niedziela, 17 stycznia 2016

TOP50 2015 - miejsca 30-21

Trzecia dziesiątka spięta klamrą jednego producenta. Same dobre albumy. Nic więcej, nic mniej.



30. Growbox "Growbox"

Wspólna płyta Ostrego, Jeża i Soulpete'a jest taka, jakiej się można było spodziewać po tym połączeniu - surowa, brudna, hardkorowa, bezkompromisowa. Wyszło OK, choć mam nieodparte wrażenie, że mogło być lepiej. Zdecydowanie lepiej.

Trzy wizytówki: Kolczasty Skit, Bóg Honor Utarg, Ostry Skit


29. Lukasyno "Antybanger"

Ze sporym zdziwieniem przeczytałem w recenzji Maćka Sulimy, że "Antybanger" jest jeszcze lepszym albumem niż "Bard". Ciężko mi się z tym zgodzić. Przecież "Bard" miał ten oryginalny pomysł, bardzo dobre jego zrealizowanie, wyróżniał się na scenie ulicznej mądrym przekazem i rdzenną, dopracowaną muzyką naprawdę wyższych lotów. Co mamy na "Antybangerze"? Śmiem twierdzić, że od strony muzycznej to jest z grubsza podobny klimat, który był u Luki na albumach sprzed "Barda" - powaga w bitach, dużo elektroniki, patetyczne smyczki, jeszcze więcej powagi w bitach i uliczna, życiówkowa, poważna gadka. Nie mówię że to wszystko źle, bo album jak najbardziej trzyma równy poziom (choć mimo że nad warstwą muzyczną pracowało wielu producentów, to bity miejscami zlewają się ze sobą), a Lukasyno okazuje się jednym z najbardziej poukładanych gości w ulicznym odłamie gatunku.

Trzy wizytówki: Nie cofniesz, Maszeruj albo giń, Perseida


28. Kościey "T.W.B. Era"

Całkiem ciekawe, autobiograficzne teksty (choć odnoszę wrażenie, że Andżej ma taki styl pisania 'bez puenty' - co jest spoko, ale wolę chyba, jak ona gdzieś jest, nawet ukryta), nawinięte przez wzbudzającego sympatię gościa pod fajne, elektroniczne bity - to samo można było napisać przy "Ciekawych Przypadkach Człowieka Nizioła". I tym razem też jest jak najbardziej w porządku, ale żebym miał czuć jakąś większą podjarkę, to raczej nie. I tak w ogóle, to Zioło zjadł ten album jedną zwrotką.

Trzy wizytówki: SpajderWalker, Ania, Na biesiadzie


27. Tau "Restaurator"

Tak jak to już pisałem gdzieś u Szymka na fanpage'u - od "Teorii Równoległych Wszechświatów" aż do "Remedium" Medium/Tau prezentował najwyższy poziom krajowego rapu pod każdym względem - no, może poza tematyką, tudzież tonem z jakim Piotrek przekazuje swoje... kazania, który z oczywistych względów nie każdemu podpasował. "Restaurator" to oczywiście kolejna produkcja na wysokim poziomie... tylko że ciężko powiedzieć, żeby wnosiła ona coś nowego w stosunku do poprzednich albumów. Owszem, są zarówno koncepty liryczne, jak i rozwiązania muzyczne zasługujące na wielkie brawa, jak w "Świętym", "Bólu" czy w numerach poniżej, ale jak na tak długi - bo aż 18-utworowy album - odnoszę wrażenie, że tego wszystkiego nie starczyło. Czytałem dwie recenzje "Restauratora" - na T-Mobile Music i CGM. Wszystkie utyskiwania z obu tekstów autorzy jakby wzięli z innych krytycznych recenzji poprzednich albumów Piotrka. Dlatego nie dziwne, że nawet u największego fana entuzjazm mógł ciut opaść.

Trzy wizytówki: Pinokyo, Ostatni Taniec, Na Niby


26. donGURALesko "Magnum Ignotum: Preludium"

"Maya" - 5/6. "Na plaży w Pourville" - 6/6. Cała reszta - 4/6. To na 14 kawałków daje średnią 4,21. Ale ja wiem, Flintstone jak zwykle będzie wynosił na piedestał Gurala za te wiekopomne odkrycia, że duchy szepczą i pada deszcz (pozdro Laik). A prawda jest taka, że on to wszystko odkrył już dawno temu, za czasów "Totemu Leśnych Ludzi" czy "Zaklinacza Deszczu". Mimo że w tamtych czasach u Piotra Górnego przeważała bragga i kolorowy wizerunek, to przecież już wtedy poznaniak lubował się w poetyzowaniu, filozofowaniu i odkrywaniu zjawisk przyrody. No, może teraz jest nieco dojrzalej, no i więcej nawiązań do malarstwa.

Trzy wizytówki: Maya, Na plaży w Pourville, Apartament


25. Te-Tris "Definitywnie"

Te-Tris może nie nagrał płyty roku, acz fajnie, że odzyskał pazur i wrócił do przyzwoitej formy. Swoją drogą ciekawie jest z tymi w założeniu "rodzinnymi" wytwórniami. Do Alkopoligamii za chwilę wrócimy, zaś z Aptaun uciekł już Te-Tris, W.E.N.A. swój ostatni materiał wydał we wspólpracy z Red Bullem, a Małpa swoją solówkę promuje własnymi nakładami we współpracy z Urban City. Co się dzieje? [EDIT: Przypomniałem sobie, że przecież dałem swoje 'echo' do recenzji Maćka.]

Trzy wizytówki: Azyl, Skandalej, Kopi Luwak



24. Kisiel / Me?How? "Detektyw - Po Drugiej Stronie Srebra EP"

Krótka, konceptualna, storytellingowa epka, licząca jedynie pięć kawałków (nie licząc skitów) swoją siłę opiera przede wszystkim na mrocznym, "tajemniczym", nocnym klimacie, jaki stworzył swoimi produkcjami Me?How?. Sam pomysł wzbudza dużą ciekawość, choć wykonanie, nie ukrywam, mogło być lepsze - opowiedziana przez Michała historia być może okazała się nazbyt skomplikowana, by móc ją podać w dostatecznie jasny sposób przy użyciu rapowej formy. Niemniej Kisiel jest jednym z tych raperów, którym wciąż bardzo kibicuję i mam nadzieję, że nie pójdzie na dłuższą metę w dostosowywanie się do newschoolowych trendów (a zacząłem mieć takie obawy po sprawdzeniu najnowszego singla) i nagra jeszcze coś wartego uwagi, bo że ma ciekawą wizję, to udowodnił za sprawą swoich obu ostatnich projektów.

SPRAWDŹ CAŁOŚĆ


23. Osiedlowe Linie Lotnicze "Lot Pierwszy"

Źle się dzieje u państwa Alkopoligamistów. Trochę to trwało, ale kiedy w końcu udało się Mesowi przekonać mnie w pełni, że jego Żbiki są faktycznie Lepsze... nagle cała skrzętnie budowana rodzinna ekipa rozsypała się jak leci. WdoWA, Theodor, LJ Karwel, Hade... Szkoda, bo bardzo marzył mi się mixtape całej czwórki z pierwszego zaciągu Żbików, która z jednej strony miała ten wspólny, alkopoligamiczny mianownik, a z drugiej każdy z nich wnosił coś swojego. Knap - swojskie zblazowanie, g-funkowy chill i wokal do refrenów, Karwel - elastyczne flow, lekki bzik i mocne, autobiograficzne teksty, wreszcie Kajtek i Mada - miejski, bardzo warszawski sznyt, charyzma i chemia. OLL to częściowe spełnienie tej wizji, bowiem brakło Karwela, ale mimo to z miłą chęcią sprawdziłem kolejny materiał od Młodej Alkopoligamii. Nie licząc pewnych drobnych "ale" oraz fatalnego refrenu Knapa, który troszeczkę popsuł doskonały bit Szoguna w "Metodycznie", generalnie wyszedł z tego wszystkiego porządny album, który ze względu na moją dużą zajawkę na Zetenwupe w tym roku, często gościł na głośnikach.

Trzy wizytówki: Metodycznie, Bum-Bęc, Jak to się robi (remix)


22. Zioło "Cokolwiek"

Ziółko bronił się, że "Cokolwiek" to wcale nie jakieś tam odrzuty z "CO", a jak najbardziej normalny album. OK, odrzutami nie nazwałbym numerów takich jak "Szefostwo", "Styl życia", znane dużo wcześniej "Hajs Hajs Kwit" i "Eckhart" czy trzy poniższe... a jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to dopiero przedsmak tego, co możemy uświadczyć na tak długo przygotowywanej, nadchodzącej płycie Michała. Zioło to pocieszny, bystry ziomek, do tego bardzo dobry producent, a na jego kolejne rzeczy czekać będę zawsze z dużą sympatią.

Trzy wizytówki: Pierwsze Szlugi, Akceptacja, Szczyt


21. Soulpete "RAW EP"

Nie podzielam zachwytów, jakoby była to jakaś wybitna płyta. Ale po kolei: Wygą trzeba się jarać (ja się nie jaram), Erking to raper max trzecioligowy, Laik wjeżdża ze swoją mieszanką gmatwanej gadki, bluzgów i "worst behavior"... Dopiero Ostry i Jano wykorzystują swoje, podarowane przez Pete'a bity w pełni tak jak trzeba. Dalej mamy jeszcze średnio ciekawy udział Raka, petardę od Sariusa, porządny track od Ostrego i Jeża oraz Quebo, który wzbudza mieszane uczucia. Ot, i mamy dziewięć kawałków. Bardzo dobrze wyprodukowanych i... bardzo różnie zarapowanych.

Trzy wizytówki: Wieża Eiffla, Zaraz Wracam, The Bomb

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz