niedziela, 9 czerwca 2013

Mordą o beton, czyli dlaczego nie czekam na "Stage Diving"



Może na początek kilka faktów:

1: lubię duet Solar/Białas
2: fanem duetu Solar/Białas... nie jestem i pewnie nigdy nie będę
3: mixtape'ową twórczość duetu Solar/Białas wybiórczo sprawdziłem i... no, "sprawdziłem" właściwie wyczerpuje ten temat
4: albumem "Z Ostatniej Ławki" jarałem się jak zły.

Podejmując kwestię czekania/nie czekania na dany album dyskurs właściwie powinien zacząć i skończyć się na muzyce. Postarajmy więc tego się utrzymać. No bo z czego się składa muzyka duetu Solar/Białas? Jako że o początkowych próbach twórczości nie potrafię powiedzieć nic więcej poza "sprawdziłem", oprę się na podziemnym LP z 2011. A zatem składa się ona z:

1: idealnej chemii - zaryzykowałbym stwierdzenie, iż jest to najważniejsza cecha, jaka powinna charakteryzować dobry rapowy duet
2: ciekawych patentów na numery - co niejako łączy się z pierwszym punktem
3: niemałej ilości sprytnie poskładanych, błyskotliwych linijek
4: solidnego flow u obu - choć w kwestii wyrobionej własnej stylówki wtedy przodował Białas, który to z kolei mógł irytować swoją 'nosową' manierą rapowania
5: nienagannego ucha do bitów - zarówno świetnych klasycznych, jak i świeżych, elektronicznych
6: skurwysyństwa, bezczelności / sztucznego wytwarzania wokół siebie szumu i dissowania na siłę kolegów po fachu

Jak się pewnie, bystrzaki, trafnie spostrzegliście, jedynie szósty punkt nacechowany jest jako taką ambiwalencją, zaś pozostałe mają wydźwięk ewidentnie, jednoznacznie pozytywny. Co do pierwszych trzech punktów - nie wiem co by miało się stać, gdyby na "Stage Diving" nie znalazły one potwierdzenia. Czwarty punkt - siłą rzeczy musi ulec wzmocnieniu, bo głęboko wierzę, że u każdego z tych dwojga wisi nad łóżkiem wytagowane na kartce wielkimi literami słowo "progres", a jego znaczenie przyświeca im przy codziennym egzystowaniu od rana do nocy i jeszcze wyrywa ze snu co piętnaście minut. Piąty punkt - zawsze niewiadoma, bo i gusta słuchaczy bywają skrajnie różne od autorów, a dogodzić każdemu, co stąpa żywo po globie łatwym zadaniem, jak wiadomo, nie jest. Zostaje kwestia zawarta w punkcie szóstym, specjalnie ujęta przeze mnie na dwa sposoby, a granica decydująca o tym, przez pryzmat której z opcji może być pojmowana ich działalność, jest niezwykle cienka. W ostatnich dniach chłopaki jednak tak przegięli pałę, że chyba można powoli skłaniać się ku tej drugiej.

Wszystko fajnie, jak te drobne prztyczki w nos są rzeczywiście drobne, i są to rzeczywiście tylko prztyczki w nos - jedynie podkreślające bezczelny charakter raperów w taki sposób, że faktycznie lepiej z nimi nie zadzierać, bo oto wkracza na scenę ktoś nowy, świeży i kolokwialnie mówiąc - nie pierdolący się w tańcu. W końcu zawsze lepsze są konkrety, niż kolejne "domysły i spekulacje", bluzgi rzucane w kosmos. Wszystko zmienia się w momencie, gdy u raperów, wbrew oczekiwaniom, wzmaga się frustracja i poczucie niedocenienia. Kiedy to okazuje się, że żadna większa wytwórnia nie ma zamiaru przygarnąć ich pod swoje skrzydła. Wtedy poczynania przestają być wiarygodne - imanie się beefów ze znacznie lepszymi od siebie (PeeRZet) i zaczepianie kolejnych osób wraz z jednoczesnym płaczem, że "Prosto nas nie chce, Stopro nas nie chce" może wyglądać żałośnie. W tej chwili już nawet nie chodzi o sam fakt beefów, bo akurat równie żenujący i ociekający hipokryzją jest argument obrońców hip-hopu pod tytułem "rap powinien łączyć a nie dzielić" - w przypadku ostatnich wydarzeń obie strony konfliktu zdają się być w siódmym niebie, myśląc sobie: "no, nareszcie ktoś mi odpowiedział, nareszcie będę miał ten upragniony beef!", bo Laikike1 przecież tak samo lubi sobie dla sportu powyzywać inne rap-głowy od szmat i czekać w napięciu, aż ktoś W KOŃCU podniesie rękawicę. Chodzi o fakt rozpaczliwości tych działań, co poddaje w wątpliwość ich autentyczność, że to może jednak efekt kalkulacji i pragmatycznych przemyśleń, a może nawet próba zwyczajnego łapania się brzytwy, w obliczu grozy wiecznego trwania w podziemiu.

Chłopaki jednak w końcu dopięli swego i ostatecznie to Prosto "nas chce", tak więc zastanawiający może być też punkt widzenia wytwórni na tę kwestię. Abstrahując już od tego, czy S/B do profilu sokołowego labelu pasuje czy nie (moim zdaniem jak pięść do nosa), dziwnie wypada sytuacja, gdy ów duet daje swój numer na Mixtape Prosto (co oznacza, że jakiś kontakt z ludźmi z wytwórni jest), potem jednak obrażony na cały świat obwieszcza, że będzie wydawać w ramach Understream Label, aż następuje kolejny zwrot i niekonsekwentni w działaniach raperzy nagle zmieniają barwy i idą do dużej firmy. I Prosto niby nagle zmienia zdanie, że "no dobra, już jak zaczęli tak skamleć, to może weźmy ich"? Okoliczności zastanawiające, tym bardziej, że teraz pod ewentualnymi dissami duetu na innych wykonawców, chcąc nie chcąc, będzie musiało podpisać się swoim logiem, co marketingowo będzie raczej strzałem w stopę. Już teraz odbiór słuchaczy weryfikuje wszystko, bo jeżeli rzeczywiście agresywnie ofensywne działania raperów w zamierzeniu miały być elementem promocji, to chyba efekty finalne zdają się być zgoła odmienne i zamiast sławy warszawiacy popadają w niesławę. Eldo i Mes milczą, PeeRZet poświęcił ledwo minutę (wg internautów wystarczająco, by pogrążyć oponentów), HuczuHucz zdaje się również olewać sprawę, za Laikiem stoi, wydaje mi się, ogromne poparcie słuchaczy (mimo rażącej dysproporcji 'lajków' na fanpage'ach na korzyść S/B), hejty coraz większe.

Jestem w stanie zgodzić się z chłopakami, że beefy to normalna rzecz w rapie. Jestem nawet w stanie zrozumieć pobudkę polegającą na uderzaniu w święte krowy, a Laik przecież taką świętą krową jest. Można przez to z ciekawością oczekiwać całkiem interesującego beefu. Niestety nie jestem w stanie znieść przesady. Okazało się bowiem, że przez to wszystko zespół muzyczny Solar/Białas ma o wiele więcej do stracenia niż do zyskania, a chyba nie o to w tej całej zabawie im chodziło. No chyba że obydwóm marzy się tytuł hiphopowego "persona non grata". Jasne, sprawa może i nie jest warta zgłębiania i przesadnego rozwijania się w felietonach, niemniej cała ta otoczka skutecznie zniechęciła mnie do dalszego jarania się twórczością duetu - sprawdzić sprawdzę, jak każdą wartą uwagi nowość, niemniej poziom oczekiwania na "Stage Diving" w tej chwili wynosi u mnie dokładnie okrągłe zero. Chłopaki, ogarnijcie się.