środa, 25 września 2013

Stop arabizacji rapu


Jesteśmy ciemnogrodem. Przepełnionym hipokryzją - należy dodać - ciemnogrodem. Wiza Khalifę, Currensy'ego, Devina, ASAP Rocky'ego wielbimy, a w kraju nie chcemy Araba, bo nie podoba się nam, że on to tylko o jaraniu. Zaraz zaraz - TYLKO o jaraniu? Słyszałem dwa jego kawałki - "30", który rzeczywiście jest o jaraniu i ten słynny one shot, za który nasz poczciwy, wiecznie upalony ziomuś wyłapał tyle hejtów. Czy w chwili obecnej rzeczywiście ktokolwiek miałby potrzebę słuchania czegoś więcej? Czy nie lepiej cierpliwie poczekać na coś konkretniejszego? W końcu nie każdy zaczynał od "Bybzi Bybzi" czy "Zimy EP".

Wiadomo, Arab to na razie zjawisko, a nie raper z prawdziwego zdarzenia i żeby było jasne, cały czas się tego trzymam. Dopóki nie poprawi znacząco warsztatu, na półki empików nie ma co się pchać na siłę. No ale właśnie, nie tylko w tym warsztacie tkwi szkopuł, że zapowiadane "The Rolling Joints" jednak się nie ukaże. Sam zainteresowany oczywiście szerzej nie skomentował przyczyn rozstania z Dill Gangiem, jednak w internecie narosło już wyjątkowo dużo opinii, by można było wysnuć samodzielne wnioski.

Konflikt interesów. Chłopaki z Dill Gangu niewątpliwie mieli powody ku temu, by uwierzyć w Araba jako kurę znoszącą złote jaja. I niekoniecznie musiało być w tym coś złego, jako że w biznesie (bo o tym w tej chwili mówimy) wszystkie chwyty są dozwolone. Czy lepiej jest kuć żelazo póki gorące, czy może nieco poczekać i w przyszłości wybrać odpowiedniejszy moment - to można sobie z boku oceniać. Poza tym nie można wykluczać tego, że Bilon i spółka uwierzyli w tego chłopaka już teraz, uwierzyli, że jest on w stanie nagrać płytę na jakimś poziomie. Niestety, nie można wykluczyć też tego, że mogli go potraktować jak zwykłe narzędzie. Produkt, który się sprzeda. Opcja typu "będzie fajna płyta o jaraniu, gimbusy to łykną" nie przewiduje tego, że na chwilę obecną lekkomyślny Arab nie zauważy, że mogą oni tym zrobić mu wielką krzywdę. Taką, że mógłby już nigdy potem nie być postrzeganym jako raper, a zostać strawionym i wydalonym przez środowisko i przeminąć jako ciekawostka jednego sezonu.

Ale wycofał się. Owy czarny scenariusz nie będzie miał miejsca. I bardzo prawdopodobne, że Arab zorientował się w tej sytuacji tylko dlatego, że... sam się pogubił. Pogubił się i na szczęście to zauważył. Akcja z usuwaniem klipu, straszenie sądem, rzekomy przypał u starych za zielsko, plus do tego wszystkiego słowa Cywila, jakoby Gabryś bez żadnego problemu przyjmował ogromne pokłady finansowe od wytwórni - nie stawia to strony pokrzywdzonej jako kompletnie pozbawionej winy, jednak na tym etapie można to spokojnie potraktować jako błędy młodości. Zwłaszcza, że w obecnym momencie zrobił dokładnie to, co trzeba było - usunął się w cień i pozostał raperem, powiedzmy, podziemnym.

Na tym wszystkim najbardziej ucierpiała wspomniana w pierwszym akapicie kwestia... nawijania o jaraniu. Bo prawdę mówiąc, mnie brakuje na scenie tego typu klimatów. Kiedyś Beat Squad, ostatnio zahacza o podobną stylistykę Kuba Knap... i ciężko sobie przypomnieć coś więcej. Miejmy zatem nadzieję, że Arab, mimo swojej niedawnej "deklaracji dojrzałości" (którą oczywiście należy pochwalić) nie zatraci swojego największego atutu i nie będzie próbował przekładać Hamleta na rapowe szesnastki, tylko... będzie robił to po swojemu, po prostu. W końcu gimbusy i tak zawsze znajdą sobie jakiegoś innego idola, który będzie ich namawiał do złych rzeczy. I niech sobie ludzie mówią co chcą - ja jestem fanem każdego, kto wprowadza na tę polską szarzyznę nieco kolorytu. Gabriel może być właśnie kimś takim.

niedziela, 15 września 2013

Walety Aptaunu

 

Pyskaty z ekipą robią dużo dobrego dla polskiego rapu. Tak jak w Legii Warszawa zorientowano się, że polska piłka nożna nigdy nie odbije się od dna bez odważnego stawiania na młodzież, tak ludzie z wytwórni Aptaun widzą, że ciężko wyeliminować wahania formy zwane "boomami na rap" i ustabilizować ją na stałym, dobrym poziomie bez wyławiania z czeluści undergroundu prawdziwych perełek, albo chociaż wymagających drobnych szlifów diamentów. Mam jednak nieodparte wrażenie, że zarówno klub z Łazienkowskiej, jak i warszawski label, na dalszym etapie rozwoju kariery swoich wybranków... nie ma za bardzo pomysłu, co z nimi dalej zrobić.

Nie sposób nie pochwalić zamysłu akcji Aptaun Support: rzucamy skautów wyszukujących talenty po całej Polsce, sami robimy też nabór na testy, aby ci niezauważeni też mogli się pokazać, organizujemy sparing w postaci posse-tracka i wystawiamy na boisko wszystkich ASów, a niektórym dajemy też szanse w 'lidze kompaktowej', tłocząc kilkaset/tysiąc sztuk i wystawiając na sprzedaż w internetowym sklepie. Właśnie - WYSTAWIAJĄC NA SPRZEDAŻ. Aptaun Support nie ma długiego stażu, bo na koncie dopiero dwie edycje, ale mimo to już można mieć wrażenie, że z biznesowego punktu widzenia interes wytwórni przy tej akcji jest taki, jak procent zysku z nakładu tychże płyt. Czyli niewielki.

Weźmy na tapet pierwszą edycję. Z siedmiu wybrańców fizyki wydano jak do tej pory dwóm z nich. "Pięć Miejsc Po Przecinku" Żyta Tostera wyprzedało się szybko, "Klub Wyklętych Futurystów" Beeresa do tej pory zalega w magazynie. Z informacji nieoficjalnych można wnioskować, że "High Definition 2", czyli nadchodzący album Diseta również będzie do nabycia na aptaun.pl. Co z pozostałymi? KęKę jest prawdziwą bombą i to nie ulega wątpliwości, a jego album ukaże się już w listopadzie nakładem... Prosto Label. 2sty jest osobą wszechstronną, ale pod względem rapowania bardziej wrzucilibyśmy go do jednego worka z newschoolowymi Beeresem i Gedzem, aniżeli klasycznymi Żytem i Mielzkim, a jednak "Puzzle" są, jak to uwielbiają nazywać raperzy, spłaceniem długów wobec starej szkoły i... wcale nie wychodzą pod skrzydłem Aptaun Support, a jako pełnoprawny legal, z praktycznie zerową promocją od Urban Rec. Karwan swoją "Fabrykę Hitów Snów" wydał samodzielnie i najwyraźniej ludzie z labelu zdążyli o nim dawno zapomnieć, zaś o Emasie nic za bardzo powiedzieć nie można, jako że sam nie daje ku temu podstaw, choć przecież już od początku, nie umniejszając mu, przy kolegach wypadał blado.

Druga edycja jest jeszcze w miarę świeża, więc zbyt daleko idących wniosków wyciągać nie wolno, ale na dzień dzisiejszy kompakty wypuszcza, podobnie jak przy pierwszej edycji, dwójka wybrańców. Planet ANM jest świeżo "po" i może być zadowolony zarówno z wyprzedanego nakładu, jak i poziomu swojej płyty z EljotSounds, zaś Oxon jest dosłownie "przed" i lada moment rusza z płytą. Enson chce popłynąć na tegorocznej fali duetów i kombinuje płytę z Golinem, ale raczej wątpliwe, że uzyska ona wsparcie od Aptaun. Prędzej solówka Ensa, ale póki co chyba ciężko powiedzieć, który z tych projektów wyjdzie jako pierwszy. Ciężko mi również powiedzieć, czy kiedykolwiek w karierze ukaże się coś w formie fizycznej od jednego z naszych rapowych "królów refrenów" - Dannego, zaś takiemu Wergawerowi solidności odmówić nie można, ale konkretnych planów wydawniczych także brak (zwłaszcza że druga połowa Projektu Ganges - Paweł Wu, pracuje aktualnie nad solówką).

Do meritum. Wytwórnia Aptaun w pewnym stopniu zapędziła się w kozi róg, bowiem akcja Aptaun Support wydaje się być niczym innym jak zaoferowaniem starannie wyselekcjonowanych przez siebie zawodników... innym wytwórniom, z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, żeby Pysk i spółka mieli dokonywać ponownego wyboru i spośród tych, których wybrali do ASów, mieliby tym razem wybierać właściwych członków swego katalogu wydawniczego, co na tym etapie mogłoby być niesprawiedliwością wobec tych ewentualnie pominiętych (wyobraźmy sobie sytuację, w której legala dostaje Beeres, a Żyt Toster wciąż musi wysyłać jakieś konkursowe zwrotki). Sam szef labelu, kiedy z nim rozmawiałem, nie potrafił mi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, "co z nimi dalej będzie" i ograniczył się do stwierdzenia: "wszystko zależy od nich".

No chyba że poprzestaniemy nad opcją "pracy społecznej" i że rzeczywiście zależy nam tylko i wyłącznie na promowaniu talentów. Może i Artur Jędrzejczyk zrobi karierę w Krasnodarze, a Rafał Wolski w Fiorentinie. Może. Tyle że w obronie Legii gra teraz dramatycznie słaby Dossa Junior, w ofensywie drętwy Dwaliszwili (i co z tego, że ustrzelił hattricka ostatniej drużynie ligi), a warszawska drużyna miała awansować do Ligi Mistrzów. Klątwa trwa nadal. Jeśli wiecie co mam na myśli.

piątek, 6 września 2013

Bardzo jesienne premiery


Dzisiaj właśnie ma miejsce premiera "Pasa Oriona" Planeta ANM (właśnie się z nim osłuchuję). Lada moment również debiut w Fandango Aleksandra. Powracający po 9 latach Deobson zapewnia, że na nowej płycie "nie będzie słodko." Po singlu "Konfesjonał/Surrealizm" wiadomo czego się spodziewać po nadchodzącym albumie Rovera. Może to i nie był taki zły pomysł, przy okazji "Muzyki Emocjonalnej" Pezeta, by do płyt dodawać żyletki... Slug byłby dumny.

Bo rzeczywiście, polscy raperzy umieją przelewać emocje na kartki jak mało kto. Bardzo możliwe, że to właśnie ta refleksyjna, życiówkowa odmiana rapu wychodzi w kraju nad Wisłą najlepiej. Wystarczy podać za przykład popularność takich wykonawców jak Bonson i HuczuHucz, obecność w drugiej edycji Młodych Wilków takich zawodników jak Haju, Szuwar i Dejan, a do nadchodzących premier można jeszcze przecież dorzucić Junesa, Tusz Na Rękach czy najprawdopodobniej tworzący coś na ten kształt duet Miuosh/Onar.

Ale fani innych rodzajów rapu też nie będą zaniedbani. Imprezowo-bangerowy Sobota powróci z trzecią solówką i zapowiada zaskoczenie wszystkich swoim "dekalogiem". Horrorcore'owy Słoń swoim singlem-before'em wytworzył spore napięcie przed premierą "Demonologii 2". Techniczny wirtuoz Pores, jedyny jak do tej pory członek 3W bez solowej płyty na koncie zadecydował, że właśnie teraz nadszedł na nią odpowiedni moment. Po w mojej opinii lekko rozczarowującym wspólnym projekcie Kali i Paluch, czyli najmocniejsze ogniwa ulicznego rapu, na jesień mają uderzyć ponownie, tym razem osobno. Będąc raczej sceptycznym do niezwykłej w tym roku fali duetów nic a nic nie grzeje mnie "Potwierdzone Info", za to jestem nawet ciekaw, jak wyjdzie Tetowi z Pogzem, no i wypada jednak obserwować Eripe i Quebonafide, bo wszystko wskazuje na to, że fajna przyszłość przed nimi.

Mówiąc o świeżych talentach, nie wolno zapominać o rozwoju Młodych Wilków. Sam z zainteresowaniem oczekuję płyt Ńemego i Jopela, zaś nie ma co się oszukiwać, że największe ciśnienie w narodzie jest na płytę KęKę, która ma ukazać się już za ledwo dwa miesiące. Myślę, że możemy spodziewać się nie mniejszego szumu w związku z nowym krążkiem Bonsona i Matka, czy wspólnym projektem Bisza z Laikiem jako Tehnikolor, gdy tylko wyjdzie na wierzch coś więcej niż enigmatyczne snippety.

Weterani najwyraźniej także nie próżnują. Wróbelki ćwierkają, że płytę robi Włodi, nad nowym albumem pracuje Sokół z Marysią, a trzecia "solufka" Rycha Pei zapowiadana jest od dawna. Dość zaskakujące hejty wzbudziła informacja o powrocie Kalibra, lada moment wychodzi też płyta innego pioniera - Wojtasa. Kto spragniony kobiecego rapu (ja tak), temu wypada mieć oko na Gonix, a w dalszej perspektywie wyczekiwać trzeciej płyty Wdowy. No i nie zapominać rzecz jasna o Lilu. Tak jak w poprzednim roku beatmakerzy szaleli z ilością wydawanych płyt producenckich, tak w tym roku jedyną poważną propozycją (i wszystko wskazuje, że nie byle jaką) w tej materii wydaje się być "Utopia" Pawbeatsa... o ile oczywiście sam Marcin wyrobi się z nią do sylwestra. Nie wydają mi się bowiem realne opcje z BobAir'em i SoDrumatic'iem, zwłaszcza że ten drugi wciąż dopracowuje nowego VNMa.

Może być bardzo ciekawie.

niedziela, 1 września 2013