sobota, 4 stycznia 2014

Przegląd polskich rapowych płyt A.D. 2013 - miejsca 20-11 + bonus: AntyTOP

Czwarta, przedostatnia dziesiątka. Zapraszam.



20. Zaginiony "Czerwone Samochody i Białe Dziewczyny"


Pezet zebrał bardzo fajną ekipę do swojej wytwórni, ale nad promocją jeszcze musi dużo popracować. W wypadku Zagiego sytuacja jest trochę bardziej złożona, bo jego solówka jest faktycznie dość nietypowa. Dobrze to zdefiniował sam autor w wywiadzie u Rawicza, że okazała się to płyta zbyt trywialna (pozornie) dla wymagających słuchaczy, a zbyt ambitna dla słuchacza masowego. Marcin jest dobrym opowiadaczem historii, przy tym posiadaczem dość charakterystycznego stylu, choć trzeba przyznać, że specjalnie nie szarżującym ze swoim flow. Poza tym "Czerwone Samochody..." są bardzo dobrze wyprodukowane - muzyka jest spójna, klimatyczna, stonowana. Do mnie trafia, propsy.


19. Tede "Elliminati"


Tedas wygrał rok i to nie podlega dyskusji. "Elliminati" odkupiło wszystkie winy (a nie poprzednie "Odkupienie") i odbudowało pozycję prawdziwego króla polskiego mainstreamu, przekonując rzeszę słuchaczy (w tym mnie) zniechęconych do Jacka m.in. przez kilka ostatnich krążków. Dla mnie to jednak nie więcej niż mocna 'czwórka', bo nie mogę się zgodzić z twierdzeniami, jakoby cały album liczący trzydzieści cztery (!) tracki był idealny i pozbawiony choćby małych potknięć. Pomimo tego, należą się wielkie słowa uznania, bo wcześniej straciłem już wiarę w to, że jeszcze zajaram się jakimś nowym materiałem od Tedunia. A jednak.


18. Jeżozwierz x Soulpete "RDS 220 EP"


Trochę dziwna sytuacja, kiedy podziemna epka licząca 7 kawałków jest wyżej niż dwupłytowy album mainstreamowego gracza, ale chyba każdy, kto słyszał ten materiał potwierdzi, że to istna moc Abramsa, chrzęst gąsienic i bęben co gniecie czerep. Brudna stylówka i ciężkie treści Jeża pod brudne sample i ciężkie werble Pete'a z dodatkiem niesamowitych skreczy Ace'a i nie ma żadnych przeciwwskazań do tego, by odznaczyć "RDS 220" czwórką z plusem. It's real raaaaaaw shit!


17. Pork Pores Porkinson "Psychoterapy"


Jedno z większych moich osobistych, pozytywnych zaskoczeń w tym roku. Po solówkach Szada i Nulla nie sądziłem, że jeszcze mnie zaintryguje jakaś rzecz od 3W, choć z drugiej strony Pores był zawsze takim moim cichym faworytem jeśli chodzi o całą trójkę. Luźny koncept obrany na "Psychoterapy" został zrealizowany bardzo dobrze, zaś takie tracki jak "Musimy iść", "Śmiertelnie poważny", "Meloman" czy "Byłeś wilkiem", gdzie w każdym z nich raper pokazuje się z innej strony, mówią same za siebie. Odnoszę wrażenie, że trochę przegapiona produkcja - czym prędzej nadrabiajcie zaległości!


16. Wuzet "Własne Zdanie"


Ci co mają wiedzieć to wiedzą, zaś tych co nie wiedzą informuję, że wszelkie spuszczanka nad tym albumem nie są ani odrobinę przesadzone. Skurwysyńsko dobre, wykręcone bity, specyficzne, nieokiełznane, zdumiewające flow Wuzeta - tak się powinno robić grime-rap na tej planecie. "Własne Zdanie" to płyta w swojej stylistyce wyprodukowana niemal wzorowo. Ucz się Pezet!


15. PRO8L3M "C30-C39 EP"


Kolejne opór zaskoczenie. Czyli że jeszcze da się robić w Polsce hardkorowy, uliczny rap, odrzucając wszelkie schematy z nim związane? Oskar i Steez pokazują, że da się. Świetna mieszanka klasycznego podejścia z bardziej nowoczesnymi, kreatywnymi rozwiązaniami w muzyce plus zaskakująca nawijka Oskara - nieprawdopodobnie gęste rymowanki i offbeat z początku wprowadzający lekką konsternację, z czasem dający się przyzwyczaić. Hity? "Tori Black" i "Kickdown" są takimi rozpierdalatorami że nie mam pytań, do playlisty A.D. 2013 wlatują obowiązkowo. Dla mnie jedno z większych odkryć już teraz, a w przyszłym roku pewnie poleci szerzej - jak już wyjdzie pełnoprawne LP.


14. Żyto "Żyto"


Z całym szacunkiem do Pro8l3mów, ale z tegorocznych zaskoczeń z ulicznego rapu odrobinę bardziej urzekł mnie Żyto. To niesamowite co on zrobił, mianowicie nagrał płytę muzycznie w klimatach lat 2000-2002 w PL-rapie, rapowo cechującą się prostotą zarówno w treści, jak i formie, a sam głosem przypomina na niej Parzela/Bonusa RPK, a mimo to materiał ma w sobie to "coś", że bez problemu odnajduje się w obecnych czasach, ba - stanowi swego rodzaju świeżość i nową krew, którą zdążył już zauważyć Sokół, przyjmując Żyta w swoje szeregi, a wcześniej Tytus, który wydał w nieoficjalnym obiegu omawiany self-titled. Hardkorowe historie, bystre obserwacje, niebywały talent do pisania chwytliwych refrenów, wyraziste podkłady, no i proszę państwa - ta rewelacyjna okładka! Oto kolejna siła częstochowskiego rapu, a ja już oczami wyobraźni widzę wspólny krążek z Sariusem za kilka lat. Czekam na legala w Prosto chyba jak na nic innego w 2014.

EDIT: Słusznie poprawiła mnie Dżi, że ten krążek pojawił się jeszcze pod koniec 2012 roku, co nie zmienia faktu, że faktyczny czas zdobywania, bądź co bądź wciąż skromnej, popularności tego wydawnictwa to rok 2013, zatem aż tak dużym błędem umieszczenie "Żyto" w tymże rankingu chyba nie będzie.


13. Gonix "Funky Cios, Sexy Głos"


Doceniana przez recenzentów, doceniona nawet przez nas jako Młoda Wilczyca 2013, a jednak w internetach zmieszana z błotem. Trochę mnie to wkurwia, a z drugiej strony nawet rozumiem i okazało się, że dobrze przeczytałem, jakie losy zapisane są Gośce w rap-biznesie, a przynajmniej z tym albumem; bo gdy podczas odsłuchu albumu słyszę rzeczy typu "Tańczyć" czy "Ego trippin", zawsze sobie myślę: "dziewczyno, na co ty się porwałaś!". W taki sposób mieszać hip-hop z elektropopem, eurodance'em czy ostrym techno tutaj? U nas? W Polsce?! Niewybaczalne. Liczba i efekty tych eksperymentów oraz ogólna różnorodność mogą zadziwić, a dodając do tego pomysł na siebie i umiejętności poruszania się po każdym bicie ewidentnie wyróżniające Gosię pośród rapujących koleżanek (i kolegów) wychodzi z tego istna mieszanka wybuchowa. Lubię Gonix, bo raz, że jest kontrowersyjna (a "wkładanie chuja w rój pszczół", jak to mówi mój jeden kolega blogger, zawsze spoko, choć w tym wypadku może nie będzie to najtrafniejsze stwierdzenie), a dwa, że po prostu dobrze mi się słucha jej piosenek. A że polskiemu słuchaczowi brakuje dystansu - który jest niestety konieczny przy podchodzeniu do "Funky Ciosu" - to pozostaje mi się tylko z tym pogodzić.


12. Michał Kisiel "Pismo Święte"


Z mojej recenzji "Pisma Świętego" można wysnuć wniosek, że się tą płytą trochę rozczarowałem. Będzie to wniosek mimo wszystko mylny, a przez jakieś tam moje przedpremierowe wyobrażenia mogłem trochę skrzywdzić Michała, któremu w końcu bardzo kibicuję, bo raperem pozostaje niszowym, a twórczość jego na odrobinę fejmu zasługuje. Koniec końców ten album to najmocniejsza z czwórek z plusem w tym zestawieniu i żeby się specjalnie nie rozwijać, odsyłam do recenzji, która wciąż jest w większym stopniu aktualna.


11. Ten Typ Mes "Ten Typ Mes i Lepsze Żbiki"


Przyczyn niesprawiedliwego osądu "Lepszych Żbików" jest kilka. Po pierwsze: tytuł i koncept. Chuja tam "Lepsze" Żbiki, bo wiadomo wszem i wobec, że na tej płycie prym wiedzie Mes, a choć goście są na papierze mocni (Pyskaty, Wdowa, do tego cała Młoda Alkopoligamia) to odnosi się wrażenie, że większość zwrotek od całej "żbiczej" ekipy pozostaje w cieniu gospodarza... co oczywiście nie znaczy, że w ogóle nie ma tu udanych występów, choćby wokalistek - Martiny Matwiejczuk i Moniki Borzym. Po drugie: data premiery. No jakim trzeba być 'geniuszem' i jak bardzo nie mieć pojęcia o biznesie fonograficznym i promocji a się w to bawić, żeby wypuszczać jesienną płytę (to należy podkreślić, zresztą sam Typ ją tak określił) tuż przed okresem wakacyjnym? Strzał w stopę, i to konkretny. Po trzecie: oczekiwania. Po wyprodukowanych z rozmachem "Kandydatach na Szaleńców" ludziska po raz kolejny myślały, że Meserszmit zmieni grę. Nie kurwa, nie zmienił jej i wiecie co? I całe szczęście! Idealnie to zdefiniował Flintstone, że wreszcie mamy coś do posłuchania, a nie do podziwiania. Bo to projekt niebanalny zarówno muzycznie, z całym swoim ciepłym brzmieniem i spokojnym, jesiennym klimatem (bo tak to właśnie miało wyglądać!), jak i treściowo, gdyż Mes ponownie pieczołowicie zadbał o to, by poznanie tego, co chciał zawrzeć w danym kawałku kosztowało słuchacza dobrych kilka odsłuchów. Rozpisałem się, ale tak, bardzo dobre te "Lepsze Żbiki". Może nie postawiłbym ich wyżej nad "Kandydatów" i "Zapiski Typa", ale już ponad "Zamach" - czemu nie.



+ bonus: AntyTOP


20. Bek-On "Idę za nią" - tyle wspólnego z Zaginionym, że to koncept album, oparty również w pewien sposób na relacjach damsko-męskich, no i w sumie trochę podobny w warstwie muzycznej (wszak zajął się nią Szatt, na "Czerwonych Samochodach..." również obecny). W pamięci pozostały mi z niego jedynie 3 utwory bity.

19. Potwierdzone Info "Przypadek? #niesondze" - jest to ewidentne przeciwieństwo "Elliminati". Po raz kolejny w tym podsumowaniu muszą się niestety przewinąć te "klasyczne bity rodem z lat 90tych", którymi rzygam już nawet ja, ale co zrobisz. Niby nie sposób nie docenić pracy Sir Micha, który oddał klimat wzorowo, jak również Tedego, który fajnie bawi się flow (nawet w jednym kawałku nawinął jak TDF ze "Sportu") i tak dalej... Ale czy można się tym jarać? W dodatku cały efekt, teoretycznie przecież pozytywny, psuje Diox, którego broniłem przy solówkach, ale co on dał za babole w tym roku to nie mam pytań ("stara cie nie wypuści ale dziś pierdol starą" - facepalm). W sumie to nuda.

18. Rap Addix "Nie Uciekniesz EP" - założenie jest ciekawe: czterech wściekłych outsiderów będzie nakurwiać z ostrej amunicji w kogo popadnie z rapowej sceny (no fajnie, niech tylko będą to strzały celne, a nie populizmy w powietrze). Pomijając fakt, że tylko połowa z nich umie rapować, "Nie Uciekniesz EP" jest dla mnie jakimś chaosem i nieprzekonującą zapowiedzią... nie wiadomo czego. Poczekamy na LP, zobaczymy, ale na razie jestem umiarkowanie na nie.

17. Bu "Byk" - chyba jedyna pozycja, gdzie miałem większy problem z dopasowaniem pozycji. Pores nieźle poleciał ze swoją ksywką, wydłużając ją jak tylko mógł. Co innego Bunio. Nie hejtuję, ale chyba nie dla mnie te ślunskie rapy.

16. Popek "Monster" - jeden z naczelnych bekowozów sceny nabrał se bitów z wiertarami, nawpychał ile tylko mógł angielskich gości, coś tam popluł do majka i co - nowatorska płyta z brytyjskimi brzmieniami, nie? No cóż, ale trzeba przyznać, że marketing to Popek robić umi. Poza tym no, ze trzy kawałki miałem na empetrójce.

15. AK47 "Autopsja" - odsłuchałem to, gdy zobaczyłem, że wleciało na 30. miejsce na OLIS, gdzie do tej pory w ogóle nie kojarzyłem typa. I nic dziwnego, a z tym OLISem to musiał mieć wybitnego farta, żeby trafić na taki moment posuchy na rynku. Nie powiem, bity miały jakiś klimat, ale ta 'szeptana' nawijka rapera, który wciskał mi kolejny raz te same wytarte z osiedlowych murów prawidła, kazała mi wyłączyć przed dokończeniem odsłuchu. Wolę 83 niż 47.

14. Z.B.U.K.U "Że Życie Ma Sens" - to, w jakie nowe twarze inwestuje wytwórnia, może przesądzić o jej długofalowym sukcesie. I okej, Zbuku wyhaczony przez Step ma ponad 100 tysięcy lajków, a Żyto od Prosto zaledwie ponad tysiak... ale czy to przesądza sprawę? Szczerze wątpię. Dobra, ale czemu akurat do pozycji 14.? A no gdzieś przeczytałem, że Zbuku to młoda nadzieja ulicznego rapu. Okeeeeej. CHECK IT

13. Guova "Śmietnik" - tytuł adekwatny do zawartości, punkt za szczerość. Ale drugi punkt, już tak na serio, leci za "Tato". Mocny track.

12. Za Młodzi Na Śmierć "Wiele Dróg" - idealny przykład 'średniej' płyty. Jak mielibyście przypadkiem ochotę poczytać więcej o ZMNŚ, to tutaj moje parę słów o tym projekcie.

11. WdoWA "Listopad EP" - o matko, nie. Mam nadzieję, że LP z Sir Michem nie będzie miało nic wspólnego z tą epką. Nuda, nuda, nuda.


Jutro kończymy z tym gównem. : )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz