środa, 16 stycznia 2013

Podsumowanie 2012 - odrzuty

Tak jak rok temu. TOP50 wbrew pozorom nie wyczerpało tematu, a i jeśli myślicie, że jaram się wszystkim co wychodzi, to jesteście w czym? W błędzie, oczywiście. Podwójnie, jeżeli myślicie, że dotknąłem w tej liście wszystkich płyt, które dotarły do słuchaczy o liczbie nieco większej niż paru kumpli z osiedla i matka w kuchni tłukąca schabowe podczas nagrywania w szafie. Byłoby to niemożliwe z uwagi na to, że o większości z nich po prostu nie ma o czym pisać. Także jeśli dalej nie ma Twojego ulubieńca - przykro mi. Oto lista 'odrzutów' na 2012 rok.


Abradab-ExtraVertik - Niektórzy Daba próbowali bronić... A tu nie ma czego bronić. Miałem parę podejść, aż w końcu cierpliwość mi się skończyła. Najgorsza płyta w dorobku członka Kalibra.

Chada-Jeden z Was - Ech, a byłem przekonany, że akurat TEGO wyboru, a właściwie braku wyboru, nie będę musiał już nigdy tłumaczyć. Mata.

Cruz/Zaspał-Sztuka Naiwna - Przede wszystkim dobre produkcje Zaspała, a co raziło tutaj najbardziej, to byle jakie teksty Cruza. Na kolejnym albumie jest lepiej, choć nadal nie do końca wiadomo, o co mu chodzi...

Cruz/Zaspał-Dada - W ciekawą stronę panowie poszli względem "Sztuki Naiwnej". Bardziej awangardowo, powiedziałbym. Sam tytuł sugeruje dadaistyczne skłonności. Cruz przyprogresował, Zaspał tym razem w trochę innym stylu, ale nadal nieźle. Mimo to "Dada" jakoś nie do końca mnie przekonuje.

Endefis-Taki Będę - Szkoda bitów SoDrumatica, szkoda nadszarpniętej reputacji Endefisów. Za każdym razem, gdy na jakiejś rapowej płycie ktoś dissował "powracających raperów", momentalnie na myśl przychodził mi właśnie ten album. Smutne, ale panowie sami są sobie winni. Jak sami rapują na otwarcie płyty: "Chcecie więcej? My mamy więcej, sami oceńcie, czy dalej sens jest." No nie ma sensu, nie ma.

Eripe-Chamskie Rzeczy - Dobre, polecam. Tyle że na kradzionych bitach.

Flint-Warszawskie ZOO - Taki tam solidny średniak. Nawet SoulPete jakiś taki nierówny.

Gospel-Piski, Zyski i Wytryski Mixtape - Nie zawsze geniusz, ale też nie zawsze bezbek, jak niektórzy twierdzą. Dla mnie jedno z większych odkryć tego roku i mówcie sobie co chcecie, choć jako mixtape oczywiście nie miało to prawa trafić do topu.

Hemp Gru-Braterstwo - Nie rozumiem ataków na "Jedność" i "Lojalność", które w swojej stylistyce były naprawdę dobrymi albumami. I szczerze zastanawiałem się, czy by, będąc niby konsekwentnym, nie wrzucić "Braterstwa" do pięćdziesiątki. Po namyśle jednak stwierdziłem, że byłoby to grube przegięcie pały. No bo za co? Za to, że kończą karierę? A niektórzy nawet twierdzą, że 'zielona' część trylogii JLB jest z nich wszystkich najlepsza. No beka, z krzesła spadłem normalnie.

Jot-Dzień i Noc na Ziemi - "Nigdy cię nie lubiłem i nie lubię", jak to niegdyś rzekł Tede do Onara.

KaeN-Od Kołyski Aż Po Grób - Co jak co, z opiniami panów M.N. i M.F. liczę się zawsze, ale... No kurwa, za przeproszeniem. Propsów w stronę KaeNa swoim małym rozumkiem nie jestem jeszcze w stanie ogarnąć, przykro mi.

Kamel-Droga Kamelita - Serio, nie wkurwia was to jego "uuuuuu"? Niektórzy chwalili, to posłuchałem, po jakichś singlach na youtube nawet wytypowałem do swoich wilków i... dość szybko pożałowałem tego wyboru.

Kosmos-Kosmos - Gdyby wywalić jakieś... trzy czwarte tego składu (bez Skorupa oczywiście) i wrzucić zamiast nich jednego Majkela, to może byłoby to bardziej zjadliwe. Nie wiem czy dotarłem nawet do połowy tracklisty. Chyba ten rdzennie śląski rap nie jest dla mnie...

Kroolik Underwood-Gentleman Flow - Dobry wokalista, gorszy raper. Niby przyjemnie się słuchało, ale więcej niż dwa razy nie włączałem.

V/A-Młode Wilki 2012 - Miało być na 50. miejscu, tak ładnie, ale zdecydowałem, że jednak nie. W końcu nie jest to album w pełnym znaczeniu tego słowa.

Młody-4 Takty - Patrz: Dab i Kamel. Niby ktoś tam chwalił, miałem parę podejść, ale ani razu nie udało mi się przekroczyć choćby połowy z ogólnej liczby tracków.

Nullo-SPG Dystrykt - Z tej płyty chyba tylko te rockowe akcenty zapadły mi w pamięć. W sumie i tak zawsze wolałem Szada i Porka.

Onar-Przemytnik Emocji - Pół na pół. Trochę dobrze, trochę słabo, przez bity przede wszystkim. Zrecowałem to na popku, więc lukajże.

Pokahontaz-Rekontakt - Duże rozczarowanie. Lubię Raha i Fo, ale "Rekontakt" brzmi jakby rzeczywiście był domykany w pośpiechu, byleby tylko zgrać się czasowo z promocją filmu. Szkoda.

Pono-Wizjoner - Mimo dobrych chęci, przekazu i tak dalej, Poniedziałkowi wyszedł baaaaardzo naiwny albumik. Banalny, miejscami wręcz fatalny, a tylko w pewnych momentach dający się posłuchać. A "Żelazna Wola" to już w ogóle [*].

V/A-Prosto Mixtape Kebs - Najlepszy z mixtape'ów od Prosto jak dotychczas. Co nie znaczy, że od razu dobry.

Prys-Na Złej Drodze Do Lepszych Czasów - Niby klimat jest, ale jakaś taka nijaka ta płyta. Jedynie "Nieobecni" się bronią. No, piękny numer.

Ry23-Magiczne Pióro - Beka jak stąd do tamtąd z konkursu niejakiej Rapdycji w niejakim Radiu Sygnały za nominowanie Ramony w kategorii "płyta roku". W zasadzie o "Magicznym Piórze" nie ma co wspominać i nie trzeba nawet argumentować jego nieobecności w TOP50, jednak ten zabawny fakt aż się prosił o przytoczenie. A, dla wyników tegoż plebiscytu: [*].

SB-Struktura Dźwięków - Spodziewałem się, że chociaż te cztery mniej będzie, jednak poza woskowym klimatem... i może jeszcze trackiem Żyta, Szokaza i Hucza, nie ma tu nic specjalnie wyróżniającego tej produkcji na tle innych. Poprawnie i nic więcej, co pewnie też w dużej mierze jest zasługą (?) gości, jak zwykle.

Skor-Muzykoma - Niby wchodzi lepiej, niż "Dwie Strony Mocy", ale dla mnie Skor już chyba nigdy nie wzbije się na 'czwórkowy' poziom.

Szyna-Spacer EP - Taka epka akurat na dwa razy, podczas podróży pociągiem. Na dłużej zostają ledwo trzy-cztery numery, bowiem mimo fajnego oldskuliku-klimaciku w bicikach słychać wyraźnie, że klejenie podkładów stanowi dla Tedunia bardziej zajawkę po godzinach, aniżeli codzienną profesję. Zobaczymy, jak się dalej Szynka rozwinie.

Śliwa-Pełen Etat - Debiut Młodego Wilka w RPS rzeczywiście jest jedną wielką pomyłką, jednak ostatnie występy gościnne pokazują, przynajmniej dla mnie, że Śliwy jako MC skreślać jeszcze nie można.

Tede-Mefistotedes|Odkupienie - Od "Notes 2" nie trawię kolejnych albumów (za wyjątkiem kilku utworów) Tedeusza głównie przez to, że w ogóle nie przykłada się do tekstów. A przecież to pod tym względem wspomniany album z 2009 był jednym z najbardziej zaskakujących wydawnictw ostatnich lat. A w 2013 znowu jakieś "Elliminati". Bosz...

Temzki & Roux Spana-10 - Klimacik jest, owszem, ale czy coś więcej...

Tusz Na Rękach-U.O.C. - "Ona ma broń" bardzo spoko numer. Ale tak poza tym, to "nigdy cię nie lubiłem i nie lubię" (2). I ten autotune, matko przenajświętsza...

White House-Kodex 4 - Może burzę teraz jakąś świętość, ale ostatnio zdałem sobie sprawę, że tak po prawdzie dobry był jedynie pierwszy "Kodex". Żaden następny nie potrafił zainteresować mnie w całości. Z całym szacunkiem dla kunsztu Magiery i Laski, ale czwarty jest chyba najsłabszy. To co teraz będzie, kasacja?

Wice Wersa-O Niebo Więcej - Kilka kawałków od biedy może być. Ogólnie nic ciekawego niestety.


Co dalej na blogasku? Zacząłem cykl 'Młodzi Polscy Zdolni', do którego postaram się przykładać ciut bardziej niż do tej pory i co jakiś czas będę podrzucał jakieś nowe twarzyczki z podziemia. Recenzje polskich nowości będą ukazywały się tylko i wyłącznie na portalu, więc trochę bez sensu robić z bloga jednego wielkiego KLIKA. Ciekaw byłbym, co byście powiedzieli na pozycje klasyczne, na przegląd tego co działo się w poprzednich latach, oczywiście w mojej ulubionej rankingowej formie. Bez obaw, żaden rok nie miał TOP50, jak ostatnie dwa. Co najwyżej będą jakieś wyróżnienia poza ścisłym topkiem. No i może jeszcze pozycje klasyczne ze Stanów. Co wy na to? Bo, jak Boga kocham, nie jaram się obecnymi swagowo-Asapowymi trendami i poza paroma wykonawcami, którzy są bezsprzecznie godni sprawdzenia, u mnie przodują starocie. No, także to by było na tyle.

niedziela, 6 stycznia 2013

Podsumowanie 2012 - TOP50 polski rap part 5 (10-1)

Jak zwykle mała obsuwa. Ostatnia część rankingu, proszę bardzo.

Part 1 (50-41)
Part 2 (40-31)
Part 3 (30-21)
Part 4 (20-11)


10. Donatan - Równonoc: Słowiańska Dusza


Tak, wiem, że w recenzji dałem "Równonocy" szkolną tróję, ale pamiętajcie, że ocena ta dotyczyła tylko i wyłącznie raperów. No i jest to projekt dwupłytowy, a wiadomo co się znajduje na drugim dysku. Inaczej wytłumaczyć już nie dam rady, dlaczego ocenę końcową przedsięwzięciu Donatana podwyższyłem na tyle, by mogła załapać się do pierwszej dziesiątki. No bo chyba wszyscy się zgodzą, że jest to rzecz absolutnie unikatowa, a same kompozycje Donatana bezbłędne, i to co do jednego. A że raperzy dali ciała? Kto by tam się nimi przejmował.


9. Hukos - Knajpa Upadłych Morderców


Mój główny faworyt spośród tegorocznych 'niedocenionych'. Mocny głos, charyzma, świetne teksty - czego chcieć więcej? A że przyspieszenia nie wychodzą idealnie? Że w większości mało odkrywcza tematyka? Trzeba pamiętać, że to debiut, i to na takiej zasadzie, jak "De Nekst Best" VNMa, czyli pokazanie się z jak najszerszej strony. Podobnie jest z muzyką na "Knajpie...", czyli różnorodnie. Dużo producentów, jak i dużo gości, co również mi nie przeszkadza - dobre urozmaicenie i przede wszystkim żaden z nich nie przykrył gospodarza. Jest to debiut, ale debiut niepochopny, którego autor podjął się będąc w pełni do niego przygotowanym. Hukos spełnił moje oczekiwania niemal w 100%, dlatego musiał znaleźć się w dyszce.


8. VNM - Etenszyn: Drimz Kamyn Tru


Nie jest tajemnicą, co w przypadku tej pozycji jest łyżką dziegciu. Trochę dziwić może podejście typu: "jaram się J.Cole'em i Drake'iem, więc ty też się jaraj, bo teraz robię to co oni, a jak ci się nie podoba, to nie jesteś moim prawdziwym fanem i w ogóle wypierdalaj" a jednocześnie "pomruczę sobie coś jak Drake, wiem, że brzmi słabo, ale zobaczę jak się przyjmie i czy zbiję na tym hajs, i dopiero potem pójdę na lekcje śpiewu". Czujecie ten zgrzyt? No ale nieważne, przyjęło się, więc to oznacza, że da się te śpiewy jakoś znieść. Miejmy tylko nadzieję, że na następnym krążku nie usłyszymy już tekstów o ciężkim wychodzeniu z podziemia i byciu na górze, o tym jak to teraz "jestem najlepszy i rozpierdalam legal". Okej Fał, masz rację, ale ile można?!


7. Nocne Nagrania - Linia 00:14


Mollowe dźwięki to jedna z najlepszych rzeczy w muzyce. Wreszcie zajął się tym ktoś siedzący w klimatach hip-hopowych. Piękne połączenie elektroniki z domieszką sampli, niskie tony, mocarne zbasowanie i porządna perkusja, a do tego cała masa melodyjnych smaczków - to jest to, co Kruczki lubią najbardziej. Może przydałoby się do tego wszystkiego paru lepszych MCs, ale koniec końców nie jest tak źle. Szatt i Nowok to wirtuozi nocnych klimatów. Nie znasz? Błąd.


6. Czarny HIFI - Niedopowiedzenia


Kiedy słuchałem po raz pierwszy tej płyty, pomyślałem sobie: "oho, coś czuję, że nie będzie żadnego podsumowania roku bez choćby wzmianki o Czarnym". I rzeczywiście, gusta gustami i pełen subiektywizm zawsze grany, ale o "Niedopowiedzeniach" piszą wszyscy. Bo to po prostu jest porządny kawał muzyki. Muzyki, bo "hip-hop" to w tym przypadku za mało. Zauważyłem przy okazji, że mało kto pisze o drugim krążku. A ten zdecydowanie broni się przed "Próbą Czasu" i dzięki temu mamy jeszcze więcej dobrych numerów, niż tylko jedenaście. Widziałem, że trochę narzekania było na gości wokalnych (ech, który to już raz?). Mnie tam nic specjalnie nie uraziło, choć sporo jest prawdy w równaniu: Pezet, VNM, Hades > reszta.


5. Zjawin - Wszystko Jedno


Bardzo dobrze, że to wyszło. Wiem, że większości słuchaczy było... wszystko jedno, czy to się ukaże czy nie, ale tu dochodzimy do opcji wyboru mniejszego zła. Sukces komercyjny? By było gadanie, że to samo nabijanie kabzy na tragedii. Znikome zainteresowanie? Nienależyte uczczenie pamięci artysty. Po głębszym namyśle może i dobrze się stało jak się stało, bo "Wszystko jedno" trafiło do kogo miało trafić. Płyta na pewno trudna, wymagająca, ale nieprawdopodobnie klimatyczna oraz niesamowicie odwzorowująca duszę autora. Po prostu jedyna w swoim rodzaju. Raczej dla hip-hopowych koneserów, niż posiadaczy trzeciej płyty Chady na półce.


4. Pyskaty - Pasja


Był czas na braggującego Skurwiela, teraz jest na refleksyjnego Pyskatego. Jednym taki kierunek odpowiada, innym nie i trudno. Mnie koncept "Pasji" zafascynował i, co tu dużo mówić, lirycznie trafił idealnie w dziesiątkę. A to, że tak na każdym kroku czepiam się tej słynnej łatki i klątwy jego wytwórni, to jest tylko i wyłącznie stwierdzenie faktu. Nie jestem w tym przecież odosobniony, a wszystkie te słowa mówię w oparciu o opinię ogółu. Choć faktem też jest, że bardziej lub mniej, ale wszystkie te płyty aptaunowców mi się jednak podobają. Dlatego po części ma rację też sam Przemek mówiąc o napompowywanym baloniku, zatem prawda zawsze leży gdzieś pośrodku. Życie, Pysku. Proximite też nie nagra drugiego "Kilka Numerów o Czymś". KLIK


3. Zeus - Zeus. Nie żyje.


Gdy wszyscy z wypiekami na twarzy wyczekiwali jakiegoś wielkiego przełomu na miarę "Section.80" w postaci czwartego albumu Zeusa, ja po prostu przypomniałem sobie, jak to jeszcze parę lat temu uradowany dopadałem jedyny stojący na półce Empiku egzemplarz "Albumu Zeusa" i napawałem się nim w świadomości, że chyba jestem jakimś jednym z niewielu. Właśnie Stepowi zawdzięczać można zwyżkę popularności, jaka się bez wątpienia łódzkiemu raperowi należała. Ale żeby jakiś "przełom"? Kolejne numery o Łodzi i podróżowaniu, obowiązkowo jakiś storytelling z trzeciej osoby, znowu dissy na scenę i raperów - eeeeeeeee... Przełom to był, ale rok temu na "Zeus, jak mogłeś?". To wszystko nie zmienia oczywiście faktu, że "Zeus. Nie Żyje." jest najbardziej osobistym albumem w jego dorobku i umacnia Gromowładnego w ścisłym topie najlepszych raperów w Polsce (i moich ulubionych przy okazji).


2. Medium - Graal


Jeżeli gościa, który w epoce ateizmu krzewi wiarę w Boga, wartości wyższe, ducha narodowego i prawdziwą postawę obywatelską, ostrzega przed realnymi niebezpieczeństwami naprawdę wielkiego rozmiaru i walczy o świadomość o człowieku i świecie wyśmiewa się i ogłasza szaleńcem, to patrząc na to wszystko obawiam się, że to będzie jak zwykle taka walka z wiatrakami. Medium niestety nie ustrzegł się kontrowersyjnych, radykalnych haseł i narzucania słuchaczowi swojego światopoglądu, przez co krążek ten kierowany jest głównie do myślących jak on, a z całego tego nawracania wyjdą nici. Wprawdzie żadne to zaskoczenie, ludzie przez wieki zwykli ignorować ostrzeżenia i opluwać tych, co w ich mniemaniu uważali się za wielkich proroków, a potem budzili się z ręką w nocniku. Ja uważam, że Piotrek na tej płycie mówi mądrze i tyle. Co do flow, to jakiś kosmos, technika podobnie. A produkcja... No cóż, z całym szacunkiem dla Czarnego i Donatana, ale złoty medal w tej kategorii otrzymuje właśnie kielczanin.


1. Bisz - Wilk Chodnikowy


Król jest tylko jeden. Wilk wszamał w tym roku konkurencję ze smakiem, nie pozostawiając wątpliwości czyj jest teren. Na pytanie, czy to jeszcze album rewelacyjny, czy już rewolucyjny, musi chyba każdy odpowiedzieć sobie sam - wg mnie przykładowa 'dziesiątka' od Marcina Flinta niekoniecznie jest wyrazem tego, że jest to dzieło muzycznie KOMPLETNE. Może to być dzieło bliskie ideału w dziewięćdziesięciu pięciu procentach, na przykład. Chodzi o to, że jest to wyznaczenie granicy, od której zaczyna się nowa epoka w polskim rapie. Jakkolwiek patetycznie to nie zabrzmi - poprzednia epoka miała swojego hip-hopowego wieszcza narodowego. Był nim Eldo. Dziś już Leszek jest bardziej obiektem kpin (choć nie wyolbrzymiałbym tego, pamiętając świetnie przyjęte "Zapiski z 1001 Nocy" dobry rap obroni się sam, ale to już on sam musi potwierdzić kolejnym albumem), zaś Bisz, oprócz poetyckiego pióra, ma jeszcze olbrzymie skillsy, co na tym etapie rozwoju gatunku stało się dość ważnym jego elementem. Może i Biszu nie wymyślił hashtagów, ale przynajmniej sprowadził je do Polski. I to wystarczy, by być w tej chwili czołowym przedstawicielem tej, jak to nazwałem, epoki, i całej rapującej Polski. KLIK


No, to tyle. Co będzie dalej się działo na blogu/z blogiem - tego jeszcze nie wiem, ale póki co jeszcze za jakiś czas pewnie dorzucę jakis bonusik do podsumowanka. Big up.

sobota, 5 stycznia 2013

Podsumowanie 2012 - TOP50 polski rap part 4 (20-11)

Jeżeli byliście zdania, że z płytami z miejsc 21-50 jedyne co należy zrobić, to spuścić w kiblu, to w tym przypadku już tak z pewnością nie pomyślicie.

Part 1 (50-41)
Part 2 (40-31)
Part 3 (30-21)
Part 5 (10-1)


20. Trzy Sześć - 24TV


Jeśli Laikike1 uważa, że całe warszawskie podziemie trzeba by zamknąć w ZOO, to chyba nie wie o czym mówi i ani razu nie słuchał "24TV". Rok 2012 Trzyś przeszedł kompletnie, ale to KOMPLETNIE bez echa, mimo że nagrał materiał świeży, inteligentny i z klasą. I naprawdę nie jestem w stanie dojść, dlaczego tak jest. Nawet pomysłowa promocja nie wystarczyła do zdobycia minimalnego rozgłosu, co tylko utwierdza w przekonaniu, że chęć zrobienia czegoś innowacyjnego najczęściej przegrywa z klipami-reklamówkami ciuchów i machaniem łapami do kamery. Szkoda, ale kibicuję dalej. Tutaj pełna recenzja.


19. Vixen - Kontinuum


Samorealizacja, wiara w siebie, dbanie o siłę ducha. To tematy z różnych przyczyn mi bliskie, a tego typu kierunek w rapie ostatnio znany jest z profilu pewnej wytwórni na "A" (tylko tak się wam wydaje, że się czepiam). Ostatnio podjął się jej "raper z wioski, weź wyciągnij wnioski" - Vixen. I co? No i wygrał życie. "Kontinuum" to stylowo zarapowana, dopracowana, aż kipiąca pozytywną energią płyta. Może w pewnym miejscu wkrada się w nią monotonia, ale to akurat zrozumiałe ze względu na obraną tematykę całości. Miażdżących absolutnie momentów nie brakuje: "Motywacja" (jak on to nawinął!), "Utworzymy Pełnię", "Drugi Świat", "New Age" (pierwsza zwrotka - moc) i parę innych. Mając w pamięci rozczarowujące "Rozpalić Tłum" zbagatelizowałem informacje o nowej płycie reprezentanta RPS. Okazało się to błędem koszmarnym. Vixen, urzekłeś mnie i spieszę przepraszać, że w Ciebie wątpiłem.


18. Paluch - Niebo


Hardkorowy, a zarazem nowoczesny i przebojowy materiał. Może nie ma tu jakichś super popisów flow, ale wystarczy za to stuprocentowa bezkompromisowość i mocne, dobitne linijki. Zero pustosłowia i strachu przed eksperymentami. Zawsze lubiłem Palucha (no, prawie zawsze), ale dopiero "Niebo" potwierdza, że raper ten w pełni zasługuje na wyrobioną przez siebie markę. Tę płytkę również zrecenzowałem przedpremierowo na Popkillerze.


17. Zioło - Hip Hop


Zioło aka Zioło Zioło to jedno z pozytywniejszych objawień tego roku. Raper o głosie Smarka i lekkości w pisaniu prześmiewczych tekstów niezwykle trafnie potrafi opisać to, co niby wszyscy wiedzą, a jednak boją się mówić. Na "Hip Hopie" skupia się na polskim hip-hopie właśnie, obnażając jego wszelkie słabości, sprzeczności i patologie. Wszystko fajnie i w porządku, dla mnie jednak to przede wszystkim mega utalentowany producent. A, jeszcze co do tego Smarka. Długo mi to przeszkadzało, ale po jakimś czasie obróciłem to w zaletę. Bo prócz głosu Zioło ma z gorzowianina jeszcze coś. To kompletna szczerość i co zgodnie z jednym z kolegów-bloggerów stwierdziliśmy, że po przesłuchaniu jego płyty dokładnie wiesz, kim ten gość jest i co w życiu przeżył i zobaczył. No i widać po nim, tak jak u Smarka, że rap to hobby, przyjemność po godzinach, a nie spina na "wielką karierę muzyczną" i pozytywne opinie słuchaczy.


16. Żyt Toster - Pięć Miejsc Po Przecinku


"Lecę z naciskiem na oczywiste sprawy, składam specyficznie rap, który daje mi zaistnieć; nawyk mam - stawiam na techniczny stan rzeczy, sam nie zaprzeczysz, że nie słuchasz jak ktoś słabo leci". - i ten cytat właściwie idealnie opisuje PMPP, choć co do tych oczywistych spraw, to mógłby Żytunio następnym razem nałożyć małą poprawkę. Bo ten, kto liczył na całą płytę w klimatach "Infolinii" i "Nie ogarniam" rozczarował się, dostając parę, hmmmm, kawałków o rapie. Ale trąbione i trąbione już o tym było nie raz, starczy tego. Pierwszy AS, w którego zainwestował Pyskaty i spółka spełnił pokładane w nim nadzieje, nagrał świetną, stylową płytkę, a w dodatku wyprzedał jej cały nakład i teraz pozostaje tylko obserwować, jak będzie dalej wyglądała jego droga. TU RECKA


15. Laikike1/Młodzik - Milczmen Screamdustry


Doceniam, szanuję i po prostu wiem, że jest w tym krążku coś wielkiego. Jakiś zalążek geniuszu, czy coś w ten deseń. Spoko, zgadzam się. Nie wiem tylko, czy to jeszcze rap, czy już jakaś poezja, a może już matematyka? Dłużej o płycie wypowiedziałem się na goścince u Noida, który niestety zamula i jego podsumowanie pojawi się nieco później.

EDIT:
"Kontrowersyjność" tak niskiej pozycji "Milczmena" rozwiewają Marcin Flint ("Liryzm? Wybujały i nie oglądający się na poczucie obciachu. (...) Flow? Z pogranicza antyflow") i Andrzej Cała ("Dla mnie to jeszcze jeden raper, który ma póki co zdecydowanie większy hype w necie i wśród oddanych mu, niczym groupies Rolling Stones, fanów. Za często widzę przerost formy nad treścią i za dużą tendencję do robienia wokół siebie hałasu poprzez atakowanie w necie zasłużonych dla sceny.") w podsumowaniu końcoworocznym dla T-Mobile Music, absolutnie wyczerpując temat. A tutaj moja gościnka u Enoide: KLIK


14. Voskovy - 5 Złotych Zasad


Że niby bity dobre, ale raperzy słabi? Phi! Skoro nawet MNIE podobają się numery Jota i Dwóch Zer (za którymi nie przepadam przecież), a kawałek Familii HP zaliczam do najlepszych na płycie, to coś w tym musi być, nie? Jak dla mnie cholernie niedoceniony projekt. Wyśmienite sample, dobre brzmienie, nie nudzi za szybko... No dobra, jedyne co bym wywalił, to numer Morala i Gano na oklepanej do cna próbce, no i jakoś kawałek Miuosha mi nie podchodzi. Wszystko.


13. Kali - Gdy Zgaśnie Słońce


W tym przypadku z czystym sumieniem mogę przyznać, że spodziewałem się niespodziewanego. Bo któż by się spodziewał, że ex-członek Firmy (ta, FIRMY!) wyda tak dobrą płytę? No właśnie ja. "50/50" nie było jakimś mistrzowski dziełem, niemniej umieściłem ją w poprzednim podsumowaniu, tak jakby przeczuwając co się święci. Na beefie z byłymi kolegami katowiczanin zdaje się tylko zyskał, w dodatku ma już własną, prężnie rozwijającą się wytwórnię, brand odzieżowy i fajny pomysł na karierę. Nie wierzysz mi? Przesłuchaj sobie "Zegnaj", ogarnij klip do "Wybij się", a potem hejtuj znawco. A już w 2013 wspólna płyta z Paluchem! Cytując klasyka: to nie może nie być hit.


12. Borixon - Rap Not Dead


Niewiarygodne. BRX wypuszcza płytę. W dodatku bardzo dobrą płytę. Świeżą brzmieniowo, z ogromnym potencjałem hitowym oraz, jak to powiedział Tirex, wieloma bekowymi (nie muszą być zamierzone), ale stylowymi wersami. Do tego dochodzą kwestie wspominkowe i wiele ciekawych, demaskujących historii; nie tylko o Kozaku i Cameyu, ale też o tym, jak to się w czasach młodości Rekina ganiało dragi, bądź sprzedawało ciuchy od sponsora. No i rzecz jasna niezwykle barwne opisy i relacje z melanży. Nie podoba się, to leć dalej rozkminiać Laika z kalkulatorkiem z matury. Ja tam zaraz ponownie zapuszczę sobie "Rap Not Dead", bo lubię na wieży ostrą kurwę. I ZNOWU RECA


11. Miuosh - Prosto Przed Siebie


Niewiarygodne (2). Miuosh u mnie tak wysoko? Okej, w tym przypadku nie będę bronił tego wyboru tak zaciekle. Zgadzam się, że mało skomplikowane wersy, że prosty, rzemieślniczy rap, że mało odkrywcza tematyka, bla bla bla. Ale co z tego, skoro wyraźnie dobrze się tego słucha? Skoro bity, jakie Miuosh sobie dobrał to jakaś magia? Jak sam mówi: "nie chcę być inny na siłę, kiedyś jak nie miałem pomysłu, to też tak robiłem". I w tym tkwi esencja. Zdania co do "Piątej Strony Świata" nie zmieniam, ale "Prosto Przed Siebie" zasługuje na wysoką notę i tyle. Ja się jaram.


No to została nam ostatnia dziesiątka. W tym momencie już raczej łatwo wytypować, kto w niej się znajdzie, choć z drugiej strony...

piątek, 4 stycznia 2013

Podsumowanie 2012 - TOP50 polski rap part 3 (30-21)

Dzisiaj z lekkim poślizgiem, ale jest - płyty czwórkowe, plus jedna mocniejsza, a cała dziesiątka spięta małą klamrą. Lecimy

Part 1 (50-41)
Part 2 (40-31)
Part 4 (20-11)
Part 5 (10-1)


30. Ras & Tort - MAUi WOW!E EP


Sporo w tym roku było fajnych epek, podobnie jak albumów producenckich. Wg mnie duetowi Maui Wowie ta nie udała się aż tak dobrze, jak "3854 I 3 Kroki", ale też przyjemnie posłuchać. No i wreszcie wyczuwany JAKIŚ progres u Rasa. I u Diseta także. Tak trzymać panowie! Nie wiem, czy "Mogę żyć?" to nie był przypadkiem mój najczęściej zapętlany numer w tym roku.


29. Revo - Rozmowa Kwalifikacyjna


Gdy pierwszy raz zobaczyłem, a potem usłyszałem tego gościa, pomyślałem sobie: "Mieszko." Wiem, wiem, krzywdzące porównanie, ale to na szczęście i tak tylko na pierwszy rzut oka/ucha, bo raperem Revo jest dobrym. Głosu można nie lubić, fakt, ale tekstami nadrabia wszystko, no i do tego mamy przyzwoite bity od m.in. Przemyśla, Deixa, Mesa i BobAir'a. Jeśli chodzi o podziemie - jedna z godniejszych sprawdzenia pozycji w tym roku.


28. Raca/Donde - Konsument Ludzkich Sumień


Dobre, choć trochę plastikowe bity od Donde i głównie refleksyjny, a momentami agresywny rap Racy to jak do tej pory najbardziej dostrzeżona rzecz, jaką wypuścił Rafał i wg niektórych najlepsza. U mnie jest na odwrót - płyty ze Stoną są jednymi z moich osobistych klasyków, "Bobby Fischer" zaś to niezmienne TOP3 roku 2010. A co z KLS? Jak najbardziej w porządku, ale żebym się jarał, to jakoś niekoniecznie. Tutaj troszkę więcej na ten temat.


27. Trzeci Wymiar - Dolina Klaunoow


Mój problem z tą płytą wydaje się być identyczny jak w przypadku "Piątej Strony Świata" Miuosha z 2011. Doceniam, szanuję i tak dalej, ale... brak tu tego czegoś. Najlepiej to ujął Tirex - jakieś toporne to wszystko. Choć na pierwszy rzut ucha można mieć inne odczucia - niesamowita technika i flow Szada, Nulla i Poresa, do tego klasyczne, brudne bity m.in. DJa Creona i Donatana... Nawet nie czepiam się o nieutrzymanie się w ryzach 'klaunowej' konwencji, bo sam patent mi się bardzo podoba. Hip-hop, umiejętności. Tyle że mnie jakoś nie przyciągają na dłużej. Nie wiem.


26. PeeRZet - Z Miłości Do Gry


Problem Przemka opisałem szerzej w recenzji. Typowy przykład "zaptaunienia", choć tak całkowicie tych jaj raper na szczęście nie zatracił. Może razić monotonia w bitach i nawijce (serio, cały krążek nawinięty w ten sam sposób), ale koniec końców dobra to płyta. Tylko dobra. Kurczę, powtarzam się, co?


25. Don Gural Esko - Projekt: Jeden Z Życia Moment


Chwała Bogu, że DGE nie wpadł na żaden genialny pomysł, by namówić Qlopa, DJa Soinę i Mariana Wielkopolskiego na rapowanie i nagrywanie wspólnej płyty. By uniknąć zarzutów o zjadanie własnego ogona wpadł za to na inny pomysł. A mianowicie... zrezygnował z bangerowej stylistyki Matheo, której był wierny przez wiele lat i tym razem postawił na klasyczny klimat, oszczędne brzmieniowo podkłady, nierzadko gitarowe sample i... wyszło to całkiem nieźle. Owszem - Gural to Gural, dla przeciwników jego stylu dalej będzie to ten sam rap dla gimbusów, puste zbitki słowne bez sensu i ogólnie gówno a nie mainstream, ale ja jakoś przestałem się tym przejmować. Zwłaszcza, że każdy taki mądrala zamilknąłby momentalnie mając przed nosem kontakt od Szpadyzor Records.


24. 834 - Elbląg Bejbi


VNM osiągnął już tak wysoki poziom, że ewidentnie mógł już w tym momencie pozwolić sobie na swego rodzaju powrót to przeszłości, czy jak kto woli, oddać jej hołd. Odświeżenie podziemnej stylistyki, odwzorowanie zajawki sprzed paru lat udało się na poziomie satysfakcjonującym, nawet mimo przepaści dzielącej Fała i Boxiego - a trochę szkoda, bo zważywszy na zaskakujący występ tego drugiego na "Niedopowiedzeniach" Czarnego, wcale nie musiało tak być. Jest momentami zabawnie ("Hipochondria"), czasem panowie przynudzą, a czasem dobrze nami potrząsną mocnym storytellingiem, no i jest Denver. Podziemna legenda nie została splamiona... i to wystarczy.


23. Afisz Triku Graf - Za Uśmiech


Poukładajcie tylko sobie, chłopaki, ten chaos myślowy (no chyba, że taki Wasz zamysł na rap, to wtedy po prostu szukajcie sposobu, jak nim umiejętnie zawładnąć), jeszcze głębiej poszukajcie wyrazistości, a porzućcie ten zagmatwany trueschool. Bądźcie spójni w grupie, a jednocześnie nie zatraćcie swoich własnych stylów. No i co więcej... Dalej rapujcie. Ale na autorskich bitach panowie, autorskich! A tak poza tym, to wypuściliście intrygujący, mroczny, świetny materiał. Fajnie, że Was znalazłem.


22. Dwa Sławy - Nie Wiem, Nie Orientuję Się


Comedy rap? Raczej kabaret w hip-hopowej konwencji. Nie, nie taki jak u Grupy Operacyjnej, nie bójcie się. Jak dla mnie, "rapowania" rozumianego w sensie stricto jest tu odrobinę za mało. Brakuje mi u autorów jakiegoś wyrazistego flow (co zresztą sami próbują tuszować kombinowaniem z głosem, nie zawsze udanie), zaś największą bolączką "Nie Wiem, Nie Orientuję Się" są zdecydowanie refreny. Ale siłą Sławów jest humor. Każdy numer to osobny skecz, upchany w mnóstwo udanych gagów, których za jednym odsłuchem nie sposób wychwycić w całości. Astek i Radosny unikają storytellingów, za to są wykwalifikowanymi specjalistami w rozśmieszaniu jednowersowym. Bardzo mi się podoba takie podejście, bo to czyni zespół Dwa Sławy wyjątkowym. Może i tym razem brakło błysku bitom Dulewicza, ale i tak jest nieźle i zostawmy to. Po prostu - tego chce się posłuchać jeszcze raz!


21. Pelson - 3854 i 3 Kroki EP


Ciężko się odnosić do zarzutów kierowanych w stronę Pelsona o "brak progresu", skoro podnoszą je takie tuzy sztuki rapowania, jak Buczer czy Borixon (którego i tak lubię). Dla mnie to jest niepojęte, że płyta Vienia, ewidentnie stawiająca w całym swoim założeniu na złożenie hołdu kulturze i pozytywny przekaz, zostaje zmieszana z błotem, bo co? Bo nie ma podwójnych, przyspieszeń, czegoś tam. Czy nie można pojąć, że nie zawsze o to chodzi w rapie? Co do autora "3854 I 3 Kroków", nie wiem jak trzeba mieć zaparowane bryle truskulu i ile miodu w uszach od nieustannego ślęczenia na glamrapie, żeby nie dostrzec progresu w liryce warszawiaka. Mnie tam jego leniwy, a wręcz 'chilloutowy' styl bardzo odpowiada, zaś bity od Rollina i Torta to jedne z najlepszych rzeczy, jakie wyszły w tym roku spod ręki polskiego producenta (albo, tak jak w tym przypadku, duetu producenckiego). "Intro", "Sen na jawie" i "Wierny sobie" to spokojnie TOP10 bitów w 2012, a takie "Kinematografia" czy "Czarno-biały" niewiele odstają. Świetna epka. A, byłbym zapomniał: props za zaproszenie Kubsona!


A jutro będzie zdecydowanie ciekawiej.

czwartek, 3 stycznia 2013

Podsumowanie 2012 - TOP50 polski rap part 2 (40-31)

Zgodnie z zapowiedzią lecimy z kolejną dziesiątką. Tutaj znajdziecie płyty w większości będące jakimś tam rozczarowaniem, a mimo wszystko niezłe/solidne. Check it.

Part 1 (50-41)
Part 3 (30-21)
Part 4 (20-11)
Part 5 (10-1)


40. Gruby Mielzky - Silny Jak Nigdy, Wkurwiony Jak Zwykle


"Hip-hop łamie mi serce, kiedy pa-trze". O tym co odstawił ten gość powiedziano już chyba wszystko, dlatego ja może uniknę przesadnego pastwienia się nad Grubym, zarówno w kwestii całego zamieszania z Guralem, jak i formy i treści zawartych na krążku. Pewne jest jedno, to nie jest zbawca polskiego hip-hopu. A co ratuje tę płytę? Ano bity oczywiście, choć prawdą jest, że Returnersi już od jakiegoś czasu robią je hurtowo. Poza tym - niezłe "Wołam Cię" (jak zwykle zjadający całą płytę Bonson) i przede wszystkim "Wstyd". Gdyby Mielon poszedł w tę stronę na szerszą skalę i pociągnął album w sposób bardziej... autobiograficzny, może byłby z tego naprawdę ciekawy materiał. Wiemy przecież, że w końcu swoje przeszedł i wcale nie jest tak, że nie ma on zupełnie nic do przekazania. No i jakiś tam swój styl były wokalista Sekaku jednak ma. Dlatego mimo wszystko SJNWJZ posłuchać można.


39. Slums Attack - CNO2


Nowe dzieło SLU opisałem dłużej w recenzji na popkillerze. "CNO2" to kolejny przykład na to, że nie wystarczy dużo mówić o płycie, by przekonać do niej słuchaczy. Znaczy, fani bez wątpienia dostali to co chcieli, czyli kolejny niezły materiał od Ryśka. Tyle że patrząc przez pryzmat całej kariery, a zwłaszcza dwóch poprzednich, bardzo udanych pozycji, nie wnosi on do niej nic nowego. A przecież, jakby nie patrzeć, taka była idea tego krążka...


38. Tabasko - Ostatnia Szansa Tego Rapu


Czy ostatnią szansą tego rapu może być kolektyw złożony w trzech czwartych z gości na co dzień nie rapujących? Zmieszana z błotem płyta zespołu Tabasko początkowo zdawała się potwierdzać tendencję spadkową jeśli chodzi o albumy Ostrego, a jeśli coś ma być gorsze od "Jazz Dwa Trzy", to lepiej żeby to się w ogóle nie ukazywało. Na szczęście tak nie jest, a to zasługa oczywiście produkcji. By uniknąć nudy, którą poprzednie dzieło wręcz przerażało, klasykę sampli od Adasia połączono z elektroniką (w tym nawet brytyjskie brzmienia) od Holendrów z Killing Skills i trzeba przyznać, że wyszło to całkiem stylowo. Wyszedł z tego generalnie album do samochodu, dla fanów O.S.T.R.'a będący ciekawym, acz nie powalającym na kolana urozmaiceniem, zaś dla zwykłego, pilnego słuchacza to pewnie nic więcej jak kolejny powód do nakręcania beki z "marnego skrzypka" i utwierdzenie w przekonaniu, że dobry rap to tylko ten mniej znany rap. Dla mnie to przede wszystkim kilka produkcyjnych perełek, takich jak "Dzieci Kwiaty", "Słuchawki", "Jak masz problem", "Zachłanność", czy "Dzięki", które długo gościły w mojej playliście.


37. WSRH - Szkoła Wyrzutków


Oczekując po tej płycie nie wiadomo czego, można było się nieźle wkurzyć. Ja tak miałem. Nic nie poradzę, lubię rap Słonia (przede wszystkim za "Demonologię") i zapowiedzi pierwszej legalnej płyty WSRH rozbudziły we mnie spore nadzieje. I tak jak w przypadku płyty Parzela i Siwersa, do "Szkoły Wyrzutków" musiałem po pewnym czasie powrócić, by docenić coraz lepiej operującego tą krwistą, horrorcore'ową braggą Słonia, dobry, chropowaty rap Shellera i w sumie niezłe bity, mimo że brakuje mi w nich tego rewelacyjnego klimatu znanego z ostatniej płyty Wojtka. Tak naprawdę przeważa ten pierwszy atut, choć wydaje się być jasne, że zmęczenie konwencją zaczęło poznaniakom doskwierać już dość dotkliwie. Czas najwyższy zastanowić się, co dalej.


36. Diox/The Returners - Backstage


Jeśli polski słuchacz, który woli pomidory i jajka od kwiatów miałby szansę wyboru, na kim najchętniej mógłby się wyżyć w stopniu wykraczającym poza internetowy warzywniak, to byłby to z pewnością Diox. Na razie nie Mielzky, bowiem ten zbyt krótko przebywa na scenie. A członek HIFI Bandy nie wydał wcale w tym roku złej płyty. Prawdę mówiąc, w "Logice Gry" nie przeszkadzałoby mi nic, gdyby nie ta ogromna ilość bzdurnych, "życiowych" banałów. "Backstage" niby się tego nie ustrzegł, a jednak gdy się słyszy taką "Samotność", gdzie Diox autentycznie porusza, nie odczuwa się tego tak strasznie. Nudy niestety również się nie ustrzegł, co jest niestety konsekwencją postępującego wyrobnictwa Returnersów. No mnie osobiście pierwsze solo bujało bardziej, kiedy większy nacisk był położony na mocne, boom-bapowe bębny, zaś tutaj na pierwszy plan wychodzą sample (skądinąd zawsze udane) czerpiące pełną garścią z klasyki polskiej muzyki. Solidnie i nic poza tym.


35. Okoliczny Element - Kosze Zerwane


O tej płycie pisałem w przedpremierowej recenzji. Generalnie "Kosze Zerwane" to niestety popłuczyny po poprzednich projektach, powielenie schematu, zapętlenie się w tych samych followup'ach, itp, itd. Niby w porządku, ale wszystko to już było. Bity niby dobre, a jednak te na "Schodach Donikąd" miały jakoś lepszy vibe. Możliwe, że na to wszystko należałoby dać znaczną poprawkę, gdyby projekt ukazał się w innym terminie, niż jesień. W najbliższym okresie wakacyjnym będzie szansa to sprawdzić, bo nie ma co ukrywać, że Okoliczny Element to typowo "letniawkowy" skład.


34. Eripe - Odium EP


Ukłonem szacunku dla artystów z miejsc 40-36 jest sama ich obecność w rankingu. Faktem w pewien sposób kompromitującym ogólny wygląd sceny jest obecność na wyższych pozycjach osób z totalnego podziemia, którzy mimo niedociągnięć we flow i dopiero krystalizujących się stylówek potrafili nagrać ciekawsze albumy, niż raperzy będący na absolutnym topie popularności. Jedną z takich postaci jest właśnie Eripe. Pomysł na twórczość interesujący (gnoi i wylewa mnóstwo żółci na cały gatunek ludzki), pytanie tylko, jak długo na tym da radę pociągnąć. Z drugiej strony, teraz może nie ma co się nad tym zastanawiać. Bity? Gdyby nie były porządne (i dobrze, że są przede wszystkim autorskie), to nielegal ten mógłby nawet nie zmieścić się do pięćdziesiątki. Dobre teksty dobrymi tekstami, ale tak jak na początku wspomniałem, warsztatowo jest jeszcze trochę do poprawy.


33. Golin - Katakumby


Podobnie jak Eripe zaskoczył świeżością, pojawiając się praktycznie znikąd. Powalająca inteligencja, kreatywność, mega patenty na kawałki. Przeszkodą może być flow i pewne spięcie przed majkiem. Ja sam potrzebowałem do tej płyty trzech podejść, a dwa pierwsze kończyły się po paru minutach słuchania. Autorem lwiej części muzyki jest Szpalowsky - do tej pory znany z klasycznych, prostych, wpadających w ucho podkładów (Bonson na "Młodych Wilkach", projekt Solar/Białas) i tym razem nie jest inaczej. "Katakumby" to projekt, z którym zapoznać się trzeba.


32. NNFOF - No Name Full Of Fame


W tym roku wyszło dużo lepszych płyt producenckich. Przede wszystkim równiejszych. W tej kwestii akurat najlepiej wypowiedział się Noid w swojej recenzji, zresztą jeśli chodzi o wszystkie tegoroczne autorskie materiały polskich bitmejkerów, praktycznie zgadzam się z nim niemal w 100%. "No Name Full Of Fame" to w skrócie mocarne, ciężkie, walcowe podkłady oparte w większej mierze na samplu, tworzone przede wszystkim w swoim własnym, rozpoznawalnym stylu. Nie bez słabszych momentów, zarówno ze strony Siwskiego i Tykshty, jak i rapowych gości, niemniej byłoby nie w porządku nie docenić tutaj tego krążka.


31. Jopel & Komar - To o Tobie


Słuchając wielokrotnie legalnego debiutu białostockiego duetu nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że każdy z utworów byłby osobnym, podwórkowym singlem. Jako całość owszem, album może zlewać się w rzewną, pianinkową papkę i po części się z tym nawet zgadzam. Grono ludzi, które doceniło tę produkcję nie jest jednak wcale takie wąskie. Że niby uliczny rap? Jeśli taki, w którym obok Chady, HG, Kaliego i Palucha stawiamy Peję, Fabułę, Piha, Sobotę czy Hukosa, to w porządku. Dla mnie to taki bardziej osiedlowy, ale pozbawiony dresiarskich wersów egzystencjalizm i jedne z najciekawszych postaci młodego pokolenia. Aha, i jeszcze jedno - na nowym solo Jopela warstwa muzyczna na sto procent będzie inna, niż na "To o Tobie".


A już jutro podwyższamy poziom, kończymy z płytami na 'cztery mniej'. Miejsca od 30 do 21.

środa, 2 stycznia 2013

Podsumowanie 2012 - TOP50 polski rap part 1 (50-41)

Uprzedzając pytania zdziwionych - tak, zgadzam się, że 2012 rok obniżył poprzeczkę w stosunku do poprzednika. Jakim cudem zatem uzbierało mi się aż pięćdziesiąt płyt godnych wyróżnienia? Cóż, dwie pierwsze (a właściwie ostatnie) dziesiątki to w dużej części płyty... rozczarowujące w mniejszym lub większym stopniu, mimo wszystko jednak niebędące wcale jakoś super ZŁE na tyle, by nie znaleźć sobie uznania pewnej grupy słuchaczy. Sam miałem plany ich jakoś bronić, w praktyce jednak w tych opisach wyjdzie mi więcej narzekania, niż chwalenia... Trudno. Poza tym, faktem również jest to, że w tym roku nie mieliśmy aż tylu rewelacyjnych płyt, jak rok temu. Ranking ten potraktować można więc jako taki uniwersalny przegląd wszystkich lepszych płyt w tym roku, bo koniec końców, też sporo albumów do tej pięćdziesiątki się NIE zmieściło, i to takich w miarę popularnych, które zapewne wielu z Was by tu wrzuciło. Wybaczycie mi mam nadzieję, że nie będę teraz się rozwodził o rapie w mediach, olisach, sprzedażach płyt, beefach, ani nawet o powrocie Wujka Samo Zło i jego "rap kanciapy". Skoro już trafiliście na te moje wypociny, to na pewno w miarę orientujecie się w temacie. O tego typu kwestie może zahaczymy przy opisach poszczególnych płyt. No, to jedziemy.

50. Pasjonaci - Pasjonaci 2


Jeden z nielicznych udanych, a zarazem niesłusznie przegapionych tegorocznych powrotów (choć polski raper potrafi zarapować, że "powraca" nawet gdy wydaje nową płytę rok po poprzedniej, ale to nieistotne) na naszą scenę. Niewiele osób pamięta - w czasach niedługo po poprzednim boomie, kiedy popularność rapu w mediach tliła się już resztką płomieni, telewizja 4Fun chętnie promowała nowe twarze, takie jak Brahu, Hemikrenia czy Pasjonaci właśnie. Singiel "Nie jestem na tak" zdobył całkiem sporą popularność, ale cały album już niekoniecznie. Szkoda, że tak mało osób wie o istnieniu tej biłgorajskiej ekipy, bo choć drugi self-titled nie jest idealny, trochę nierówny i momentami monotonny, to ze względu na unikalny brudny klimat, ponure, duszne podkłady od Pawka wespół z prostym, acz ambitnym rapem Begieta i Jendruli stanowi ciekawą odskocznię od newschoolowo-swagowych trendów, a utarte do cna wyrażenie "klasyczny hip-hop", co w przypadku większości albumów najczęściej nic nie znaczy, znajduje swoje prawidłowe zastosowanie.

49. Wini - Essa Sound Heavy Metal Funk | Bóg Jest Miłością


Oszołom. Oblech. Ordynus. Ochujał ten Kruku. Jak wiele słów na "o" byśmy nie znaleźli, na tę postać nie wolno być... obojętnym. Dlaczego zatem, będąc fanem szefa Stopro, umieszczam go na samym dole tabeli? Z dość prostej przyczyny - ponieważ jest to rap na tyle alternatywny (tak, nie boję się użyć tego słowa), że dla Winiego powinniśmy byli wręcz stworzyć osobną kategorię. Taką, w której nie byłyby oceniane umiejętności czysto rapowe, nie brano by pod uwagę jakichś estetycznych granic, ograniczeń konwencyjnych, ani tym podobnych bzdur. Wini zwyczajnie nie mieści się (to jest dobre słowo) w konwencji hip-hopowej i albo to się zaakceptuje albo nie. Ortodoksów może odrzucać nieokrzesanie na majku oraz zbyt dalekie odjazdy i popadanie nie tylko w klimaty dla niektórych nazbyt chore i popieprzone, ale przy tym też... momentami zwyczajnie asłuchalne. Zresztą, eksperymenty muzyczne popełnione na tych albumach (a szczególnie na "Bóg Jest Miłością") to temat na osobny artykuł - starczy dodać, że autorem muzyki, którą już na początku określiliśmy jako "alternatywna", jest przecież... mainstreamowy producent Matheo. Wielbiciele twórczości Winicjusza jednak puszczą to wszystko mimo uszu, zaś wszystkich twierdzących, że "essa sound" nie przedstawia absolutnie żadnych wartości, odsyłam do ich osobistego boga i jego czterdziestominutowego filmiku, który zresztą i tak już funkcjonuje, jak mniemam, jako pewien internetowy klasyk.

48. Kobra X Bezczel - 0,7 Na Dwóch


Żadna tam "kolaboracja roku". Jakoś daleko mi do dzielenia zachwytów choćby Mateusza Nataliego nad tym projektem - no bo czego się spodziewać od płyty nagranej... w tydzień, w przerwach między kolejnymi obalanymi flaszkami? Z drugiej strony, tak naprawdę ciężko powiedzieć o niej coś złego. Ot, solidna płyta na porządnych bitach. Kobra należy przecież do najmocniejszych reprezentantów armii RPS, zaś Bezczel to jeden z najlepszych technicznie reprezentantów nurtu bardziej ulicznego... i nie tylko. Muzyka to SoDrumatic i NNFOF, co mówi chyba samo za siebie - bity ze znakiem jakości. No i to w zasadzie tyle.

47. Pezet - Radio Pezet


Muszę niestety zmartwić Pezeta - problemem tej płyty nie jest ani dubstep, ani niegotowi na nią słuchacze. Problemem "Radia Pezet" jest zbyt duża ilość kierunków, obranych przez Pawła w obrębie kategorii pt. "nowoczesne brzmienia". Bangerowy "Slang 2", mocny tekstowo "Spis cudzołożnic", refleksyjniaki "Na pewno" i "Byłem", a nawet single czy kawałki "wiertarowe" ("Brutto czy netto" i "Charlie Sheen" to moje ulubione jointy, serio) - to są całkiem niezłe rzeczy. Tyle że razem jakoś nie gra zupełnie i nie wystarczyło połączyć to wszystko żenującymi skitami, by wyszedł spójny album. Dodajmy do tego fakt, że jego twórcy (a w głównej mierze "producent wykonawczy") postanowili zrobić to "po polsku", a nie tak jak należy. I tak oto na niewiele się zdały podróże na Wyspy (podobnie jak Bednarkowi na Jamajkę przy Star Guard Muffin), skoro tak czy siak Sidney Polak NIE JEST dobrym producentem od brytyjskich brzmień, ale jest dobrym producentem muzycznym, który nagle postanowił sobie odwiedzić inną piaskownicę, ale nie za bardzo wie, jak głęboko ma w niej kopać, by znaleźć glinę. Przyznaję, przy którymś odsłuchu nawet się zachłysnąłem domniemanym prekursorstwem tej, jakby nie patrzeć, "Muzyki Rozrywkowej 2". Z drugiej strony - występy na płytach Czarnego czy Pokahontaz dobitnie pokazują, że to jeszcze nie czas, by Pezeta skreślać. Aha, żeby nie było - cała otoczka wokół "Radia Pezet" zarówno przed jego wydaniem (z ostatecznym brakiem zagranicznych gości na czele), jak i po, jest oczywiście żenująca, jednak mimo wszystko nie powinno to mieć wpływu na ogólną ocenę płyty.

46. Rover - 24


Rover to ciekawy raper. Wrażliwy, inteligentny, oczytany. Może trochę specyficzny, ale to dobrze. Jego problem również dotyczy... bitów. Na "24" wybrał sobie zbyt oszczędne, tak że nie udało mu się ich w dostatecznym stopniu sobą uzupełnić. I nie jest to wcale jego wina. A już na pewno nie jest to TYLKO jego wina. Tak czy inaczej rokuje pozytywnie, a album wydany nakładem High Time Label jest jak najbardziej w porządku, choć gdyby nie dwa mega przebłyski w postaci "Mów do mnie" i "Kropli", nie wiem, czy by się znalazł w tym zestawieniu.

45. Wyga - wyga.co


To jeden z tych gości, co to sfrustrowani brakiem sukcesów postanowili postawić wszystko na jedną kartę i... ten stan rzeczy jakoś zmienić. Jasiek z Afrontu nie dość, że nadał sobie nową ksywkę, to jeszcze wymyślił nagrać debiutancką płytę. Tak, nie mylicie się. To jest debiut, w najgorszym tego słowa znaczeniu. Bo Wyga rapuje tu o takich rzeczach, jakby to rzeczywiście była jego pierwsza płyta. Za grosz świeżości, oryginalnych pomysłów, ciekawych tematów. Tekstom brakuje czegokolwiek, co by przyciągało, zainteresowało słuchacza Jaśkiem jako artystą. Wręcz przeciwnie do warstwy muzycznej, o którą zadbał rzecz jasna niezawodny Marek Dulewicz. Jest gitarowo, z pazurem. Z dobrymi melodiami i fajnymi aranżami. I tylko dlatego "wyga.co" znalazło się w pięćdziesiątce, gdyż oczywiście, jak to ja, daję kredyt zaufania. Potrafię zrozumieć, że łodzianin po prostu "za bardzo chciał", za to bez tej niepotrzebnej spiny potrafi nagrać naprawdę dobry album. Jeden nieudany zamach na fejm nie musi od razu przesądzać o porażce.

44. Parzel & Siwers - Coś Się Kończy, Coś Się Zaczyna


Miało tu tego w ogóle nie być, a jednak jest. Rzutem na taśmę, bo do "Coś Się Kończy, Coś Się Zaczyna" musiałem po pewnym czasie powrócić i przekonać się. Recenzenci nie pozostawili po tym albumie suchej nitki. Z jednej strony to dobrze, bo to oznacza, że od tego Parzela jednak CZEGOŚ oczekiwano, a ja nie byłem w tym taki do końca osamotniony. Siwers, powiedzmy, egzamin zdał (o ile musiał go w ogóle "zdawać", w końcu bity trzaska na poziomie już od ładnych paru lat), Parzel niby też (o ile przełknie się ten głos)... a jednak coś tu nie zagrało w kontekście całości. Szkoda, bo po tym co pokazał raper na "Prosto Mixtape" DJa Kebsa obiecywałem sobie dużo, a nawet wytypowałem go do swoich 'młodych wilków'. Ostatecznie wyszedł album trochę nierówny, acz niepozbawiony wcale mocnych momentów, które przechylają szalę projektu Parzel/Siwers na jego korzyść i do TOP50 roku 2012 daje radę się zmieścić.

43. Beeres - Klub Wyklętych Futurystów EP


Tego chłopaka usprawiedliwiają dwie rzeczy. Wiek i talent. Bo utalentowany to on jest. Rapuje, robi sobie bity, projektuje okładki. Taka Zosia Samosia. W zasadzie pomocy to on by potrzebował jedynie do jednej rzeczy. Tyle że bardzo istotnej, a w swoim charakterze nie znajdującej miejsca na jakąkolwiek pomoc. Teksty, panie. Ale to usprawiedliwiamy wiekiem. Poza tym, trzeba mieć nadzieję, że na dalszym etapie twórczości nie będzie ona polegała na kopiowaniu trendów z zachodu, a bezkrytyczne zapatrzenie w Drake'a zastąpi zerkanie co jakiś czas na siebie, na "mój" pomysł, na "mój" styl i "mój" rap, a nie zaczerpnięty od kogoś. Ale tak jak mówię, to usprawiedliwiamy wiekiem. Na razie!

42. Zaginiony/Skajsdelimit - Legendy Płynące Z Tych Okolic


Nowy nabytek wytwórni Koka Beats jeszcze rok temu, przy okazji premiery tejże płytki, nie był kojarzony przez nikogo spoza kręgu ludzi orientujących się w warszawskim podziemiu. Trochę szkoda, bo choć Zagiego i Skajsa na tej płycie rzeczywiście ciężko od siebie odróżnić, to "Legendy Płynące Z Tych Okolic" mają ten pozytywny vibe i klimat, którego ciężko nie polubić. Duża w tym zasługa Kłapuha, który może i nie robi jeszcze rzeczy idealnych, ale ma już swój własny styl i ciekaw jestem jego dalszego rozwoju. Oby nie skończył jak Quiz!

41. Karwan - Fabryka Snów


Czy ten gość ma jeszcze szansę się rozwinąć? Chyba ciężko nie zgodzić się w tym przypadku z Laikiem, któremu akurat cierpliwość już się skończyła. Karwanik chyba skazany jest na ten swój mały, acz przestronny kącik w undergroundzie, tylko szkoda, że wywietrzała z niego ta ogromna charyzma, znana wszystkim z czasów "Wielkiego Serca". A może to po prostu, tak jak już wcześniej pisałem, ta pochopność przy nieoczekiwanym wypuszczaniu materiału? Czy gdyby nad nim jeszcze popracować, może wyglądałby zupełnie inaczej? Teraz można gdybać, choć "Fabryka Snów" nie jest wcale zła. Nie sposób przecież nie docenić dobrych bitów (choć nie wszystkie takowe są) i niezłych tekstów. I właśnie za to aż czterdzieste pierwsze miejsce.

Part 2 (40-31)
Part 3 (30-21)
Part 4 (20-11)
Part 5 (10-1)