poniedziałek, 2 grudnia 2013

piątek, 1 listopada 2013

środa, 25 września 2013

Stop arabizacji rapu


Jesteśmy ciemnogrodem. Przepełnionym hipokryzją - należy dodać - ciemnogrodem. Wiza Khalifę, Currensy'ego, Devina, ASAP Rocky'ego wielbimy, a w kraju nie chcemy Araba, bo nie podoba się nam, że on to tylko o jaraniu. Zaraz zaraz - TYLKO o jaraniu? Słyszałem dwa jego kawałki - "30", który rzeczywiście jest o jaraniu i ten słynny one shot, za który nasz poczciwy, wiecznie upalony ziomuś wyłapał tyle hejtów. Czy w chwili obecnej rzeczywiście ktokolwiek miałby potrzebę słuchania czegoś więcej? Czy nie lepiej cierpliwie poczekać na coś konkretniejszego? W końcu nie każdy zaczynał od "Bybzi Bybzi" czy "Zimy EP".

Wiadomo, Arab to na razie zjawisko, a nie raper z prawdziwego zdarzenia i żeby było jasne, cały czas się tego trzymam. Dopóki nie poprawi znacząco warsztatu, na półki empików nie ma co się pchać na siłę. No ale właśnie, nie tylko w tym warsztacie tkwi szkopuł, że zapowiadane "The Rolling Joints" jednak się nie ukaże. Sam zainteresowany oczywiście szerzej nie skomentował przyczyn rozstania z Dill Gangiem, jednak w internecie narosło już wyjątkowo dużo opinii, by można było wysnuć samodzielne wnioski.

Konflikt interesów. Chłopaki z Dill Gangu niewątpliwie mieli powody ku temu, by uwierzyć w Araba jako kurę znoszącą złote jaja. I niekoniecznie musiało być w tym coś złego, jako że w biznesie (bo o tym w tej chwili mówimy) wszystkie chwyty są dozwolone. Czy lepiej jest kuć żelazo póki gorące, czy może nieco poczekać i w przyszłości wybrać odpowiedniejszy moment - to można sobie z boku oceniać. Poza tym nie można wykluczać tego, że Bilon i spółka uwierzyli w tego chłopaka już teraz, uwierzyli, że jest on w stanie nagrać płytę na jakimś poziomie. Niestety, nie można wykluczyć też tego, że mogli go potraktować jak zwykłe narzędzie. Produkt, który się sprzeda. Opcja typu "będzie fajna płyta o jaraniu, gimbusy to łykną" nie przewiduje tego, że na chwilę obecną lekkomyślny Arab nie zauważy, że mogą oni tym zrobić mu wielką krzywdę. Taką, że mógłby już nigdy potem nie być postrzeganym jako raper, a zostać strawionym i wydalonym przez środowisko i przeminąć jako ciekawostka jednego sezonu.

Ale wycofał się. Owy czarny scenariusz nie będzie miał miejsca. I bardzo prawdopodobne, że Arab zorientował się w tej sytuacji tylko dlatego, że... sam się pogubił. Pogubił się i na szczęście to zauważył. Akcja z usuwaniem klipu, straszenie sądem, rzekomy przypał u starych za zielsko, plus do tego wszystkiego słowa Cywila, jakoby Gabryś bez żadnego problemu przyjmował ogromne pokłady finansowe od wytwórni - nie stawia to strony pokrzywdzonej jako kompletnie pozbawionej winy, jednak na tym etapie można to spokojnie potraktować jako błędy młodości. Zwłaszcza, że w obecnym momencie zrobił dokładnie to, co trzeba było - usunął się w cień i pozostał raperem, powiedzmy, podziemnym.

Na tym wszystkim najbardziej ucierpiała wspomniana w pierwszym akapicie kwestia... nawijania o jaraniu. Bo prawdę mówiąc, mnie brakuje na scenie tego typu klimatów. Kiedyś Beat Squad, ostatnio zahacza o podobną stylistykę Kuba Knap... i ciężko sobie przypomnieć coś więcej. Miejmy zatem nadzieję, że Arab, mimo swojej niedawnej "deklaracji dojrzałości" (którą oczywiście należy pochwalić) nie zatraci swojego największego atutu i nie będzie próbował przekładać Hamleta na rapowe szesnastki, tylko... będzie robił to po swojemu, po prostu. W końcu gimbusy i tak zawsze znajdą sobie jakiegoś innego idola, który będzie ich namawiał do złych rzeczy. I niech sobie ludzie mówią co chcą - ja jestem fanem każdego, kto wprowadza na tę polską szarzyznę nieco kolorytu. Gabriel może być właśnie kimś takim.

niedziela, 15 września 2013

Walety Aptaunu

 

Pyskaty z ekipą robią dużo dobrego dla polskiego rapu. Tak jak w Legii Warszawa zorientowano się, że polska piłka nożna nigdy nie odbije się od dna bez odważnego stawiania na młodzież, tak ludzie z wytwórni Aptaun widzą, że ciężko wyeliminować wahania formy zwane "boomami na rap" i ustabilizować ją na stałym, dobrym poziomie bez wyławiania z czeluści undergroundu prawdziwych perełek, albo chociaż wymagających drobnych szlifów diamentów. Mam jednak nieodparte wrażenie, że zarówno klub z Łazienkowskiej, jak i warszawski label, na dalszym etapie rozwoju kariery swoich wybranków... nie ma za bardzo pomysłu, co z nimi dalej zrobić.

Nie sposób nie pochwalić zamysłu akcji Aptaun Support: rzucamy skautów wyszukujących talenty po całej Polsce, sami robimy też nabór na testy, aby ci niezauważeni też mogli się pokazać, organizujemy sparing w postaci posse-tracka i wystawiamy na boisko wszystkich ASów, a niektórym dajemy też szanse w 'lidze kompaktowej', tłocząc kilkaset/tysiąc sztuk i wystawiając na sprzedaż w internetowym sklepie. Właśnie - WYSTAWIAJĄC NA SPRZEDAŻ. Aptaun Support nie ma długiego stażu, bo na koncie dopiero dwie edycje, ale mimo to już można mieć wrażenie, że z biznesowego punktu widzenia interes wytwórni przy tej akcji jest taki, jak procent zysku z nakładu tychże płyt. Czyli niewielki.

Weźmy na tapet pierwszą edycję. Z siedmiu wybrańców fizyki wydano jak do tej pory dwóm z nich. "Pięć Miejsc Po Przecinku" Żyta Tostera wyprzedało się szybko, "Klub Wyklętych Futurystów" Beeresa do tej pory zalega w magazynie. Z informacji nieoficjalnych można wnioskować, że "High Definition 2", czyli nadchodzący album Diseta również będzie do nabycia na aptaun.pl. Co z pozostałymi? KęKę jest prawdziwą bombą i to nie ulega wątpliwości, a jego album ukaże się już w listopadzie nakładem... Prosto Label. 2sty jest osobą wszechstronną, ale pod względem rapowania bardziej wrzucilibyśmy go do jednego worka z newschoolowymi Beeresem i Gedzem, aniżeli klasycznymi Żytem i Mielzkim, a jednak "Puzzle" są, jak to uwielbiają nazywać raperzy, spłaceniem długów wobec starej szkoły i... wcale nie wychodzą pod skrzydłem Aptaun Support, a jako pełnoprawny legal, z praktycznie zerową promocją od Urban Rec. Karwan swoją "Fabrykę Hitów Snów" wydał samodzielnie i najwyraźniej ludzie z labelu zdążyli o nim dawno zapomnieć, zaś o Emasie nic za bardzo powiedzieć nie można, jako że sam nie daje ku temu podstaw, choć przecież już od początku, nie umniejszając mu, przy kolegach wypadał blado.

Druga edycja jest jeszcze w miarę świeża, więc zbyt daleko idących wniosków wyciągać nie wolno, ale na dzień dzisiejszy kompakty wypuszcza, podobnie jak przy pierwszej edycji, dwójka wybrańców. Planet ANM jest świeżo "po" i może być zadowolony zarówno z wyprzedanego nakładu, jak i poziomu swojej płyty z EljotSounds, zaś Oxon jest dosłownie "przed" i lada moment rusza z płytą. Enson chce popłynąć na tegorocznej fali duetów i kombinuje płytę z Golinem, ale raczej wątpliwe, że uzyska ona wsparcie od Aptaun. Prędzej solówka Ensa, ale póki co chyba ciężko powiedzieć, który z tych projektów wyjdzie jako pierwszy. Ciężko mi również powiedzieć, czy kiedykolwiek w karierze ukaże się coś w formie fizycznej od jednego z naszych rapowych "królów refrenów" - Dannego, zaś takiemu Wergawerowi solidności odmówić nie można, ale konkretnych planów wydawniczych także brak (zwłaszcza że druga połowa Projektu Ganges - Paweł Wu, pracuje aktualnie nad solówką).

Do meritum. Wytwórnia Aptaun w pewnym stopniu zapędziła się w kozi róg, bowiem akcja Aptaun Support wydaje się być niczym innym jak zaoferowaniem starannie wyselekcjonowanych przez siebie zawodników... innym wytwórniom, z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, żeby Pysk i spółka mieli dokonywać ponownego wyboru i spośród tych, których wybrali do ASów, mieliby tym razem wybierać właściwych członków swego katalogu wydawniczego, co na tym etapie mogłoby być niesprawiedliwością wobec tych ewentualnie pominiętych (wyobraźmy sobie sytuację, w której legala dostaje Beeres, a Żyt Toster wciąż musi wysyłać jakieś konkursowe zwrotki). Sam szef labelu, kiedy z nim rozmawiałem, nie potrafił mi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, "co z nimi dalej będzie" i ograniczył się do stwierdzenia: "wszystko zależy od nich".

No chyba że poprzestaniemy nad opcją "pracy społecznej" i że rzeczywiście zależy nam tylko i wyłącznie na promowaniu talentów. Może i Artur Jędrzejczyk zrobi karierę w Krasnodarze, a Rafał Wolski w Fiorentinie. Może. Tyle że w obronie Legii gra teraz dramatycznie słaby Dossa Junior, w ofensywie drętwy Dwaliszwili (i co z tego, że ustrzelił hattricka ostatniej drużynie ligi), a warszawska drużyna miała awansować do Ligi Mistrzów. Klątwa trwa nadal. Jeśli wiecie co mam na myśli.

piątek, 6 września 2013

Bardzo jesienne premiery


Dzisiaj właśnie ma miejsce premiera "Pasa Oriona" Planeta ANM (właśnie się z nim osłuchuję). Lada moment również debiut w Fandango Aleksandra. Powracający po 9 latach Deobson zapewnia, że na nowej płycie "nie będzie słodko." Po singlu "Konfesjonał/Surrealizm" wiadomo czego się spodziewać po nadchodzącym albumie Rovera. Może to i nie był taki zły pomysł, przy okazji "Muzyki Emocjonalnej" Pezeta, by do płyt dodawać żyletki... Slug byłby dumny.

Bo rzeczywiście, polscy raperzy umieją przelewać emocje na kartki jak mało kto. Bardzo możliwe, że to właśnie ta refleksyjna, życiówkowa odmiana rapu wychodzi w kraju nad Wisłą najlepiej. Wystarczy podać za przykład popularność takich wykonawców jak Bonson i HuczuHucz, obecność w drugiej edycji Młodych Wilków takich zawodników jak Haju, Szuwar i Dejan, a do nadchodzących premier można jeszcze przecież dorzucić Junesa, Tusz Na Rękach czy najprawdopodobniej tworzący coś na ten kształt duet Miuosh/Onar.

Ale fani innych rodzajów rapu też nie będą zaniedbani. Imprezowo-bangerowy Sobota powróci z trzecią solówką i zapowiada zaskoczenie wszystkich swoim "dekalogiem". Horrorcore'owy Słoń swoim singlem-before'em wytworzył spore napięcie przed premierą "Demonologii 2". Techniczny wirtuoz Pores, jedyny jak do tej pory członek 3W bez solowej płyty na koncie zadecydował, że właśnie teraz nadszedł na nią odpowiedni moment. Po w mojej opinii lekko rozczarowującym wspólnym projekcie Kali i Paluch, czyli najmocniejsze ogniwa ulicznego rapu, na jesień mają uderzyć ponownie, tym razem osobno. Będąc raczej sceptycznym do niezwykłej w tym roku fali duetów nic a nic nie grzeje mnie "Potwierdzone Info", za to jestem nawet ciekaw, jak wyjdzie Tetowi z Pogzem, no i wypada jednak obserwować Eripe i Quebonafide, bo wszystko wskazuje na to, że fajna przyszłość przed nimi.

Mówiąc o świeżych talentach, nie wolno zapominać o rozwoju Młodych Wilków. Sam z zainteresowaniem oczekuję płyt Ńemego i Jopela, zaś nie ma co się oszukiwać, że największe ciśnienie w narodzie jest na płytę KęKę, która ma ukazać się już za ledwo dwa miesiące. Myślę, że możemy spodziewać się nie mniejszego szumu w związku z nowym krążkiem Bonsona i Matka, czy wspólnym projektem Bisza z Laikiem jako Tehnikolor, gdy tylko wyjdzie na wierzch coś więcej niż enigmatyczne snippety.

Weterani najwyraźniej także nie próżnują. Wróbelki ćwierkają, że płytę robi Włodi, nad nowym albumem pracuje Sokół z Marysią, a trzecia "solufka" Rycha Pei zapowiadana jest od dawna. Dość zaskakujące hejty wzbudziła informacja o powrocie Kalibra, lada moment wychodzi też płyta innego pioniera - Wojtasa. Kto spragniony kobiecego rapu (ja tak), temu wypada mieć oko na Gonix, a w dalszej perspektywie wyczekiwać trzeciej płyty Wdowy. No i nie zapominać rzecz jasna o Lilu. Tak jak w poprzednim roku beatmakerzy szaleli z ilością wydawanych płyt producenckich, tak w tym roku jedyną poważną propozycją (i wszystko wskazuje, że nie byle jaką) w tej materii wydaje się być "Utopia" Pawbeatsa... o ile oczywiście sam Marcin wyrobi się z nią do sylwestra. Nie wydają mi się bowiem realne opcje z BobAir'em i SoDrumatic'iem, zwłaszcza że ten drugi wciąż dopracowuje nowego VNMa.

Może być bardzo ciekawie.

niedziela, 1 września 2013

poniedziałek, 1 lipca 2013

niedziela, 9 czerwca 2013

Mordą o beton, czyli dlaczego nie czekam na "Stage Diving"



Może na początek kilka faktów:

1: lubię duet Solar/Białas
2: fanem duetu Solar/Białas... nie jestem i pewnie nigdy nie będę
3: mixtape'ową twórczość duetu Solar/Białas wybiórczo sprawdziłem i... no, "sprawdziłem" właściwie wyczerpuje ten temat
4: albumem "Z Ostatniej Ławki" jarałem się jak zły.

Podejmując kwestię czekania/nie czekania na dany album dyskurs właściwie powinien zacząć i skończyć się na muzyce. Postarajmy więc tego się utrzymać. No bo z czego się składa muzyka duetu Solar/Białas? Jako że o początkowych próbach twórczości nie potrafię powiedzieć nic więcej poza "sprawdziłem", oprę się na podziemnym LP z 2011. A zatem składa się ona z:

1: idealnej chemii - zaryzykowałbym stwierdzenie, iż jest to najważniejsza cecha, jaka powinna charakteryzować dobry rapowy duet
2: ciekawych patentów na numery - co niejako łączy się z pierwszym punktem
3: niemałej ilości sprytnie poskładanych, błyskotliwych linijek
4: solidnego flow u obu - choć w kwestii wyrobionej własnej stylówki wtedy przodował Białas, który to z kolei mógł irytować swoją 'nosową' manierą rapowania
5: nienagannego ucha do bitów - zarówno świetnych klasycznych, jak i świeżych, elektronicznych
6: skurwysyństwa, bezczelności / sztucznego wytwarzania wokół siebie szumu i dissowania na siłę kolegów po fachu

Jak się pewnie, bystrzaki, trafnie spostrzegliście, jedynie szósty punkt nacechowany jest jako taką ambiwalencją, zaś pozostałe mają wydźwięk ewidentnie, jednoznacznie pozytywny. Co do pierwszych trzech punktów - nie wiem co by miało się stać, gdyby na "Stage Diving" nie znalazły one potwierdzenia. Czwarty punkt - siłą rzeczy musi ulec wzmocnieniu, bo głęboko wierzę, że u każdego z tych dwojga wisi nad łóżkiem wytagowane na kartce wielkimi literami słowo "progres", a jego znaczenie przyświeca im przy codziennym egzystowaniu od rana do nocy i jeszcze wyrywa ze snu co piętnaście minut. Piąty punkt - zawsze niewiadoma, bo i gusta słuchaczy bywają skrajnie różne od autorów, a dogodzić każdemu, co stąpa żywo po globie łatwym zadaniem, jak wiadomo, nie jest. Zostaje kwestia zawarta w punkcie szóstym, specjalnie ujęta przeze mnie na dwa sposoby, a granica decydująca o tym, przez pryzmat której z opcji może być pojmowana ich działalność, jest niezwykle cienka. W ostatnich dniach chłopaki jednak tak przegięli pałę, że chyba można powoli skłaniać się ku tej drugiej.

Wszystko fajnie, jak te drobne prztyczki w nos są rzeczywiście drobne, i są to rzeczywiście tylko prztyczki w nos - jedynie podkreślające bezczelny charakter raperów w taki sposób, że faktycznie lepiej z nimi nie zadzierać, bo oto wkracza na scenę ktoś nowy, świeży i kolokwialnie mówiąc - nie pierdolący się w tańcu. W końcu zawsze lepsze są konkrety, niż kolejne "domysły i spekulacje", bluzgi rzucane w kosmos. Wszystko zmienia się w momencie, gdy u raperów, wbrew oczekiwaniom, wzmaga się frustracja i poczucie niedocenienia. Kiedy to okazuje się, że żadna większa wytwórnia nie ma zamiaru przygarnąć ich pod swoje skrzydła. Wtedy poczynania przestają być wiarygodne - imanie się beefów ze znacznie lepszymi od siebie (PeeRZet) i zaczepianie kolejnych osób wraz z jednoczesnym płaczem, że "Prosto nas nie chce, Stopro nas nie chce" może wyglądać żałośnie. W tej chwili już nawet nie chodzi o sam fakt beefów, bo akurat równie żenujący i ociekający hipokryzją jest argument obrońców hip-hopu pod tytułem "rap powinien łączyć a nie dzielić" - w przypadku ostatnich wydarzeń obie strony konfliktu zdają się być w siódmym niebie, myśląc sobie: "no, nareszcie ktoś mi odpowiedział, nareszcie będę miał ten upragniony beef!", bo Laikike1 przecież tak samo lubi sobie dla sportu powyzywać inne rap-głowy od szmat i czekać w napięciu, aż ktoś W KOŃCU podniesie rękawicę. Chodzi o fakt rozpaczliwości tych działań, co poddaje w wątpliwość ich autentyczność, że to może jednak efekt kalkulacji i pragmatycznych przemyśleń, a może nawet próba zwyczajnego łapania się brzytwy, w obliczu grozy wiecznego trwania w podziemiu.

Chłopaki jednak w końcu dopięli swego i ostatecznie to Prosto "nas chce", tak więc zastanawiający może być też punkt widzenia wytwórni na tę kwestię. Abstrahując już od tego, czy S/B do profilu sokołowego labelu pasuje czy nie (moim zdaniem jak pięść do nosa), dziwnie wypada sytuacja, gdy ów duet daje swój numer na Mixtape Prosto (co oznacza, że jakiś kontakt z ludźmi z wytwórni jest), potem jednak obrażony na cały świat obwieszcza, że będzie wydawać w ramach Understream Label, aż następuje kolejny zwrot i niekonsekwentni w działaniach raperzy nagle zmieniają barwy i idą do dużej firmy. I Prosto niby nagle zmienia zdanie, że "no dobra, już jak zaczęli tak skamleć, to może weźmy ich"? Okoliczności zastanawiające, tym bardziej, że teraz pod ewentualnymi dissami duetu na innych wykonawców, chcąc nie chcąc, będzie musiało podpisać się swoim logiem, co marketingowo będzie raczej strzałem w stopę. Już teraz odbiór słuchaczy weryfikuje wszystko, bo jeżeli rzeczywiście agresywnie ofensywne działania raperów w zamierzeniu miały być elementem promocji, to chyba efekty finalne zdają się być zgoła odmienne i zamiast sławy warszawiacy popadają w niesławę. Eldo i Mes milczą, PeeRZet poświęcił ledwo minutę (wg internautów wystarczająco, by pogrążyć oponentów), HuczuHucz zdaje się również olewać sprawę, za Laikiem stoi, wydaje mi się, ogromne poparcie słuchaczy (mimo rażącej dysproporcji 'lajków' na fanpage'ach na korzyść S/B), hejty coraz większe.

Jestem w stanie zgodzić się z chłopakami, że beefy to normalna rzecz w rapie. Jestem nawet w stanie zrozumieć pobudkę polegającą na uderzaniu w święte krowy, a Laik przecież taką świętą krową jest. Można przez to z ciekawością oczekiwać całkiem interesującego beefu. Niestety nie jestem w stanie znieść przesady. Okazało się bowiem, że przez to wszystko zespół muzyczny Solar/Białas ma o wiele więcej do stracenia niż do zyskania, a chyba nie o to w tej całej zabawie im chodziło. No chyba że obydwóm marzy się tytuł hiphopowego "persona non grata". Jasne, sprawa może i nie jest warta zgłębiania i przesadnego rozwijania się w felietonach, niemniej cała ta otoczka skutecznie zniechęciła mnie do dalszego jarania się twórczością duetu - sprawdzić sprawdzę, jak każdą wartą uwagi nowość, niemniej poziom oczekiwania na "Stage Diving" w tej chwili wynosi u mnie dokładnie okrągłe zero. Chłopaki, ogarnijcie się.

wtorek, 30 kwietnia 2013

poniedziałek, 11 marca 2013

środa, 16 stycznia 2013

Podsumowanie 2012 - odrzuty

Tak jak rok temu. TOP50 wbrew pozorom nie wyczerpało tematu, a i jeśli myślicie, że jaram się wszystkim co wychodzi, to jesteście w czym? W błędzie, oczywiście. Podwójnie, jeżeli myślicie, że dotknąłem w tej liście wszystkich płyt, które dotarły do słuchaczy o liczbie nieco większej niż paru kumpli z osiedla i matka w kuchni tłukąca schabowe podczas nagrywania w szafie. Byłoby to niemożliwe z uwagi na to, że o większości z nich po prostu nie ma o czym pisać. Także jeśli dalej nie ma Twojego ulubieńca - przykro mi. Oto lista 'odrzutów' na 2012 rok.


Abradab-ExtraVertik - Niektórzy Daba próbowali bronić... A tu nie ma czego bronić. Miałem parę podejść, aż w końcu cierpliwość mi się skończyła. Najgorsza płyta w dorobku członka Kalibra.

Chada-Jeden z Was - Ech, a byłem przekonany, że akurat TEGO wyboru, a właściwie braku wyboru, nie będę musiał już nigdy tłumaczyć. Mata.

Cruz/Zaspał-Sztuka Naiwna - Przede wszystkim dobre produkcje Zaspała, a co raziło tutaj najbardziej, to byle jakie teksty Cruza. Na kolejnym albumie jest lepiej, choć nadal nie do końca wiadomo, o co mu chodzi...

Cruz/Zaspał-Dada - W ciekawą stronę panowie poszli względem "Sztuki Naiwnej". Bardziej awangardowo, powiedziałbym. Sam tytuł sugeruje dadaistyczne skłonności. Cruz przyprogresował, Zaspał tym razem w trochę innym stylu, ale nadal nieźle. Mimo to "Dada" jakoś nie do końca mnie przekonuje.

Endefis-Taki Będę - Szkoda bitów SoDrumatica, szkoda nadszarpniętej reputacji Endefisów. Za każdym razem, gdy na jakiejś rapowej płycie ktoś dissował "powracających raperów", momentalnie na myśl przychodził mi właśnie ten album. Smutne, ale panowie sami są sobie winni. Jak sami rapują na otwarcie płyty: "Chcecie więcej? My mamy więcej, sami oceńcie, czy dalej sens jest." No nie ma sensu, nie ma.

Eripe-Chamskie Rzeczy - Dobre, polecam. Tyle że na kradzionych bitach.

Flint-Warszawskie ZOO - Taki tam solidny średniak. Nawet SoulPete jakiś taki nierówny.

Gospel-Piski, Zyski i Wytryski Mixtape - Nie zawsze geniusz, ale też nie zawsze bezbek, jak niektórzy twierdzą. Dla mnie jedno z większych odkryć tego roku i mówcie sobie co chcecie, choć jako mixtape oczywiście nie miało to prawa trafić do topu.

Hemp Gru-Braterstwo - Nie rozumiem ataków na "Jedność" i "Lojalność", które w swojej stylistyce były naprawdę dobrymi albumami. I szczerze zastanawiałem się, czy by, będąc niby konsekwentnym, nie wrzucić "Braterstwa" do pięćdziesiątki. Po namyśle jednak stwierdziłem, że byłoby to grube przegięcie pały. No bo za co? Za to, że kończą karierę? A niektórzy nawet twierdzą, że 'zielona' część trylogii JLB jest z nich wszystkich najlepsza. No beka, z krzesła spadłem normalnie.

Jot-Dzień i Noc na Ziemi - "Nigdy cię nie lubiłem i nie lubię", jak to niegdyś rzekł Tede do Onara.

KaeN-Od Kołyski Aż Po Grób - Co jak co, z opiniami panów M.N. i M.F. liczę się zawsze, ale... No kurwa, za przeproszeniem. Propsów w stronę KaeNa swoim małym rozumkiem nie jestem jeszcze w stanie ogarnąć, przykro mi.

Kamel-Droga Kamelita - Serio, nie wkurwia was to jego "uuuuuu"? Niektórzy chwalili, to posłuchałem, po jakichś singlach na youtube nawet wytypowałem do swoich wilków i... dość szybko pożałowałem tego wyboru.

Kosmos-Kosmos - Gdyby wywalić jakieś... trzy czwarte tego składu (bez Skorupa oczywiście) i wrzucić zamiast nich jednego Majkela, to może byłoby to bardziej zjadliwe. Nie wiem czy dotarłem nawet do połowy tracklisty. Chyba ten rdzennie śląski rap nie jest dla mnie...

Kroolik Underwood-Gentleman Flow - Dobry wokalista, gorszy raper. Niby przyjemnie się słuchało, ale więcej niż dwa razy nie włączałem.

V/A-Młode Wilki 2012 - Miało być na 50. miejscu, tak ładnie, ale zdecydowałem, że jednak nie. W końcu nie jest to album w pełnym znaczeniu tego słowa.

Młody-4 Takty - Patrz: Dab i Kamel. Niby ktoś tam chwalił, miałem parę podejść, ale ani razu nie udało mi się przekroczyć choćby połowy z ogólnej liczby tracków.

Nullo-SPG Dystrykt - Z tej płyty chyba tylko te rockowe akcenty zapadły mi w pamięć. W sumie i tak zawsze wolałem Szada i Porka.

Onar-Przemytnik Emocji - Pół na pół. Trochę dobrze, trochę słabo, przez bity przede wszystkim. Zrecowałem to na popku, więc lukajże.

Pokahontaz-Rekontakt - Duże rozczarowanie. Lubię Raha i Fo, ale "Rekontakt" brzmi jakby rzeczywiście był domykany w pośpiechu, byleby tylko zgrać się czasowo z promocją filmu. Szkoda.

Pono-Wizjoner - Mimo dobrych chęci, przekazu i tak dalej, Poniedziałkowi wyszedł baaaaardzo naiwny albumik. Banalny, miejscami wręcz fatalny, a tylko w pewnych momentach dający się posłuchać. A "Żelazna Wola" to już w ogóle [*].

V/A-Prosto Mixtape Kebs - Najlepszy z mixtape'ów od Prosto jak dotychczas. Co nie znaczy, że od razu dobry.

Prys-Na Złej Drodze Do Lepszych Czasów - Niby klimat jest, ale jakaś taka nijaka ta płyta. Jedynie "Nieobecni" się bronią. No, piękny numer.

Ry23-Magiczne Pióro - Beka jak stąd do tamtąd z konkursu niejakiej Rapdycji w niejakim Radiu Sygnały za nominowanie Ramony w kategorii "płyta roku". W zasadzie o "Magicznym Piórze" nie ma co wspominać i nie trzeba nawet argumentować jego nieobecności w TOP50, jednak ten zabawny fakt aż się prosił o przytoczenie. A, dla wyników tegoż plebiscytu: [*].

SB-Struktura Dźwięków - Spodziewałem się, że chociaż te cztery mniej będzie, jednak poza woskowym klimatem... i może jeszcze trackiem Żyta, Szokaza i Hucza, nie ma tu nic specjalnie wyróżniającego tej produkcji na tle innych. Poprawnie i nic więcej, co pewnie też w dużej mierze jest zasługą (?) gości, jak zwykle.

Skor-Muzykoma - Niby wchodzi lepiej, niż "Dwie Strony Mocy", ale dla mnie Skor już chyba nigdy nie wzbije się na 'czwórkowy' poziom.

Szyna-Spacer EP - Taka epka akurat na dwa razy, podczas podróży pociągiem. Na dłużej zostają ledwo trzy-cztery numery, bowiem mimo fajnego oldskuliku-klimaciku w bicikach słychać wyraźnie, że klejenie podkładów stanowi dla Tedunia bardziej zajawkę po godzinach, aniżeli codzienną profesję. Zobaczymy, jak się dalej Szynka rozwinie.

Śliwa-Pełen Etat - Debiut Młodego Wilka w RPS rzeczywiście jest jedną wielką pomyłką, jednak ostatnie występy gościnne pokazują, przynajmniej dla mnie, że Śliwy jako MC skreślać jeszcze nie można.

Tede-Mefistotedes|Odkupienie - Od "Notes 2" nie trawię kolejnych albumów (za wyjątkiem kilku utworów) Tedeusza głównie przez to, że w ogóle nie przykłada się do tekstów. A przecież to pod tym względem wspomniany album z 2009 był jednym z najbardziej zaskakujących wydawnictw ostatnich lat. A w 2013 znowu jakieś "Elliminati". Bosz...

Temzki & Roux Spana-10 - Klimacik jest, owszem, ale czy coś więcej...

Tusz Na Rękach-U.O.C. - "Ona ma broń" bardzo spoko numer. Ale tak poza tym, to "nigdy cię nie lubiłem i nie lubię" (2). I ten autotune, matko przenajświętsza...

White House-Kodex 4 - Może burzę teraz jakąś świętość, ale ostatnio zdałem sobie sprawę, że tak po prawdzie dobry był jedynie pierwszy "Kodex". Żaden następny nie potrafił zainteresować mnie w całości. Z całym szacunkiem dla kunsztu Magiery i Laski, ale czwarty jest chyba najsłabszy. To co teraz będzie, kasacja?

Wice Wersa-O Niebo Więcej - Kilka kawałków od biedy może być. Ogólnie nic ciekawego niestety.


Co dalej na blogasku? Zacząłem cykl 'Młodzi Polscy Zdolni', do którego postaram się przykładać ciut bardziej niż do tej pory i co jakiś czas będę podrzucał jakieś nowe twarzyczki z podziemia. Recenzje polskich nowości będą ukazywały się tylko i wyłącznie na portalu, więc trochę bez sensu robić z bloga jednego wielkiego KLIKA. Ciekaw byłbym, co byście powiedzieli na pozycje klasyczne, na przegląd tego co działo się w poprzednich latach, oczywiście w mojej ulubionej rankingowej formie. Bez obaw, żaden rok nie miał TOP50, jak ostatnie dwa. Co najwyżej będą jakieś wyróżnienia poza ścisłym topkiem. No i może jeszcze pozycje klasyczne ze Stanów. Co wy na to? Bo, jak Boga kocham, nie jaram się obecnymi swagowo-Asapowymi trendami i poza paroma wykonawcami, którzy są bezsprzecznie godni sprawdzenia, u mnie przodują starocie. No, także to by było na tyle.

niedziela, 6 stycznia 2013

Podsumowanie 2012 - TOP50 polski rap part 5 (10-1)

Jak zwykle mała obsuwa. Ostatnia część rankingu, proszę bardzo.

Part 1 (50-41)
Part 2 (40-31)
Part 3 (30-21)
Part 4 (20-11)


10. Donatan - Równonoc: Słowiańska Dusza


Tak, wiem, że w recenzji dałem "Równonocy" szkolną tróję, ale pamiętajcie, że ocena ta dotyczyła tylko i wyłącznie raperów. No i jest to projekt dwupłytowy, a wiadomo co się znajduje na drugim dysku. Inaczej wytłumaczyć już nie dam rady, dlaczego ocenę końcową przedsięwzięciu Donatana podwyższyłem na tyle, by mogła załapać się do pierwszej dziesiątki. No bo chyba wszyscy się zgodzą, że jest to rzecz absolutnie unikatowa, a same kompozycje Donatana bezbłędne, i to co do jednego. A że raperzy dali ciała? Kto by tam się nimi przejmował.


9. Hukos - Knajpa Upadłych Morderców


Mój główny faworyt spośród tegorocznych 'niedocenionych'. Mocny głos, charyzma, świetne teksty - czego chcieć więcej? A że przyspieszenia nie wychodzą idealnie? Że w większości mało odkrywcza tematyka? Trzeba pamiętać, że to debiut, i to na takiej zasadzie, jak "De Nekst Best" VNMa, czyli pokazanie się z jak najszerszej strony. Podobnie jest z muzyką na "Knajpie...", czyli różnorodnie. Dużo producentów, jak i dużo gości, co również mi nie przeszkadza - dobre urozmaicenie i przede wszystkim żaden z nich nie przykrył gospodarza. Jest to debiut, ale debiut niepochopny, którego autor podjął się będąc w pełni do niego przygotowanym. Hukos spełnił moje oczekiwania niemal w 100%, dlatego musiał znaleźć się w dyszce.


8. VNM - Etenszyn: Drimz Kamyn Tru


Nie jest tajemnicą, co w przypadku tej pozycji jest łyżką dziegciu. Trochę dziwić może podejście typu: "jaram się J.Cole'em i Drake'iem, więc ty też się jaraj, bo teraz robię to co oni, a jak ci się nie podoba, to nie jesteś moim prawdziwym fanem i w ogóle wypierdalaj" a jednocześnie "pomruczę sobie coś jak Drake, wiem, że brzmi słabo, ale zobaczę jak się przyjmie i czy zbiję na tym hajs, i dopiero potem pójdę na lekcje śpiewu". Czujecie ten zgrzyt? No ale nieważne, przyjęło się, więc to oznacza, że da się te śpiewy jakoś znieść. Miejmy tylko nadzieję, że na następnym krążku nie usłyszymy już tekstów o ciężkim wychodzeniu z podziemia i byciu na górze, o tym jak to teraz "jestem najlepszy i rozpierdalam legal". Okej Fał, masz rację, ale ile można?!


7. Nocne Nagrania - Linia 00:14


Mollowe dźwięki to jedna z najlepszych rzeczy w muzyce. Wreszcie zajął się tym ktoś siedzący w klimatach hip-hopowych. Piękne połączenie elektroniki z domieszką sampli, niskie tony, mocarne zbasowanie i porządna perkusja, a do tego cała masa melodyjnych smaczków - to jest to, co Kruczki lubią najbardziej. Może przydałoby się do tego wszystkiego paru lepszych MCs, ale koniec końców nie jest tak źle. Szatt i Nowok to wirtuozi nocnych klimatów. Nie znasz? Błąd.


6. Czarny HIFI - Niedopowiedzenia


Kiedy słuchałem po raz pierwszy tej płyty, pomyślałem sobie: "oho, coś czuję, że nie będzie żadnego podsumowania roku bez choćby wzmianki o Czarnym". I rzeczywiście, gusta gustami i pełen subiektywizm zawsze grany, ale o "Niedopowiedzeniach" piszą wszyscy. Bo to po prostu jest porządny kawał muzyki. Muzyki, bo "hip-hop" to w tym przypadku za mało. Zauważyłem przy okazji, że mało kto pisze o drugim krążku. A ten zdecydowanie broni się przed "Próbą Czasu" i dzięki temu mamy jeszcze więcej dobrych numerów, niż tylko jedenaście. Widziałem, że trochę narzekania było na gości wokalnych (ech, który to już raz?). Mnie tam nic specjalnie nie uraziło, choć sporo jest prawdy w równaniu: Pezet, VNM, Hades > reszta.


5. Zjawin - Wszystko Jedno


Bardzo dobrze, że to wyszło. Wiem, że większości słuchaczy było... wszystko jedno, czy to się ukaże czy nie, ale tu dochodzimy do opcji wyboru mniejszego zła. Sukces komercyjny? By było gadanie, że to samo nabijanie kabzy na tragedii. Znikome zainteresowanie? Nienależyte uczczenie pamięci artysty. Po głębszym namyśle może i dobrze się stało jak się stało, bo "Wszystko jedno" trafiło do kogo miało trafić. Płyta na pewno trudna, wymagająca, ale nieprawdopodobnie klimatyczna oraz niesamowicie odwzorowująca duszę autora. Po prostu jedyna w swoim rodzaju. Raczej dla hip-hopowych koneserów, niż posiadaczy trzeciej płyty Chady na półce.


4. Pyskaty - Pasja


Był czas na braggującego Skurwiela, teraz jest na refleksyjnego Pyskatego. Jednym taki kierunek odpowiada, innym nie i trudno. Mnie koncept "Pasji" zafascynował i, co tu dużo mówić, lirycznie trafił idealnie w dziesiątkę. A to, że tak na każdym kroku czepiam się tej słynnej łatki i klątwy jego wytwórni, to jest tylko i wyłącznie stwierdzenie faktu. Nie jestem w tym przecież odosobniony, a wszystkie te słowa mówię w oparciu o opinię ogółu. Choć faktem też jest, że bardziej lub mniej, ale wszystkie te płyty aptaunowców mi się jednak podobają. Dlatego po części ma rację też sam Przemek mówiąc o napompowywanym baloniku, zatem prawda zawsze leży gdzieś pośrodku. Życie, Pysku. Proximite też nie nagra drugiego "Kilka Numerów o Czymś". KLIK


3. Zeus - Zeus. Nie żyje.


Gdy wszyscy z wypiekami na twarzy wyczekiwali jakiegoś wielkiego przełomu na miarę "Section.80" w postaci czwartego albumu Zeusa, ja po prostu przypomniałem sobie, jak to jeszcze parę lat temu uradowany dopadałem jedyny stojący na półce Empiku egzemplarz "Albumu Zeusa" i napawałem się nim w świadomości, że chyba jestem jakimś jednym z niewielu. Właśnie Stepowi zawdzięczać można zwyżkę popularności, jaka się bez wątpienia łódzkiemu raperowi należała. Ale żeby jakiś "przełom"? Kolejne numery o Łodzi i podróżowaniu, obowiązkowo jakiś storytelling z trzeciej osoby, znowu dissy na scenę i raperów - eeeeeeeee... Przełom to był, ale rok temu na "Zeus, jak mogłeś?". To wszystko nie zmienia oczywiście faktu, że "Zeus. Nie Żyje." jest najbardziej osobistym albumem w jego dorobku i umacnia Gromowładnego w ścisłym topie najlepszych raperów w Polsce (i moich ulubionych przy okazji).


2. Medium - Graal


Jeżeli gościa, który w epoce ateizmu krzewi wiarę w Boga, wartości wyższe, ducha narodowego i prawdziwą postawę obywatelską, ostrzega przed realnymi niebezpieczeństwami naprawdę wielkiego rozmiaru i walczy o świadomość o człowieku i świecie wyśmiewa się i ogłasza szaleńcem, to patrząc na to wszystko obawiam się, że to będzie jak zwykle taka walka z wiatrakami. Medium niestety nie ustrzegł się kontrowersyjnych, radykalnych haseł i narzucania słuchaczowi swojego światopoglądu, przez co krążek ten kierowany jest głównie do myślących jak on, a z całego tego nawracania wyjdą nici. Wprawdzie żadne to zaskoczenie, ludzie przez wieki zwykli ignorować ostrzeżenia i opluwać tych, co w ich mniemaniu uważali się za wielkich proroków, a potem budzili się z ręką w nocniku. Ja uważam, że Piotrek na tej płycie mówi mądrze i tyle. Co do flow, to jakiś kosmos, technika podobnie. A produkcja... No cóż, z całym szacunkiem dla Czarnego i Donatana, ale złoty medal w tej kategorii otrzymuje właśnie kielczanin.


1. Bisz - Wilk Chodnikowy


Król jest tylko jeden. Wilk wszamał w tym roku konkurencję ze smakiem, nie pozostawiając wątpliwości czyj jest teren. Na pytanie, czy to jeszcze album rewelacyjny, czy już rewolucyjny, musi chyba każdy odpowiedzieć sobie sam - wg mnie przykładowa 'dziesiątka' od Marcina Flinta niekoniecznie jest wyrazem tego, że jest to dzieło muzycznie KOMPLETNE. Może to być dzieło bliskie ideału w dziewięćdziesięciu pięciu procentach, na przykład. Chodzi o to, że jest to wyznaczenie granicy, od której zaczyna się nowa epoka w polskim rapie. Jakkolwiek patetycznie to nie zabrzmi - poprzednia epoka miała swojego hip-hopowego wieszcza narodowego. Był nim Eldo. Dziś już Leszek jest bardziej obiektem kpin (choć nie wyolbrzymiałbym tego, pamiętając świetnie przyjęte "Zapiski z 1001 Nocy" dobry rap obroni się sam, ale to już on sam musi potwierdzić kolejnym albumem), zaś Bisz, oprócz poetyckiego pióra, ma jeszcze olbrzymie skillsy, co na tym etapie rozwoju gatunku stało się dość ważnym jego elementem. Może i Biszu nie wymyślił hashtagów, ale przynajmniej sprowadził je do Polski. I to wystarczy, by być w tej chwili czołowym przedstawicielem tej, jak to nazwałem, epoki, i całej rapującej Polski. KLIK


No, to tyle. Co będzie dalej się działo na blogu/z blogiem - tego jeszcze nie wiem, ale póki co jeszcze za jakiś czas pewnie dorzucę jakis bonusik do podsumowanka. Big up.

sobota, 5 stycznia 2013

Podsumowanie 2012 - TOP50 polski rap part 4 (20-11)

Jeżeli byliście zdania, że z płytami z miejsc 21-50 jedyne co należy zrobić, to spuścić w kiblu, to w tym przypadku już tak z pewnością nie pomyślicie.

Part 1 (50-41)
Part 2 (40-31)
Part 3 (30-21)
Part 5 (10-1)


20. Trzy Sześć - 24TV


Jeśli Laikike1 uważa, że całe warszawskie podziemie trzeba by zamknąć w ZOO, to chyba nie wie o czym mówi i ani razu nie słuchał "24TV". Rok 2012 Trzyś przeszedł kompletnie, ale to KOMPLETNIE bez echa, mimo że nagrał materiał świeży, inteligentny i z klasą. I naprawdę nie jestem w stanie dojść, dlaczego tak jest. Nawet pomysłowa promocja nie wystarczyła do zdobycia minimalnego rozgłosu, co tylko utwierdza w przekonaniu, że chęć zrobienia czegoś innowacyjnego najczęściej przegrywa z klipami-reklamówkami ciuchów i machaniem łapami do kamery. Szkoda, ale kibicuję dalej. Tutaj pełna recenzja.


19. Vixen - Kontinuum


Samorealizacja, wiara w siebie, dbanie o siłę ducha. To tematy z różnych przyczyn mi bliskie, a tego typu kierunek w rapie ostatnio znany jest z profilu pewnej wytwórni na "A" (tylko tak się wam wydaje, że się czepiam). Ostatnio podjął się jej "raper z wioski, weź wyciągnij wnioski" - Vixen. I co? No i wygrał życie. "Kontinuum" to stylowo zarapowana, dopracowana, aż kipiąca pozytywną energią płyta. Może w pewnym miejscu wkrada się w nią monotonia, ale to akurat zrozumiałe ze względu na obraną tematykę całości. Miażdżących absolutnie momentów nie brakuje: "Motywacja" (jak on to nawinął!), "Utworzymy Pełnię", "Drugi Świat", "New Age" (pierwsza zwrotka - moc) i parę innych. Mając w pamięci rozczarowujące "Rozpalić Tłum" zbagatelizowałem informacje o nowej płycie reprezentanta RPS. Okazało się to błędem koszmarnym. Vixen, urzekłeś mnie i spieszę przepraszać, że w Ciebie wątpiłem.


18. Paluch - Niebo


Hardkorowy, a zarazem nowoczesny i przebojowy materiał. Może nie ma tu jakichś super popisów flow, ale wystarczy za to stuprocentowa bezkompromisowość i mocne, dobitne linijki. Zero pustosłowia i strachu przed eksperymentami. Zawsze lubiłem Palucha (no, prawie zawsze), ale dopiero "Niebo" potwierdza, że raper ten w pełni zasługuje na wyrobioną przez siebie markę. Tę płytkę również zrecenzowałem przedpremierowo na Popkillerze.


17. Zioło - Hip Hop


Zioło aka Zioło Zioło to jedno z pozytywniejszych objawień tego roku. Raper o głosie Smarka i lekkości w pisaniu prześmiewczych tekstów niezwykle trafnie potrafi opisać to, co niby wszyscy wiedzą, a jednak boją się mówić. Na "Hip Hopie" skupia się na polskim hip-hopie właśnie, obnażając jego wszelkie słabości, sprzeczności i patologie. Wszystko fajnie i w porządku, dla mnie jednak to przede wszystkim mega utalentowany producent. A, jeszcze co do tego Smarka. Długo mi to przeszkadzało, ale po jakimś czasie obróciłem to w zaletę. Bo prócz głosu Zioło ma z gorzowianina jeszcze coś. To kompletna szczerość i co zgodnie z jednym z kolegów-bloggerów stwierdziliśmy, że po przesłuchaniu jego płyty dokładnie wiesz, kim ten gość jest i co w życiu przeżył i zobaczył. No i widać po nim, tak jak u Smarka, że rap to hobby, przyjemność po godzinach, a nie spina na "wielką karierę muzyczną" i pozytywne opinie słuchaczy.


16. Żyt Toster - Pięć Miejsc Po Przecinku


"Lecę z naciskiem na oczywiste sprawy, składam specyficznie rap, który daje mi zaistnieć; nawyk mam - stawiam na techniczny stan rzeczy, sam nie zaprzeczysz, że nie słuchasz jak ktoś słabo leci". - i ten cytat właściwie idealnie opisuje PMPP, choć co do tych oczywistych spraw, to mógłby Żytunio następnym razem nałożyć małą poprawkę. Bo ten, kto liczył na całą płytę w klimatach "Infolinii" i "Nie ogarniam" rozczarował się, dostając parę, hmmmm, kawałków o rapie. Ale trąbione i trąbione już o tym było nie raz, starczy tego. Pierwszy AS, w którego zainwestował Pyskaty i spółka spełnił pokładane w nim nadzieje, nagrał świetną, stylową płytkę, a w dodatku wyprzedał jej cały nakład i teraz pozostaje tylko obserwować, jak będzie dalej wyglądała jego droga. TU RECKA


15. Laikike1/Młodzik - Milczmen Screamdustry


Doceniam, szanuję i po prostu wiem, że jest w tym krążku coś wielkiego. Jakiś zalążek geniuszu, czy coś w ten deseń. Spoko, zgadzam się. Nie wiem tylko, czy to jeszcze rap, czy już jakaś poezja, a może już matematyka? Dłużej o płycie wypowiedziałem się na goścince u Noida, który niestety zamula i jego podsumowanie pojawi się nieco później.

EDIT:
"Kontrowersyjność" tak niskiej pozycji "Milczmena" rozwiewają Marcin Flint ("Liryzm? Wybujały i nie oglądający się na poczucie obciachu. (...) Flow? Z pogranicza antyflow") i Andrzej Cała ("Dla mnie to jeszcze jeden raper, który ma póki co zdecydowanie większy hype w necie i wśród oddanych mu, niczym groupies Rolling Stones, fanów. Za często widzę przerost formy nad treścią i za dużą tendencję do robienia wokół siebie hałasu poprzez atakowanie w necie zasłużonych dla sceny.") w podsumowaniu końcoworocznym dla T-Mobile Music, absolutnie wyczerpując temat. A tutaj moja gościnka u Enoide: KLIK


14. Voskovy - 5 Złotych Zasad


Że niby bity dobre, ale raperzy słabi? Phi! Skoro nawet MNIE podobają się numery Jota i Dwóch Zer (za którymi nie przepadam przecież), a kawałek Familii HP zaliczam do najlepszych na płycie, to coś w tym musi być, nie? Jak dla mnie cholernie niedoceniony projekt. Wyśmienite sample, dobre brzmienie, nie nudzi za szybko... No dobra, jedyne co bym wywalił, to numer Morala i Gano na oklepanej do cna próbce, no i jakoś kawałek Miuosha mi nie podchodzi. Wszystko.


13. Kali - Gdy Zgaśnie Słońce


W tym przypadku z czystym sumieniem mogę przyznać, że spodziewałem się niespodziewanego. Bo któż by się spodziewał, że ex-członek Firmy (ta, FIRMY!) wyda tak dobrą płytę? No właśnie ja. "50/50" nie było jakimś mistrzowski dziełem, niemniej umieściłem ją w poprzednim podsumowaniu, tak jakby przeczuwając co się święci. Na beefie z byłymi kolegami katowiczanin zdaje się tylko zyskał, w dodatku ma już własną, prężnie rozwijającą się wytwórnię, brand odzieżowy i fajny pomysł na karierę. Nie wierzysz mi? Przesłuchaj sobie "Zegnaj", ogarnij klip do "Wybij się", a potem hejtuj znawco. A już w 2013 wspólna płyta z Paluchem! Cytując klasyka: to nie może nie być hit.


12. Borixon - Rap Not Dead


Niewiarygodne. BRX wypuszcza płytę. W dodatku bardzo dobrą płytę. Świeżą brzmieniowo, z ogromnym potencjałem hitowym oraz, jak to powiedział Tirex, wieloma bekowymi (nie muszą być zamierzone), ale stylowymi wersami. Do tego dochodzą kwestie wspominkowe i wiele ciekawych, demaskujących historii; nie tylko o Kozaku i Cameyu, ale też o tym, jak to się w czasach młodości Rekina ganiało dragi, bądź sprzedawało ciuchy od sponsora. No i rzecz jasna niezwykle barwne opisy i relacje z melanży. Nie podoba się, to leć dalej rozkminiać Laika z kalkulatorkiem z matury. Ja tam zaraz ponownie zapuszczę sobie "Rap Not Dead", bo lubię na wieży ostrą kurwę. I ZNOWU RECA


11. Miuosh - Prosto Przed Siebie


Niewiarygodne (2). Miuosh u mnie tak wysoko? Okej, w tym przypadku nie będę bronił tego wyboru tak zaciekle. Zgadzam się, że mało skomplikowane wersy, że prosty, rzemieślniczy rap, że mało odkrywcza tematyka, bla bla bla. Ale co z tego, skoro wyraźnie dobrze się tego słucha? Skoro bity, jakie Miuosh sobie dobrał to jakaś magia? Jak sam mówi: "nie chcę być inny na siłę, kiedyś jak nie miałem pomysłu, to też tak robiłem". I w tym tkwi esencja. Zdania co do "Piątej Strony Świata" nie zmieniam, ale "Prosto Przed Siebie" zasługuje na wysoką notę i tyle. Ja się jaram.


No to została nam ostatnia dziesiątka. W tym momencie już raczej łatwo wytypować, kto w niej się znajdzie, choć z drugiej strony...

piątek, 4 stycznia 2013

Podsumowanie 2012 - TOP50 polski rap part 3 (30-21)

Dzisiaj z lekkim poślizgiem, ale jest - płyty czwórkowe, plus jedna mocniejsza, a cała dziesiątka spięta małą klamrą. Lecimy

Part 1 (50-41)
Part 2 (40-31)
Part 4 (20-11)
Part 5 (10-1)


30. Ras & Tort - MAUi WOW!E EP


Sporo w tym roku było fajnych epek, podobnie jak albumów producenckich. Wg mnie duetowi Maui Wowie ta nie udała się aż tak dobrze, jak "3854 I 3 Kroki", ale też przyjemnie posłuchać. No i wreszcie wyczuwany JAKIŚ progres u Rasa. I u Diseta także. Tak trzymać panowie! Nie wiem, czy "Mogę żyć?" to nie był przypadkiem mój najczęściej zapętlany numer w tym roku.


29. Revo - Rozmowa Kwalifikacyjna


Gdy pierwszy raz zobaczyłem, a potem usłyszałem tego gościa, pomyślałem sobie: "Mieszko." Wiem, wiem, krzywdzące porównanie, ale to na szczęście i tak tylko na pierwszy rzut oka/ucha, bo raperem Revo jest dobrym. Głosu można nie lubić, fakt, ale tekstami nadrabia wszystko, no i do tego mamy przyzwoite bity od m.in. Przemyśla, Deixa, Mesa i BobAir'a. Jeśli chodzi o podziemie - jedna z godniejszych sprawdzenia pozycji w tym roku.


28. Raca/Donde - Konsument Ludzkich Sumień


Dobre, choć trochę plastikowe bity od Donde i głównie refleksyjny, a momentami agresywny rap Racy to jak do tej pory najbardziej dostrzeżona rzecz, jaką wypuścił Rafał i wg niektórych najlepsza. U mnie jest na odwrót - płyty ze Stoną są jednymi z moich osobistych klasyków, "Bobby Fischer" zaś to niezmienne TOP3 roku 2010. A co z KLS? Jak najbardziej w porządku, ale żebym się jarał, to jakoś niekoniecznie. Tutaj troszkę więcej na ten temat.


27. Trzeci Wymiar - Dolina Klaunoow


Mój problem z tą płytą wydaje się być identyczny jak w przypadku "Piątej Strony Świata" Miuosha z 2011. Doceniam, szanuję i tak dalej, ale... brak tu tego czegoś. Najlepiej to ujął Tirex - jakieś toporne to wszystko. Choć na pierwszy rzut ucha można mieć inne odczucia - niesamowita technika i flow Szada, Nulla i Poresa, do tego klasyczne, brudne bity m.in. DJa Creona i Donatana... Nawet nie czepiam się o nieutrzymanie się w ryzach 'klaunowej' konwencji, bo sam patent mi się bardzo podoba. Hip-hop, umiejętności. Tyle że mnie jakoś nie przyciągają na dłużej. Nie wiem.


26. PeeRZet - Z Miłości Do Gry


Problem Przemka opisałem szerzej w recenzji. Typowy przykład "zaptaunienia", choć tak całkowicie tych jaj raper na szczęście nie zatracił. Może razić monotonia w bitach i nawijce (serio, cały krążek nawinięty w ten sam sposób), ale koniec końców dobra to płyta. Tylko dobra. Kurczę, powtarzam się, co?


25. Don Gural Esko - Projekt: Jeden Z Życia Moment


Chwała Bogu, że DGE nie wpadł na żaden genialny pomysł, by namówić Qlopa, DJa Soinę i Mariana Wielkopolskiego na rapowanie i nagrywanie wspólnej płyty. By uniknąć zarzutów o zjadanie własnego ogona wpadł za to na inny pomysł. A mianowicie... zrezygnował z bangerowej stylistyki Matheo, której był wierny przez wiele lat i tym razem postawił na klasyczny klimat, oszczędne brzmieniowo podkłady, nierzadko gitarowe sample i... wyszło to całkiem nieźle. Owszem - Gural to Gural, dla przeciwników jego stylu dalej będzie to ten sam rap dla gimbusów, puste zbitki słowne bez sensu i ogólnie gówno a nie mainstream, ale ja jakoś przestałem się tym przejmować. Zwłaszcza, że każdy taki mądrala zamilknąłby momentalnie mając przed nosem kontakt od Szpadyzor Records.


24. 834 - Elbląg Bejbi


VNM osiągnął już tak wysoki poziom, że ewidentnie mógł już w tym momencie pozwolić sobie na swego rodzaju powrót to przeszłości, czy jak kto woli, oddać jej hołd. Odświeżenie podziemnej stylistyki, odwzorowanie zajawki sprzed paru lat udało się na poziomie satysfakcjonującym, nawet mimo przepaści dzielącej Fała i Boxiego - a trochę szkoda, bo zważywszy na zaskakujący występ tego drugiego na "Niedopowiedzeniach" Czarnego, wcale nie musiało tak być. Jest momentami zabawnie ("Hipochondria"), czasem panowie przynudzą, a czasem dobrze nami potrząsną mocnym storytellingiem, no i jest Denver. Podziemna legenda nie została splamiona... i to wystarczy.


23. Afisz Triku Graf - Za Uśmiech


Poukładajcie tylko sobie, chłopaki, ten chaos myślowy (no chyba, że taki Wasz zamysł na rap, to wtedy po prostu szukajcie sposobu, jak nim umiejętnie zawładnąć), jeszcze głębiej poszukajcie wyrazistości, a porzućcie ten zagmatwany trueschool. Bądźcie spójni w grupie, a jednocześnie nie zatraćcie swoich własnych stylów. No i co więcej... Dalej rapujcie. Ale na autorskich bitach panowie, autorskich! A tak poza tym, to wypuściliście intrygujący, mroczny, świetny materiał. Fajnie, że Was znalazłem.


22. Dwa Sławy - Nie Wiem, Nie Orientuję Się


Comedy rap? Raczej kabaret w hip-hopowej konwencji. Nie, nie taki jak u Grupy Operacyjnej, nie bójcie się. Jak dla mnie, "rapowania" rozumianego w sensie stricto jest tu odrobinę za mało. Brakuje mi u autorów jakiegoś wyrazistego flow (co zresztą sami próbują tuszować kombinowaniem z głosem, nie zawsze udanie), zaś największą bolączką "Nie Wiem, Nie Orientuję Się" są zdecydowanie refreny. Ale siłą Sławów jest humor. Każdy numer to osobny skecz, upchany w mnóstwo udanych gagów, których za jednym odsłuchem nie sposób wychwycić w całości. Astek i Radosny unikają storytellingów, za to są wykwalifikowanymi specjalistami w rozśmieszaniu jednowersowym. Bardzo mi się podoba takie podejście, bo to czyni zespół Dwa Sławy wyjątkowym. Może i tym razem brakło błysku bitom Dulewicza, ale i tak jest nieźle i zostawmy to. Po prostu - tego chce się posłuchać jeszcze raz!


21. Pelson - 3854 i 3 Kroki EP


Ciężko się odnosić do zarzutów kierowanych w stronę Pelsona o "brak progresu", skoro podnoszą je takie tuzy sztuki rapowania, jak Buczer czy Borixon (którego i tak lubię). Dla mnie to jest niepojęte, że płyta Vienia, ewidentnie stawiająca w całym swoim założeniu na złożenie hołdu kulturze i pozytywny przekaz, zostaje zmieszana z błotem, bo co? Bo nie ma podwójnych, przyspieszeń, czegoś tam. Czy nie można pojąć, że nie zawsze o to chodzi w rapie? Co do autora "3854 I 3 Kroków", nie wiem jak trzeba mieć zaparowane bryle truskulu i ile miodu w uszach od nieustannego ślęczenia na glamrapie, żeby nie dostrzec progresu w liryce warszawiaka. Mnie tam jego leniwy, a wręcz 'chilloutowy' styl bardzo odpowiada, zaś bity od Rollina i Torta to jedne z najlepszych rzeczy, jakie wyszły w tym roku spod ręki polskiego producenta (albo, tak jak w tym przypadku, duetu producenckiego). "Intro", "Sen na jawie" i "Wierny sobie" to spokojnie TOP10 bitów w 2012, a takie "Kinematografia" czy "Czarno-biały" niewiele odstają. Świetna epka. A, byłbym zapomniał: props za zaproszenie Kubsona!


A jutro będzie zdecydowanie ciekawiej.

czwartek, 3 stycznia 2013

Podsumowanie 2012 - TOP50 polski rap part 2 (40-31)

Zgodnie z zapowiedzią lecimy z kolejną dziesiątką. Tutaj znajdziecie płyty w większości będące jakimś tam rozczarowaniem, a mimo wszystko niezłe/solidne. Check it.

Part 1 (50-41)
Part 3 (30-21)
Part 4 (20-11)
Part 5 (10-1)


40. Gruby Mielzky - Silny Jak Nigdy, Wkurwiony Jak Zwykle


"Hip-hop łamie mi serce, kiedy pa-trze". O tym co odstawił ten gość powiedziano już chyba wszystko, dlatego ja może uniknę przesadnego pastwienia się nad Grubym, zarówno w kwestii całego zamieszania z Guralem, jak i formy i treści zawartych na krążku. Pewne jest jedno, to nie jest zbawca polskiego hip-hopu. A co ratuje tę płytę? Ano bity oczywiście, choć prawdą jest, że Returnersi już od jakiegoś czasu robią je hurtowo. Poza tym - niezłe "Wołam Cię" (jak zwykle zjadający całą płytę Bonson) i przede wszystkim "Wstyd". Gdyby Mielon poszedł w tę stronę na szerszą skalę i pociągnął album w sposób bardziej... autobiograficzny, może byłby z tego naprawdę ciekawy materiał. Wiemy przecież, że w końcu swoje przeszedł i wcale nie jest tak, że nie ma on zupełnie nic do przekazania. No i jakiś tam swój styl były wokalista Sekaku jednak ma. Dlatego mimo wszystko SJNWJZ posłuchać można.


39. Slums Attack - CNO2


Nowe dzieło SLU opisałem dłużej w recenzji na popkillerze. "CNO2" to kolejny przykład na to, że nie wystarczy dużo mówić o płycie, by przekonać do niej słuchaczy. Znaczy, fani bez wątpienia dostali to co chcieli, czyli kolejny niezły materiał od Ryśka. Tyle że patrząc przez pryzmat całej kariery, a zwłaszcza dwóch poprzednich, bardzo udanych pozycji, nie wnosi on do niej nic nowego. A przecież, jakby nie patrzeć, taka była idea tego krążka...


38. Tabasko - Ostatnia Szansa Tego Rapu


Czy ostatnią szansą tego rapu może być kolektyw złożony w trzech czwartych z gości na co dzień nie rapujących? Zmieszana z błotem płyta zespołu Tabasko początkowo zdawała się potwierdzać tendencję spadkową jeśli chodzi o albumy Ostrego, a jeśli coś ma być gorsze od "Jazz Dwa Trzy", to lepiej żeby to się w ogóle nie ukazywało. Na szczęście tak nie jest, a to zasługa oczywiście produkcji. By uniknąć nudy, którą poprzednie dzieło wręcz przerażało, klasykę sampli od Adasia połączono z elektroniką (w tym nawet brytyjskie brzmienia) od Holendrów z Killing Skills i trzeba przyznać, że wyszło to całkiem stylowo. Wyszedł z tego generalnie album do samochodu, dla fanów O.S.T.R.'a będący ciekawym, acz nie powalającym na kolana urozmaiceniem, zaś dla zwykłego, pilnego słuchacza to pewnie nic więcej jak kolejny powód do nakręcania beki z "marnego skrzypka" i utwierdzenie w przekonaniu, że dobry rap to tylko ten mniej znany rap. Dla mnie to przede wszystkim kilka produkcyjnych perełek, takich jak "Dzieci Kwiaty", "Słuchawki", "Jak masz problem", "Zachłanność", czy "Dzięki", które długo gościły w mojej playliście.


37. WSRH - Szkoła Wyrzutków


Oczekując po tej płycie nie wiadomo czego, można było się nieźle wkurzyć. Ja tak miałem. Nic nie poradzę, lubię rap Słonia (przede wszystkim za "Demonologię") i zapowiedzi pierwszej legalnej płyty WSRH rozbudziły we mnie spore nadzieje. I tak jak w przypadku płyty Parzela i Siwersa, do "Szkoły Wyrzutków" musiałem po pewnym czasie powrócić, by docenić coraz lepiej operującego tą krwistą, horrorcore'ową braggą Słonia, dobry, chropowaty rap Shellera i w sumie niezłe bity, mimo że brakuje mi w nich tego rewelacyjnego klimatu znanego z ostatniej płyty Wojtka. Tak naprawdę przeważa ten pierwszy atut, choć wydaje się być jasne, że zmęczenie konwencją zaczęło poznaniakom doskwierać już dość dotkliwie. Czas najwyższy zastanowić się, co dalej.


36. Diox/The Returners - Backstage


Jeśli polski słuchacz, który woli pomidory i jajka od kwiatów miałby szansę wyboru, na kim najchętniej mógłby się wyżyć w stopniu wykraczającym poza internetowy warzywniak, to byłby to z pewnością Diox. Na razie nie Mielzky, bowiem ten zbyt krótko przebywa na scenie. A członek HIFI Bandy nie wydał wcale w tym roku złej płyty. Prawdę mówiąc, w "Logice Gry" nie przeszkadzałoby mi nic, gdyby nie ta ogromna ilość bzdurnych, "życiowych" banałów. "Backstage" niby się tego nie ustrzegł, a jednak gdy się słyszy taką "Samotność", gdzie Diox autentycznie porusza, nie odczuwa się tego tak strasznie. Nudy niestety również się nie ustrzegł, co jest niestety konsekwencją postępującego wyrobnictwa Returnersów. No mnie osobiście pierwsze solo bujało bardziej, kiedy większy nacisk był położony na mocne, boom-bapowe bębny, zaś tutaj na pierwszy plan wychodzą sample (skądinąd zawsze udane) czerpiące pełną garścią z klasyki polskiej muzyki. Solidnie i nic poza tym.


35. Okoliczny Element - Kosze Zerwane


O tej płycie pisałem w przedpremierowej recenzji. Generalnie "Kosze Zerwane" to niestety popłuczyny po poprzednich projektach, powielenie schematu, zapętlenie się w tych samych followup'ach, itp, itd. Niby w porządku, ale wszystko to już było. Bity niby dobre, a jednak te na "Schodach Donikąd" miały jakoś lepszy vibe. Możliwe, że na to wszystko należałoby dać znaczną poprawkę, gdyby projekt ukazał się w innym terminie, niż jesień. W najbliższym okresie wakacyjnym będzie szansa to sprawdzić, bo nie ma co ukrywać, że Okoliczny Element to typowo "letniawkowy" skład.


34. Eripe - Odium EP


Ukłonem szacunku dla artystów z miejsc 40-36 jest sama ich obecność w rankingu. Faktem w pewien sposób kompromitującym ogólny wygląd sceny jest obecność na wyższych pozycjach osób z totalnego podziemia, którzy mimo niedociągnięć we flow i dopiero krystalizujących się stylówek potrafili nagrać ciekawsze albumy, niż raperzy będący na absolutnym topie popularności. Jedną z takich postaci jest właśnie Eripe. Pomysł na twórczość interesujący (gnoi i wylewa mnóstwo żółci na cały gatunek ludzki), pytanie tylko, jak długo na tym da radę pociągnąć. Z drugiej strony, teraz może nie ma co się nad tym zastanawiać. Bity? Gdyby nie były porządne (i dobrze, że są przede wszystkim autorskie), to nielegal ten mógłby nawet nie zmieścić się do pięćdziesiątki. Dobre teksty dobrymi tekstami, ale tak jak na początku wspomniałem, warsztatowo jest jeszcze trochę do poprawy.


33. Golin - Katakumby


Podobnie jak Eripe zaskoczył świeżością, pojawiając się praktycznie znikąd. Powalająca inteligencja, kreatywność, mega patenty na kawałki. Przeszkodą może być flow i pewne spięcie przed majkiem. Ja sam potrzebowałem do tej płyty trzech podejść, a dwa pierwsze kończyły się po paru minutach słuchania. Autorem lwiej części muzyki jest Szpalowsky - do tej pory znany z klasycznych, prostych, wpadających w ucho podkładów (Bonson na "Młodych Wilkach", projekt Solar/Białas) i tym razem nie jest inaczej. "Katakumby" to projekt, z którym zapoznać się trzeba.


32. NNFOF - No Name Full Of Fame


W tym roku wyszło dużo lepszych płyt producenckich. Przede wszystkim równiejszych. W tej kwestii akurat najlepiej wypowiedział się Noid w swojej recenzji, zresztą jeśli chodzi o wszystkie tegoroczne autorskie materiały polskich bitmejkerów, praktycznie zgadzam się z nim niemal w 100%. "No Name Full Of Fame" to w skrócie mocarne, ciężkie, walcowe podkłady oparte w większej mierze na samplu, tworzone przede wszystkim w swoim własnym, rozpoznawalnym stylu. Nie bez słabszych momentów, zarówno ze strony Siwskiego i Tykshty, jak i rapowych gości, niemniej byłoby nie w porządku nie docenić tutaj tego krążka.


31. Jopel & Komar - To o Tobie


Słuchając wielokrotnie legalnego debiutu białostockiego duetu nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że każdy z utworów byłby osobnym, podwórkowym singlem. Jako całość owszem, album może zlewać się w rzewną, pianinkową papkę i po części się z tym nawet zgadzam. Grono ludzi, które doceniło tę produkcję nie jest jednak wcale takie wąskie. Że niby uliczny rap? Jeśli taki, w którym obok Chady, HG, Kaliego i Palucha stawiamy Peję, Fabułę, Piha, Sobotę czy Hukosa, to w porządku. Dla mnie to taki bardziej osiedlowy, ale pozbawiony dresiarskich wersów egzystencjalizm i jedne z najciekawszych postaci młodego pokolenia. Aha, i jeszcze jedno - na nowym solo Jopela warstwa muzyczna na sto procent będzie inna, niż na "To o Tobie".


A już jutro podwyższamy poziom, kończymy z płytami na 'cztery mniej'. Miejsca od 30 do 21.