niedziela, 5 stycznia 2014

Przegląd polskich płyt rapowych A.D. 2013 - miejsca 10-1 + bonus: AntyTOP

Top Ten, drodzy państwo. And the winner is...



10. Hukos/Cira "Głodni z Natury"


Jeżeli ktoś będzie porównywał "Głodnych z Natury" do reszty tegorocznych 'duetów z dupy', to beka na głos, bo mimo że Hukos i Cira faktycznie znacznie się od siebie różnią rapowo i mają różne atuty, to przecież właśnie dzięki temu idealnie się uzupełniają i przede wszystkim, wyczuwa się u nich tę chemię, jaka jest zwykle między dobrymi przyjaciółmi (już nie wspominając o tym, że nagrywają ze sobą od małolata, jeszcze za czasów istnienia Panoramy Paru Faktów, której byli członkami). Prawdziwie zajawkowa, czysto hip-hopowa (choć różnorodna), bangerowa, koncertowa płyta, przy tym wcale nie wykluczająca niebanalnych linijek. Zamiast zbędnego nadmiaru znaków, może odeślę w tym momencie do recenzji.


9. Gedz "Serce Bije w Rytm"


Dla mnie zaskoczenie. Zawsze myślałem, że niegdyś nazywany "polskim Lil Wayne'em" Młody Wilk 2011 nie będzie w stanie wnieść nic wartościowego do gatunku. I może "Serce Bije w Rytm" nie jest jakieś wybitne lirycznie, ale przecież zupełnie nie o to w takich produkcjach chodzi. Chodzi o zgrabnie śmigające po podkładach melodyjne flow, chodzi o świeżość w bitach od m.in. Grrracza, chodzi o hity, które pasują jak ulał na imprezy, bądź po prostu do pobujania głową w domu. Biję się w pierś, świetna produkcja.


8. Rover "Odźwierny"


Taki niszowy, ekshibicjonistyczny, smutny rap, ogólnie mówiąc. Choć może i nie taki niszowy, skoro bity na "Odźwiernego" dały przecież takie tuzy jak SoDrumatic, BobAir i Pawbeats, a wydawcą jest Step Records. Wysublimowana, ambitna, emocjonalna płyta, acz oczywiście mam świadomość, że nie każdy musi to lubić. RECENZJA


7. VNM "ProPejn"


SoDrumatic pokazał klasę. Klasę światową, należy dodać. VNM w zasadzie też, tylko że... Ech, no te refreny. Ja oczywiście przymykam na nie oko, a "ProPejn" to bardzo dobry album, ale obiektywnie niestety jest to wada nie do przeoczenia. Mówił, że pójdzie na lekcje śpiewu - taki chuj.


6. Cira "Plastikowy Kosmos"


To oczywiste, że "Plastikowy Kosmos" jest pomijany we wszelkich podsumowaniach, bo kunszt Cirsona - kosmiczne flow i technika, do tego dość skomplikowane, poetyckie teksty - docenią koneserzy. Do tego dołóżmy klimatyczne, bogate w smaczki bity Szatta i od razu widać, że to dla kumatych rap. Taka prawda. RECENZJA


5. Planet ANM/EljotSounds "Pas Oriona"


W zasadzie to patrz: pozycja nr 8. Gorzki, refleksyjny, SMUTNY rap na bardzo dobrych, przestrzennych produkcjach od Eljota. Jeżeli czekacie na duet Bonson x Planet, powinniście się zapoznać z "Pasem Oriona" z czystej przyzwoitości, bo moim zdaniem w tym duecie nie będzie żadnych dysproporcji, a Bonson nikogo lepszego na kompana, przy wciąż trwającej fali duetów, wybrać nie mógł. RECENZJA


4. Medium/Galus "Egzegeza - Księga Słów"


Płyta, która powstała jedynie po to, by otworzyć wytwórnię, napisana w 16 godzin pod bity z instrumentalnego albumu "Futura" oleckiego producenta Galusa, a i tak zjada scenę pomysłem, realizacją (teledysk!), warsztatem, inteligencją, świadomością siebie, świata, rapu i wszystkiego. Nowa jakość i nowe życie nadane fantastycznym bitom Galusa. RECENZA


3. Rasmentalism "Za Młodzi Na Heroda"


Co? Że jak to? Co to ma być? :(((( Rasmentalism płyta roku, a ledwo trzecie miejsce? Trzecie?! Już spieszę z wyjaśnieniami. Jest to bardzo dobra płyta z muzyką rap, płyta perfekcyjna z każdej części składowej muzyki rap - błyskotliwe wersy, trafiająca w sedno treść, przykuwające uwagę flow, ładne bity, wysoki replay value. "Za Młodym Na Heroda" nic nie brakuje. Jednak pozycje 2. i 1. mają jeszcze do tego wszystkiego... coś wyjątkowego, ponadziemskiego, ponadrapowego. To coś więcej niż rap, jak to by Pihu zawołał. Ale podkreślam, nie ma w tym żadnej winy Rasmentów. Sam nie należałem przedtem do ich fanów (choć "Duże Rzeczy" im się udały, zawsze wielki props), a legalnym debiutem jaram się jak wszyscy. I Bogu dzięki, że jednak Asfalt - kto wie, czy klątwa Aptaun by i ich nie dopadła!


2. Sokół i Marysia Starosta "Czarna Biała Magia"


Faktycznie, sprawdziły się przepowiednie Sokoła co do "Czarnej Białej Magii", bowiem opinie na jej temat świeżo po premierze były skrajnie różne. Recenzenci jednak na ogół patrzą optymistycznie i z wielkim uznaniem, nie bez kozery porównując CBM do kina Smarzowskiego. Ostatni film tego reżysera, czyli "Drogówka", także był taką maksymalną kumulacją zła, syfu i ludzkiego bagna, a odbiorca dostawał tym ciężkim klimatem i negatywnym przekazem jak obuchem. Co tu dużo mówić, po prostu trzeba lubić takie rzeczy, żeby docenić najnowsze wydawnictwo Wojtka i Marysi. A w obranej stylistyce jest ono dziełem wybitnym. Wyprodukowane na światowym poziomie (w końcu Sokół od dawna bierze bity z zagranicy, co nie znaczy, że SoDrumatic i White House wypadają w takim gronie gorzej - wręcz przeciwnie), a historie są opowiadane przez Wojtka jak zwykle sugestywnie, bez ogródek, z charakterystyczną narracją o znanym każdemu głębokim, sokołowym głosie (czasami mógłby ją rzeczywiście odrobinę ożywić, ale to sprawa naprawdę drugorzędna). Jeszcze mniej przystępna i 'hitowa' niż "Czysta Brudna Prawda" - choć pierwiastek melodyczny Marysia zawsze doda - niemniej wciąż na wysokim poziomie. Porównanie obu pozycji duetu jest jednak arcytrudne. Powiedzmy, że obiektywnie: CBP>CBM, subiektywnie: CBM>CBP.


1. KęKę "Takie Rzeczy"


Nikt nie zaprzeczy, że Kęki to fenomen i największe hip-hopowe wydarzenie roku. Ogromna charyzma, oryginalna stylówka, autentyczność, a do tego świadome treści, z którymi rzesza młodych ludzi może dzisiaj z łatwością się utożsamić. A nawet jeśli nie, to w niczym nie przeszkadza, bo "Takich Rzeczy" w dalszym ciągu, abstrahując od polityki, poglądów itd, słucha się dla człowieka, a nie dla jakichś skilsów, popisówek metaforami, hashtagami czy innymi niematerialnymi głupotami. On po prostu sobie rapuje do bitów, niepotrzebni są żadni goście, a ty tego słuchasz. A bity? Faktycznie brylują Zioło i Czarny, ale z resztą jest co najmniej dobrze. Różnorodnie przede wszystkim. Dla mnie wręcz takie proste, minimalistyczne podkłady jak w niektórych kawałkach jedynie podkreślają to, że Kędzior nie wyzbył się podziemnego zacięcia i to wciąż jest ten sam rap. Tak zwykły, a tak niezwykły.



+ bonus: AntyTOP


10. Te-Tris/Pogz "Teraz" - napuszona, wyniosła, przedobrzona do granic wspólna płyta Teta i Pogza to kolejne wielkie rozczarowanie roku. Ten sam syndrom co W.E.N.A, przy czym Wudoe przynajmniej zachował na "Nowej Ziemi" rozsądną ilość kawałków, czego o "Teraz" powiedzieć nie można... Owszem, "LOT 2011" zyskał na czasie, jest materiałem świetnie sprawdzającym się na koncertach, jednak mimo wszystko miało się tę nadzieję, że Tet zejdzie po nim na ziemię. Nic z tych rzeczy - mdłe, patetyczne teksty o wygrywaniu życia są tu jeszcze bardziej spotęgowane przez bity, gdzie obok każdego numeru w creditsach można przeczytać coś takiego: BobAir/Młody G.R.O/Nerwus/Welon/JakiśKolejnyProducent/Pan Samochodzik. Co za dużo to niezdrowo.

9. Pióro "Tylko i Aż EP" - Pióro to reprezentant trójmiejskiej sceny, podobnie jak Gedz, z tym że robiący zupełnie inny rap. Smętny, zamulaszczy, będący antonimem słowa "banger". Przeczytałem u niektórych bloggerów/dziennikarzy całkiem pochlebne opinie na temat "Tylko i Aż". Nie wiem o co chodzi.

8. Sulin "Jeden w Maratonie" - muszę przyznać, że z całej kolorowej młodej fali hejtowanych raperów jedynym, który może budzić jakiekolwiek nadzieje na rozwój, jest Sulin. Serio, przy dobrym doborze bitów młody reprezentant Step Records mógłby robić solidny, mainstreamowy rap "od dzieciaka dla dzieciaka" - nie można przecież powiedzieć, że Oskar nie umie rapować. "Jeden w Maratonie" to, mimo jej charakteru (darmowa płyta-zapowiedź poważniejszych nagrywek, całkiem słuszny ruch, w przeciwieństwie do kolegi z pozycji 7.), rzecz, którą z czystym sumieniem można jednak sobie odpuścić.

7. B.R.O "High School" - nie będę kłamał z powodu tego, że obciach itp - miałem parę kawałków z "High School" na swoim odtwarzaczu. Kilka dobrych bitów, wrodzona zdolność odnalezienia się na bicie to atuty tego albumu o kolorowej okładce. Lista wad jest jednak znacznie dłuższa - 'szczylkowaty' głos, banalne teksty, mało przekonujące historie 'z przesłaniem', nieudane kopiowanie Drake'a (#VNM), dużo słabo brzmiących bitów. Gimby się jarają, ci, którzy hejtują, hejtować nie przestaną (wbrew temu co szumnie zapowiadał sam raper). Kciuk w dół.

6. Tusz Na Rękach "W Brzuchu Bestii" - że nie przepadam za rapem Tusza, to już wiecie, myślałem jednak, że muzyka Szatta sprawi, że "W Brzuchu Bestii" będzie przynajmniej solidnym albumem. Albo to on dał Kubie jakieś odrzuty, albo to Tusz ma takie ucho do bitów. Cóż, żadna strata.

5. Tomiko/Zbylu "77 EP" - przestrzeń wspólna to oczywiście Aptaun Records i opcja raper/producent. Nie chcę się jakoś szczególnie pastwić nad Tomiko (gdyby nie mocna końcówka roku, TOP50 zapewne otworzyłoby "Portfolio"), dlatego powiem tylko tyle, że jeśli przegapiliście tą epkę - nie żałujcie.

4. Kidd "Rap i Jego Sobowtór" - Kidd jak wiadomo jest lewakiem, dlatego pasuje jako opcja przeciwna do katolickiego, bardziej prawicowego Mediuma. Nie powiem, dobry z niego tekściarz, o czym wspominałem już przy Junesie (linijka "przejebałem całe życie pisząc o tym, jak zginę" rozłożyła mnie totalnie), szkoda tylko, że przez tyle lat nie nauczył się porządnie rapować i jest stuprocentową definicją antyflow. I dziwić się, że wciąż jest to 'alternatywny' rap dla wtajemniczonych.

3. Konik/Kuoter "Parę Przemyśleń" - podziemna wytwórnia Vibe2nes, która wydała w tym roku m.in. Junesa czy Efena, a więc płyty o całkiem niezłym zainteresowaniu jak na podziemie, jest stosunkowo świeżą wytwórnią, dlatego wydaje się, że wchodząc do gry powinna mieć coś porządnego do zaoferowania. Ta, mhm, jeśli to 'coś' jest porządne to [*].

2. DJ B. & Szczur "Zaraza" - miał być mrok, śmierć i pożoga, odpadająca skóra, trupie czaszki, głowy wbite na pal itp, itd. I coś nie wyszło. O ile Hades zaczyna solidnie (acz bez szału), Cira i Hukos wpasowują się w założony klimat umiejętnie, bit w "Domu złym" w ostateczności ratuje nieprzekonujące zwrotki raperów (w tym Jurasa, przy którego wersach następuje głośne WTF), Praktisa można przełknąć, a Małpa nawinął intrygująco na bardzo dobrym bicie, to później już wszystko się rozsypuje na dobre. Diox? Wigor? Posse track ludzi na co dzień przekazujących rapowe prawdy objawione traktujący o tym, że 'nie jesteśmy od pouczania'? Kurde no, co jest grane? Jedyne co naprawdę udane w tym projekcie, to końcówka: "Śmierć kliniczna" Mediuma i "Świt" VNMa i Weny. Polski rap udowadnia po raz kolejny, że w każdym, dosłownie KAŻDYM przypadku producenckiej płyty, choćby i wreszcie miało się wrażenie, że, cytując Lindę "nawet tacy goście jak wy, nie są w stanie tego spierdolić" - oni to spierdolą. Polscy raperzy - zmora polskich płyt producenckich.

1. Skorup "Piękna Pogoda" - z początku miał tu być Kotzi, wydawałoby się idealny kandydat na odpowiednik KęKę, ale to by było wysoce niesprawiedliwe, skoro "Rapdom" był nawet blisko załapania się do właściwego TOPku (ostatecznie przegrał z Mi-Lą). Skorupa też wrzucam z ciężkim sercem, bo mam do jego 'swojskiego', oryginalnego stylu ogromną sympatię, ale "Piękna Pogoda" mnie po prostu zawiodła. To dziwne, bo recenzje zebrała pozytywne, ale mam wrażenie, że Skorup nie ma po prostu ucha do wyrazistych bitów. Wciąż pozostaje niszowym raperem, a bity jakie sobie wybiera zupełnie nie trafiają w mój gust. Nawet "Droga Watażki" była dla mnie zbyt surowa, a najbliżej był chyba "Etos Kowboja", wciąż przecież nierówny w tej kwestii. Szkoda.


Jak zwykle nie wiem co napisać na koniec, raz miałem myśl jakiejś gorzkiej refleksji, raz czego innego, oznajmianie zamiarów częstszego aktualizowania bloga też jest bez sensu, bo sami wiecie jak to jest. Nie wiem czy blog umiera śmiercią naturalną, czy będzie tylko miejscem na coroczne podsumowania, które to, już teraz mogę to powiedzieć, coraz mniej mi się chce pisać, mimo że w tym roku nie dość że sam sobie zwiększyłem ilość płyt do krótkiego scharakteryzowania, to poszło mi to dość sprawnie, o wiele bardziej niż w poprzednim roku, z efektem w miarę zadowalającym. Dlatego jedyne co mogę tu napisać, to życzyć wszystkiego dobrego w nowym roku i oczywiście jak najlepszej muzyki, nie tylko hip-hopu. Bang!

6 komentarzy:

  1. Skorupa uwielbiam słuchać, ale rzeczywiście, jego album mnie rozzarował - ale nie aż tak bardzo! Gedzillę zamieniłbym z Piórem zdecydowanie. Ale że Kę płytą roku, to bym się nie spodziewał...

    OdpowiedzUsuń
  2. gruby mielzky albo Gural jeśli chodzi o PL

    OdpowiedzUsuń
  3. a czemu nie amerykański rap lista 2013 co ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie czuję się na tyle kompetentny póki co żeby robić coś podobnego o rapie z USA - najpierw to trzeba mieć czyste sumienie jeśli chodzi o klasykę ;) poza tym wychodzi teraz tego tak dużo, że nawet znani mi kompetentni ludzie nie nadążają ze sprawdzeniem wszystkiego i stworzenie takiego rankingu bez pominięcia żadnej płyty wartej uwagi graniczyłoby chyba z cudem, bez kitu. Zatem droga wolna np. dla Ciebie ;)

      Usuń
  4. Jeśli nie czujesz się na siłąch to racja nie warto :)
    Też prowadzę blog o rapie. Dopiero co zaczynam. Wymienimy się poleceniami? :) Chciałbym troche rozprzestrzenić mój blog:)
    mój adres to innastronarapu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń