, zmyślnie poskładanych linijek, wracać nie ma ochoty. - OCENA: 3,5

DUŻE PE - kolejne rozczarowanie. Te pocięte w zupełnie niezrozumiały sposób pseudoklawisze chyba miały stworzyć smutny bit, a stworzyły bit asłuchalny, bit najgorszy. Pe również niczym mnie nie porwał, a przecież nadal pałam do niego pewną sympatią. Troche refleksji, melancholii i parę niepasujących zupełnie do kontekstu wulgaryzmów - czyli wciąż to samo. Widać wyraźnie, że na dziś Marcin w odsłonie rapera jest jak jazz Ostrego - tylko w wolnych chwilach. - OCENA: 2

LILU - z Lilki raczej jest wokalistka, a raperka co najwyżej niedzielna, ale... Coo z tego? To ona upiękniła "Wszystko albo nic". <3 - OCENA: 5

HURRAGUN - nie kumam zajawki na ten skład, tak jak nie kumam zajawki na ten nudny numer. - OCENA: 2

PIH - wybierz sobie kilka ostatnich zwrotek gościnnych Piha, wymieszaj je i losowo powkładaj je w tamte płyty z powrotem. Mogę się założyć, że nie zauważysz różnicy. - OCENA: 3

HST - Kapelmajster został dopuszczony do zerówki i miał szansę poprawić na wyżej w pierwszym terminie. Jest w porząsiu Hastu. Mam tylko nadzieję, że te ploty o Twoich wyczerpujących zeznaniach na komendzie to tylko i wyłącznie ploty. - OCENA: 4

RYCHU PEJA - pojechał najlepiej ze wszystkich na "Keep It Live". Choć i tak mam wrażenie, że CNO2 udane nie będzie. - OCENA: 4

MIUOSH - KA JAK KURWICA, A JAK ALKOHOLIZM! Sztos prosto ze Śląska. - OCENA: 4

HUCZUHUCZ - "Zapomnij o ulicach" to bit i Hucz. I to zrobiło ten kawałek, to wystarczyło, by był to najlepszy numer na płycie, mimo że jest na nim jeszcze czwórka gości (eee, serio?). - OCENA: 4,5



Podsumowując, jest to dobry producencki album, z kilkoma potknięciami na polu rapowym i muzycznym. Mogło być lepiej, mogło być gorzej, ale nie uważam, by ocena końcowa była krzywdząca. Krótko mówiąc, sesja zdana bez poprawki.

OCENA: 4-/6